I wtedy zapłoną stosy - o epoce polowań na czarownice [wywiad]


Czasy wczesnonowożytne nazywane są epoką polowań na czarownice i płonących stosów. Czy zastanawialiście się kiedykolwiek jaka jest geneza rozpętanej w tym okresie walki z praktykami magicznymi? Kim właściwie były czarownice? O co je oskarżano i jaka była rola Kościoła katolickiego w tym wszystkim? Na te i inne pytania odpowiada prof. dr hab. Jacek Wijaczka - wybitny specjalista w zakresie historii polowań na czarownice i procesów o czary w Europie wczesnonowożytnej. 

Hans_Baldung_Grien_Sabat

Hans Baldung Grien, Sabat czarownic

Alicja Bartnicka: - Powszechnie wiadomo, że największym natężeniem polowań na czarownice cieszyły się czasy nowożytne. Warto jednak zastanowić się nad korzeniami tego zjawiska. Kiedy i jakich okolicznościach w historii pojawia się problem czarostwa?

Prof. dr hab. Jacek Wijaczka: - O ile przed 1400 r. wierzono raczej w pojedynczych czarowników i czarownice, którzy zajmowali się magią szkodliwą lub leczniczą, to w późnym średniowieczu narodził się strach przed działającą w ukryciu i zajmującą się wyłącznie magią szkodliwą sektą czarownic. Wynikało to z połączenia wielu różnych funkcjonujących dotąd osobno wyobrażeń. Z jednej strony były to zeznania wymuszone przez inkwizytorów w procesach przeciw katarom i waldensom, w których była mowa o modlitwach do diabła, o nocnych orgiastycznych spotkaniach, o rytuałach związanych z oddawaniem czci diabłu i o ofiarach składanych z dzieci. Z drugiej zaś strony były to elementy antyżydowskie, jak nazywanie miejsca owych nocnych spotkań „synagogą”, oraz wiara w mordy rytualne popełniane przez Żydów. Teolodzy, tacy jak Augustyn i Tomasz z Akwinu, rozwinęli teorię o pakcie zawieranym z diabłem. Do tego dochodziła przedchrześcijańska wiara w działanie magicznych i demonicznych sił, czary szkodliwe, złe spojrzenie, zamiana w zwierzęta i nocne loty. Wyobrażenia te zebrał dominikanin Johannes Nieder (zm. 1438) w napisanej około 1437 r. pracy Formicarius (Mrowisko).

- Jak właściwie należy definiować czarostwo? Co wchodzi w zakres pojęciowy tego terminu?

- Zakres pojęciowy „czarostwa” (Hexerei), obejmuje pięć zasadniczych elementów: 1) pakt z diabłem, 2) utrzymywanie kontaktów cielesnych z diabłem, 3) umiejętność latania w powietrzu, 4) sabat i 5) czary szkodliwe. Do tych pięciu głównych punktów dodawano jeszcze dalsze wyobrażenia, takie jak wiara w wilkołaki, umiejętność przybierania postaci zwierząt, rodzenie potworów ze związku z diabłem oraz psucie pogody.

Malleus

„Młot na czarownice” - okładka siódmego wydania z 1520

- W 1487 roku ukazało się słynne dzieło Heinricha Kramera „Młot na czarownice”. Jakie było znaczenie tego traktatu dla późniejszych polowań na czarownice?

- Głównym celem Kramera było doprowadzenie do tego, aby przestępstwo czarostwa sądzone było przez sądy świeckie, a nie jak dotychczas przez inkwizytorów. W odróżnieniu choćby od inkwizycji hiszpańskiej, aby czarostwo traktować jako herezję i próbować nawrócić grzeszników, Kramer sądził, że czarostwo trzeba traktować jako „przestępstwo mieszane” i skazywać takich przestępców na nieuchronną karę śmierci. Uważał w związku tym, że inkwizytorom powinno się odebrać możliwość prowadzenia takich spraw, gdyż z własnego doświadczenia wiedział, że niektórzy inkwizytorzy próbowali ratować osoby oskarżone o czarostwo. Rozpoczęcie postępowania sądowego nie powinno już więcej zaczynać się od skargi (accusatio – czyli procesu oskarżycielskiego), lecz miała odtąd wystarczyć zwykła plotka, pogłoska (fama), a wtedy sędzia z urzędu (ex officio) powinien wszcząć postępowanie. Kramer aprobował stosowanie tortur, aby uzyskać od osoby oskarżonej „dobrowolne” przyznanie się do winy. Odmawiał też rzekomym czarownicom prawa do pomocy prawnej.

Młot_na_czarownice

Strona tytułowa wydania z 1614 r w Krakowie

Traktat Kramera odnotował ogromny sukces czytelniczy. Do 1523 r. ukazało się dwanaście lub trzynaście wydań. Potem nastąpiła kilkudziesięcioletnia przerwa, bez wątpienia wywołana pojawieniem się reformacji. Ponowne zainteresowanie się Młotem na czarownice wśród wykszatłconych czytelników, teologów, lekarzy i prawników, pojawiło się w końcu XVI w., kiedy rozpoczęła się nowa fala polowania na rzekome czarownice.  Od 1574 do 1669 r. ukazało się kolejne piętnaście wydań, ostatnie w Lyonie. Od końca XVI w. Młot na czarownice ukazywał się również w wydaniach zbiorowych wraz z innymi traktatami demonologicznymi. Co ciekawe, w Niemczech wydawany był tylko po łacinie, jako że tak naprawdę był skierowany nie do szerokiego kręgu społecznego, lecz do przedstawicieli elit, przede wszystkim prawników i teologów. Pierwsze tłumaczenie na język niemiecki ukazało się dopiero na początku XX w. Traktat został natomiast przetłumaczony z łaciny na inne języki, a pierwszym z nich był język polski. W 1614 r. w Krakowie  ukazało się częściowe tłumaczenie traktatu dokonane przez Stanisława Ząbkowica, o którym bardzo mało wiadomo, poza tym, że był sekretarzem kasztelana krakowskiego Janusza Ostrogskiego. Książka ukazała się pod tytułem Młot na czarownice. Postępek zwierzchowny w czarach, a także sposób uchronienia się ich i lekarstwo na nie w dwóch częściach zamykający”.

Traktat Kramera spotkał się z bardzo przychylnym przyjęciem uczonych i wpływowych osób, takich jak choćby Johann Geiler z Keyserberg, uchodzący na najlepszego niemieckiego kaznodzieję końca średniowiecza oraz włoski dominikanin, inkwizytor, teolog i autor trzech prac poświęconych czarownicom Bartholomeo da Spina.

- W kontekście historii czarostwa z pewnością warto wspomnieć postać papieża Jana XXII, który uznając wiarę w czary kazał spalić jednego ze swoich biskupów na stosie z tego właśnie powodu. Jaką właściwie rolę w historii procesów o czary odegrał Kościół katolicki?

- Mam wrażenie, że gdyby nie pontyfikat Francuza Jacques Duèse, czyli papieża Jana XXII (1316-1334) nie doszłoby do „polowania na czarownice” na masową skalę. Od początku objęcia urzędu, ów wówczas liczący już siedemdziesiąt dwa lata duchowny, obawiał się otrucia, przed którym bronił się stosując mający cudowne właściwości pewnego ślimaka (Schlangenhorn) medykament, który miał służyć do rozpoznawania, czy jedzenie i napoje nie zostały zatrute. Strach przed czarami doprowadził u Jana XXII najprawdopodobniej do manii prześladowczej. Jej ofiarą padło wiele osób z papieskiego otoczenia. Najpierw w 1317 r. papież wytoczył proces Hugowi Gèraudowi, biskupowi swego rodzinnego miasta Cahors, którego oskarżył o chęć zabicia jego i kilku kardynałów. Biskup został aresztowany i skazany, następnie przekazany władzy świeckiej do wykonania wyroku. Został najpierw wysmagany rózgami na następnie spalony na stosie. Papież Jan XXII na tym nie poprzestał, uważał bowiem, że dalej grozi mu niebezpieczeństwo, gdyż kilka innych osób zamierza go pozbawić życia przy pomocy figurki woskowej przedstawiającej jego postać, a która to figurka sporządzona została przy pomocy diabła. Figurkę tę następnie miano przekłuć lub stopić, aby sprowadzić na papieża chorobę lub śmierć. Uprawianie czarów przy pomocy figurek woskowych miało być w owym czasie bardzo popularne, a przynajmniej wiara w to była bardzo rozpowszechniona.

John22

Papież Jan XXII

Papież o działanie przeciw sobie oskarżył lekarza, cyrulika i kilku kleryków, wobec których wszczęto postępowanie sądowe. Zarzucono im, że oddają się nekromancji (rodzaj wróżenia polegający na rzekomym wywoływaniu duchów zmarłych, aby zapytać ich o przyszłość) i geomancji (wróżenie ze znaków nakreślonych na ziemi lub rozsypanych garści piasku, soli lub innej podobnej substancji), posługują zaczarowanymi lustrami i obrazami oraz sprowadzają na ludzi choroby lub ich zabijają korzystając przy tym z pomocy diabła. Zamykają również demony m.in. w lustrach, po to, aby zdobywać od nich informacje na temat przyszłości. Oskarżonych poddano okrutnym torturom, w trakcie których przyznali się do zarzucanych im czynów, w efekcie czego wszyscy zostali straceni.

Nie były to ostatnie ofiary papieskiej podejrzliwości i strachu przed czarami. W 1319 r. ofiarą Jana XXII padł franciszkanin Bernard Deliciosus, który za pomocą czarodziejskich napojów i proszków rzekomo miał już przed laty nastawać na życie papieża Benedykta XI (1303-1304). Winą Deliciosusa było to, że odważył się skrytykować inkwizytorów zarzucając im niepotrzebne okrucieństwo wobec oskarżanych osób. Od tych zarzutów został wprawdzie w trakcie procesu uwolniony, ale przyznał w trakcie tortur, że posiadał, wbrew zakazowi kapituły zakonu z 1312 r., książkę dotyczącą nekromancji, zawierającą formuły przyzywania diabła. Skazano go za to na dożywotnie więzienie.

Nic dziwnego, że w trakcie pontyfikatu papieża Jana XXII, który całkowicie wierzył w czary i praktyki magiczne, a i sam wcielał się w rolę inkwizytora, rosła rola i znaczenie inkwizytorów, którzy w związku z tym coraz intensywniej rozwijali swoją działalność. Dnia 22 sierpnia 1320 r. dominikanin, kardynał Wilhelma von Santa Sabina (1317-1336) wysłał z polecenia papieskiego list do swych współbraci zakonnych Bernarda Gui, inkwizytora w Tuluzie i Jeana de Beaune, inkwizytora w Carcassonne, informując, że Jan XXII udziela im pełnomocnictwa, wedle przepisów obowiązujących dla procesów przeciw kacerzom, do wystąpienia przeciw osobom, które składają ofiary demonom, oddają im hołd, zawierają z nimi pakt, dokonują wróżb i zaklęć z użyciem sakramentów kościelnych i popełniają inne czyny czarnoksięskie. W tym celu polecał im, aby wszystkie przywileje i zawarte w nich uprawnienia, które otrzymali od papieży, odtąd stosowali wobec wszystkich, którzy składają hołdy demonom i je przyzywają, zawierają z nimi pakty na piśmie lub w jakikolwiek inny sposób i przy ich pomocy dokonują czynów szkodliwych, wykorzystują eucharystię w celach zabobonnych. Odtąd przepisy wobec heretyków inkwizytorzy mogą stosować wobec osób oskarżanych o czary.

Kilka miesięcy później Jan XXII zwrócił się do dziesięciu ekspertów z prośbą o „dokładne i precyzyjne ustalenie kwalifikacji różnych praktyk magicznych i przyzywania demonów”. Opinia ekspertów nie była jednak precyzyjna, wprost przeciwnie, niejednoznaczna i ogólnikowa, jako że eksperci stwierdzili, że praktyki magiczne są w pewnym stopniu powiązane z herezją, ale każdy przypadek wymaga indywidualnego traktowania z dokładnym rozpatrzeniem wszelkich towarzyszących mu okoliczności.

Ostatecznie papież Jan XXII wydał w 1326 r. bullę „Super illius specula„ („Na wysokościach Tego„), która stała się dokumentem przełomowym w historii czarostwa i procesów o czary. Papież stwierdzał w niej bowiem, że „wielu jest chrześcijan jedynie z nazwy, którzy, porzuciwszy pierwotne światło prawdy, zaślepieni zostali taką mgłą błędu, że wstępują w przymierze ze śmiercią oraz czynią pakty z piekłem. Składają bowiem demonom ofiary i oddają im cześć. Tworzą i starają się by były tworzone wizerunki, pierścienie, zwierciadła, kadzielnice lub jakiekolwiek inne rzeczy magiczne, aby związać się z demonami, do których zwracają się z prośbami, od których otrzymują odpowiedź, proszą o pomoc i by zdobyć rzeczy najobrzydliwsze i spełnić swoje występne pragnienia, okazują im posłuszeństwo”. Dlatego też papież nakazał, aby te osoby, jeśli nie nawrócą się, zostały ukarane karami, które do tej pory stosowano wobec heretyków, poza karą konfiskaty dóbr. Zrównanie zarzutu czarostwa z zarzutem herezji ”umożliwiało stworzenie podstaw i rozwój demonologii jako nauki oraz otwierało nowe horyzonty prac inkwizytorów”.

Publikując wspomnianą bullę papież Jan XXII całkiem zakwestionował i zmienił dotychczasową postawę i nauczanie Kościoła w kwestii magii i czarów. O ile pochodzący z X w. Canon episcopi uważał magię za demoniczną iluzję nie mającą żadnego wpływu na rzeczywistość, a loty czarownic za kłamstwo i wytwór senny, to Jan XXII uznał to za rzeczywistość.

Witches

Sabat czarownic z ok. 1821 roku, jeden z czarnych obrazów

- Zarzuty kierowane wobec potencjalnych czarownic nie zawsze okazywały się uzasadnione. O co właściwie je oskarżano?

- Przede wszystkim o nieszczęścia dnia codziennego: sprowadzanie niepogody, zadawanie chorób ciału (m.in. impotencja) i duszy, zabijanie lub okaleczanie zwierząt domowych, czary mleczne i czary miłosne. Zarzucano im jeszcze zabijanie nieochrzczonych dzieci, z ciał których sporządzały następnie różne maści. Czarownice ponadto profanowały hostię.

- Jak wspomniałam na początku, apogeum procesów o czary przypada na czasy nowożytne, jednak pierwsze wzmianki na ten temat pojawiają się już w wieku XIV. Kiedy i gdzie właściwie to wszystko się zaczęło?

- Pierwsze prześladowania czarownic odbyły się po 1430 r. przede wszystkim w okolicach położonych wokół Jeziora Genewskiego (Sabaudia, Piemont, Delfinat, szwajcarskie kantony Wallis, Waatland i Bern). Wkrótce polowanie rozpoczęło się w kolejnych regionach położonych wokół Jeziora Bodeńskiego i nad Górnym Renem, w Alzacji, i regionie Ren-Mosela. W pierwszej połowie XVI w. procesy o czary toczyły się już w Górnych Włoszech, w kraju Basków i Katalonii, Lotaryngii, Luksemburgu, Rzeszy, a także i w Polsce.

Jeffrey B. Russell badając średniowieczne procesy o czary stwierdził, że europejskie czarostwo najlepiej rozpatrywać jako formę herezji i że ówczesne herezje ważniejsze były dla powstania czarostwa niż magia, a najwcześniejsze procesy o czary przeprowadzone zostały w tych miejscach, gdzie wcześniej „odkryto” heretyków, a więc we Francji, w Niderlandach, nad Renem, w północnych Włoszech i w Alpach. Tezę tę zaakceptowało następnie kilku historyków, wśród nich Andreas Blauert, który w końcu lat osiemdziesiątych XX w. zwrócił przede wszystkim uwagę na obszar dzisiejszej Szwajcarii, jako ten, na którym, poza Delfinatem, w pierwszej połowie XV w. miały miejsce ostatnie prześladowania waldensów i zarazem pierwsze polowania na czarownice i czarowników.

Pierwszy znany proces o herezję i czary równocześnie prowadzony był przez inkwizytora Bernarda de Caux w 1245 r. w Mas Saintes Puelles koło Castelnaudry w Langwedocji. W trakcie procesu, który toczył się w 1321 r. w miejscowości Pamier przeciwko katarom, wśród znacznej liczby oskarżonych znalazło się pięć kobiet i mężczyzna, wobec których głównym zarzutem nie była herezja, ale przestępstwo czarostwa. Również w trakcie procesu prowadzonego w Tuluzie w 1335 r. większości z 63 oskarżonych jako główny zarzut postawiono czarostwo, a nie herezję. Fakt narodzin nowej sekty czarownic w połowie XIV w. potwierdził w wydanym w 1508 r. „Tractatus de strigiis” inkwizytor Bernard z Como, stwierdzając, że wcześniej jej nie było.

GOYA_-_El_aquelarre_(Museo_Lázaro_Galdiano,_Madrid,_1797-98)

Sabat czarownic, Francisco Goya

- A jeśli chodzi o Polskę?

- Pierwsze znane informacje na temat oskarżeń o czary pochodzą w Polsce z początków XV w. W okresie rządów biskupa płockiego Jakuba (1396-1425) o czary oskarżono Damiana z Borkowa (niestety, nie znamy daty rocznej). Łączono wówczas zarzuty herezji i czarostwa. Pierwsza wyraźna informacja posądzenia wyłącznie o czary pochodzi z 27 sierpnia 1473 r., kiedy to o ich uprawianie oskarżono wikariusza dobrzyńskiego Stanisława Kuropatwę. Przed sądami kościelnymi w XV i pierwszej połowie XVI w. odbyło się co najmniej 60 procesów o czary, z czego najwięcej przeprowadził konsystorz w Poznaniu, bo 22 sprawy. W procesach tych sądzono 49 kobiet i 19 mężczyzn.

Pierwsza wzmianka o karze śmierci za czary przez spalenie na stosie pochodzi z 1476 r., kiedy to sąd kościelny w Poznaniu skazał Dorotę z Zakrzewa. Nie doszło jednak do egzekucji, po poręczeniu osób trzecich i odwołaniu błędów oskarżona została uwolniona. Pierwszą osobę, którą w Polsce spalono na stosie była nieznana z imienia kobieta, spalona w 1511 r. w Chwaliszewie (obecnie część Poznania, miasto w latach 1444-1800, prawo magdeburskie, Wielkopolska), ale wyrok wydany został przez sąd świecki.

Apogeum polowania na czarownice w Polsce i raptowny wzrost liczby procesów o czary przypada na lata 1670–1730 r. Połowa XVII w. to w Polsce okres wojen, z Rosją, ze Szwecją, powstanie Kozaków pod wodzą Bohdana Chmielnickiego, które przyniosły ze sobą zniszczenia, epidemie, nieurodzaje, pomór bydła i głód. Żyjące wówczas społeczeństwo postrzegało otaczający je świat jako pełen tajemnic i niebezpieczeństw. Dlatego też z całym przekonaniem szukało winnych tego stanu rzeczy i najłatwiej było obarczyć winą za wszystkie nieszczęścia dnia codziennego czarownice.

- Zdecydowanie częściej o czary bywały oskarżane kobiety. Dlaczego?

Wickiana5

Spalenie trzech wiedźm w Baden (Szwajcaria)

- Młot na czarownice od wcześniejszych, wcale licznych traktatów poświęconych przestępstwu czarostwa i czarom wyraźnie odróżniało wrogie nastawienie wobec kobiet. W pracy spotykamy wprawdzie przykłady zajmowania się czarami przez mężczyzn, lecz zdecydowana większość podawanych przykładów dotyczyła kobiet. Opierając się na dotychczasowej literaturze przedmiotu, wrogo odnoszącej się do rodzaju żeńskiego, Kramer udowadniał, że kobiety mają szczególną skłonność do ulegania podszeptom szatana. Liczba przykładów i powtarzanie tej tezy wielokrotnie w całej pracy jednoznacznie świadczy o tym, że był to celowy zabieg, a nie przypadek. Potwierdza to sam tytuł traktatu Młot na czarownice, a więc wyłącznie kobiety. To zdecydowane i jednoznaczne przypisywanie przestępstwa czarostwa wyłącznie kobietom wyróżnia traktat Kramera z dotychczasowej literatury demonologicznej. Kramer wyraźnie sugerował, że to za pośrednictwem kobiet diabeł dostaje się do ludzkiego, męskiego społeczeństwa. W ten sposób Młot na czarownice stał się jedną z najbardziej znanych, wrogich kobietom książek w historii światowej literatury.

- Ile procent oskarżonych kończyło na stosie?

- Szacuję, że było to od 50 to 60 tysięcy ofiar, a nie 9 milionów, jak podają niektóre źródła.

- Fala polowań na czarownice w końcu musiała przeminąć. Co było tego powodem? Społeczeństwo przekonało się wreszcie, że oskarżenia nie mają uzasadnienia?

- W 1764 r. w Livorno ukazała się anonimowo praca Dei delitti e delle pene (O przestępstwach i karach), która dokonała przewrotu w dziejach kryminalistyki europejskiej. Jej autorem był Cesare Beccaria (1738-1794), a w swej pracy domagał się przede wszystkim zniesienia tortur, zaprzestania karania samobójców i rzekomych czarownic, wprowadzenia jawności postępowania karnego, ograniczenia stosowania przysięgi jako środka dowodowego i złagodzenia systemu kar. Nie wiadomo, kiedy pierwszy egzemplarz tej pracy trafił do Polski, wiadomo za to, że jednym z pierwszych tłumaczeń tej książki na języki obce było właśnie tłumaczenie na polski.

- Dziękuję za rozmowę.

jw

prof. dr hab. Jacek Wijaczka

prof. dr hab. Jacek Wijaczka – wykładowca Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, od 2008 roku redaktor naczelny czasopisma „Czasy Nowożytne”. Jego zainteresowania badawcze obejmują dzieje Prus Książęcych i Królewskich, polowania na czarownice i procesy o czary w Europie wczesnonowożytnej, historię Żydów w okresie staropolskim oraz stosunki polsko-niemieckie w XVI–XVIII wieku. Jest autorem takich publikacji, jak: Procesy o mordy rytualne w Polsce w XVI - XVIII wieku, Procesy o czary w Prusach Książęcych (Brandenburskich) w XVI-XVIII wieku, Stanisława księcia Poniatowskiego Diariusz podróży w roku 1784 w kraje niemieckie przedsięwziętej, Stosunki dyplomatyczne Polski z Rzeszą Niemiecką w czasach panowania cesarza Karola V (1519 – 1556), Wizytacja biskupstwa sambijskiego z 1569 roku.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

5 komentarzy

  1. Jark napisał(a):

    „W ten sposób Młot na czarownice stał się jedną z najbardziej znanych, wrogich kobietom książek w historii światowej literatury.” - tylko, że niezależnie od tej pracy, miejsca i czasu to kobiety były w 95% skazywane za czary i to fenomen, że nie oskarżano mężczyzn. Myślę, że to ma podłoże socjologiczne-społeczne a nie kulturowe.

    • Agata napisał(a):

      w krajach europy północnej (norwegia, szwecja i islandia) znaczną większość ofiar stanowili mężczyźni. Ale prawdą jest to, ze większą role w tym miało głęboko zakorzenione w społeczeństwie podejscie do kobiet które nie narodziło się od tak, musiało się to narodzić w czasach pogańskich

  2. Marekncjusz napisał(a):

    Co prawda ten wywiad, to tak naprawdę wykład profesora (ciekawy). Ciekawe, że to czarostwo to typowo europejska nowinka, pewnie przez tą pseudoreligijność. Nie słyszałem, by w Azji czy Ameryce Prekolumbijskiej skazywano za czary. Chyba, że o tym nie wiem, to wyprowadźcie z błędu.

  3. Mitoraj napisał(a):

    9 milionów? Jakie źródła tyle podają, jestem ciekaw, ja się spotkałem z liczbami do 100 000, co i tak jest ogromne. Przy takim zaludnieniu ten, kto twierdzi, że to 9 milionów to spadł z choinki. Dane przywołane przez profesora są oczywiście bardzo prawdopodobne. Pokazują i tak skalę tego szaleństwa w Europie.

  4. Karolina napisał(a):

    Liczba 9 milionów skazanych pojawia się u niejakiego Gottfrieda Christiana Voigta. Na podstawie znalezionych kilkudziesięciu akt procesów o czary, całkowicie błędnie przyjął swoje założenia o ich ogólnej liczbie. Podobnie polski historyk Bohdan Baranowski, dysponując niewielką ilością źródeł oszacował, że w samej Polsce liczba ofiar wyniosła nawet 40 tys. osób.

Zostaw własny komentarz