The Bang Bang Club, czyli fotografia na krawędzi [+18]


W latach 90. XX wieku, kiedy rządy Apartheidu chyliły się ku upadkowi, a Nelson Mandela opuszczał po dwudziestu trzech latach mury więzienia w RPA, działała grupa fotoreporterów, których historia zdobyła ogólnoświatowy rozgłos. Dwóch z nich zdobyło nagrodę Pulitzera, dwóch straciło życie. Ken Oosterbroek, Greg Marinovich, Kevin Carter i João Silva poprzez wspólną pracę i narażanie życia podczas dokumentowania walk pomiędzy ANC1 a zuluskimi siłami Inkathy2 zyskali miano The Bang Bang Club.

Greg Marinovich

Greg Marinovich

 Po raz pierwszy nazwani zostali tak dopiero po dwóch latach w artykule opublikowanym w magazynie Living w 1992 roku. Skąd to wyróżnienie? Pojawiali się tam, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie śmiał się zapuszczać. Jako biali fotoreporterzy w środku czarnego konfliktu odważyli się lawirować między walczącymi stronami w slumsach robotniczych (townshipy3).

Czterech mężczyzn połączyły wspólne pasje - fotografia wydarzeniowa i adrenalina. Uważali się za nietykalnych, a ich fotografie z samego serca konfliktu obiegały cały świat. Tak też było ze zdjęciem Grega Marinovicha wykonanym 15 września 1990 roku, gdzie zwolennicy ANC dokonali bestialskiej zbrodni na Lindsaye Tshatsbalale oskarżonego o wspieranie Inkathy. Po otoczeniu przez tłum Lindsaye został pocięty nożami i pokłuty zaostrzonymi prętami, a następnie uderzony przez oprawcę głazem w głowę. Fotoreporterzy byli przekonani, że to już koniec katuszy tego człowieka, jednakże na domiar złego ofiara została oblana benzyną i żywcem podpalona. Okazało się, iż nie był jeszcze martwy, krzycząc kluczył w koło. Jeden z Greg Marinovich chcąc utrwalić na zdjęciu tak niebywałe okrucieństwo ustawił się pod słońce, co sprawiło, że spiesznie musiał przestawiać przesłonę obiektywu. W tym czasie do Lindsaye podbiegł młody mężczyzna, który uderzył płonącego człowieka maczetą w kark… Przerażające jest, iż fotoreporter myślał jedynie o tym, aby przestawić przesłonę aparatu. Marinovich wiedział jaką fotografię trzyma w ręce, jednocześnie widział jakie problemy pojawią się z jej publikacją. Dla mediów europejskich mogła okazać się zbyt brutalna. Jednak za pośrednictwem nowojorskiego Timesa została opublikowana, niedługo potem obiegła niemal cały świat, dając Gregowi nagrodę Pulitzera4. Fotografia ta stała się niemal ikoną obrazującą brutalność wojny w południowej Afryce, zaostrzyła jedynie atmosferę i tak już napiętą do granic możliwości.

Silva podczas spotkania z prezydentem Barackiem Obamą w Białym Domu w 2011 r.

Silva podczas spotkania z prezydentem Barackiem Obamą w Białym Domu w 2011 r.

Brutalność tamtych dni doskonale obrazuje zwyczaj mający na celu upokorzyć przeciwnika schwytanego na terytorium wrogiej frakcji. W procederze tym szczególnie wprawili się Zulusi, którzy musieli przymusowo migrować zarobkowo, zaś od wieków prowadzili wzmożone walki plemienne. Po schwytaniu wroga i jego wstępnym okaleczeniu zakładano na jego głowę oponę, którą następnie oblewano benzyną i podpalano5. Same metody okaleczania były równie brutalne - od przecinania ścięgien ofiarom (aby te nie mogły uciekać), przebijania zardzewiałymi prętami służącymi jako włócznie, wybijania oczu, strzelania do ofiary własnoręcznej roboty karabinami miotającymi gwoździami, po jakże trywialne w świetle innych metod rozstrzelanie6. Swoisty taniec ze śmiercią, gdzie dokumentujący ją fotoreporterzy często ocierali się o wściekły tłum, który mógł lada moment wziąć ich za wrogów. Taką opowieść snuje Greg Marinovich, który dokumentując jeden z samosądów tak oddał się pracy, iż nie zauważył, że jeden oprawców niemal ciął go w plecy.

Inną fotografią, która z jednej strony wyniosła Kevina Cartera na piedestał fotografii, z drugiej zaś strony doprowadziła do tragicznej śmierci, jest zdjęcie wykonane przez fotoreportera w Sudanie. Podczas wyprawy do Sudanu, w której towarzyszył mu João Silvia, a której celem było udokumentowanie klęski głodu, trafił on do jednego z obozów pomocy humanitarnej. Po wielu perturbacjach związanych z podróżą João miał zostać zapytany przez Kevina co mogą zastać na miejscu - odpowiedział, muchy i głodnych ludzi7. Wątpliwość moralna, która towarzyszyła tego typu wypowiedziom całej grupy łączy się bezsprzecznie z wygłuszeniem emocjonalnym, które towarzyszyło im poprzez obserwacje wydarzeń w swoim kraju. To też spowodowało napiętnowanie Cartera ze strony opinii publicznej,  który stał się świadkiem niezwykle tragicznego epizodu. Krążąc po obozie dostrzegł bowiem leżącą na ziemi dziewczynkę, która była zbyt słaba, aby dotrzeć do punktu pomocy humanitarnej. Z jednej strony mogła zostać tam pozostawiona przez matkę, która udała się do samolotu, którym przybyli po jedzenie. Z drugiej zaś fotograf tej pewności nie miał. Szukając odpowiedniego kadru ujrzał lądującego za nią sępa. Nie próbował go odgonić, czekając, aż ptak rozłoży skrzydła…

Kevin Carter

Kevin Carter

Po wykonaniu fotografii Carter miał odgonić ptaka. Jednakże brak jest stuprocentowej pewności że to uczynił. Sam Carter wielokrotnie po otrzymaniu Pulitzera za wspomnianą fotografię często zmieniał zdanie co do wersji wydarzeń. Nigdy jednak nie padło stwierdzenie, że pomógł dziewczynce dotrzeć do punktu medycznego. Silva twierdzi, że podszedł do niego bardzo podniecony twierdząc, że wykonał niesamowitą fotografię i wyrażając empatię na temat małej dziewczynki. Mówił także o swojej córce (rozwodnik), którą chce zobaczyć i przytulić po powrocie. Pytania nękały go, także ze strony wydawców. Co stało się z małą dziewczynką? W oficjalnej nocie Timesa znajdujemy taką informację podaną przez Kevina: Zdjęcie opublikowane w piątek wraz z artykułem o Sudanie przedstawia małą sudańską dziewczynkę, która upadła w drodze do centrum żywienia w Ayod. Za jej plecami czai się sęp. Wielu czytelników pytało o losy dziewczynki. Fotograf poinformował nas, że po tym jak przepędzono sępa, odzyskała siły na tyle, by podjąć marsz. Nie wiadomo, czy dotarła do centrum8.

Fotoreporter wielokrotnie zadawał sobie później pytanie czy postąpił słusznie i czy zasługuje jeszcze na miano człowieka. Gdzie kończy się fotografowanie za filtrem obiektywu, a gdzie zaczyna się zwykła ludzka empatia. Pytania te często powracały po zażyciu narkotyków, od których był uzależniony (głównie dagga9 i substancja psychoaktywna nazywana białą fajką10). O skali problemów, jakie miał z narkotykami świadczy jego komentarz, który wygłosił już jako fotograf Reutersa, kiedy został wysłany na jeden z wieców Mandeli by go udokumentować. Wcześniej zażywał białą fajkę, wtoczył się na salę, a po zajęciu miejsca wykonał kilka fotografii, po czym zwrócił się do kolegów po fachu siedzących obok - Jak staruszka zastrzelą, zadzwońcie do mnie11. Następnie wsiadł do samochodu i wracając w stronę domu uderzył w drzewo i trafił do aresztu za prowadzenie pod wpływem narkotyków.

O niesamowitym wygłuszeniu naszych bohaterów świadczy jeden z obrazów kreślony przez Grega. Podczas jednego z dni w Soweto12 grupa, której ukradziono poprzedniej nocy samochód wspólnie z przyjacielem z redakcji jadła śniadanie w jednym z fastfoodów. Kolega redakcyjny otrzymał nagle wiadomość, że coś się dzieje w jednym z townshipów, wskoczyli do samochodu cały czas jedząc. Kiedy dotarli na miejsce ich oczom ukazała się grupa policjantów stojących na boisku do piłki nożnej. Obok których płonęły zwłoki. Marinovich nie zastanawiając się odrzucił jedzenie i zaczął fotografować. Jak sam później skomentował: Po minucie, dwóch odwróciłem się, żeby zobaczyć, co robi kolega. Nadal jadł hamburgera. Byłem wstrząśnięty i uznałem go za bezduszną świnię. Dużo później zrozumiałem, do jakiego stopnia jego machismo chroniło go przed tym, żeby nie czuć za wiele13. Codzienne przebywanie w oparach śmierci wygłuszyło empatię tych ludzi. Podobne historie snuje polski fotograf Krzysztof Miller14.

Dziwić może ów brak empatii u autorów zdjęć, jednak z drugiej strony należy pamiętać o dość charakterystycznym w tych kręgach głodzie adrenaliny. Reporterzy tacy jak Miller czy Marinovich nie potrafią powiedzieć dość, tutaj kończy się moja kariera. Pogoń za najlepszym ujęciem, za tym, dla którego gotowi są oddać życie prowadzi często do tragedii. João Silva stracił obie nogi na minie pułapce podczas wojny w Iraku, Ken Osterbroek stracił życie, Marinovich wielokrotnie został ranny, Miller leczy się z objawów stresu pola walki, a Ken Osterbrock oraz Cappa stracili życie (do samego końca naciskając migawkę). Czy to tylko ambicja, aby być najlepszym? Czy to tylko adrenalina? Nie sądzę. Można to także tłumaczyć swoistą misją - ludzie ci chcą pokazać do czego zdolny jest człowiek, jak brutalny potrafi być. Z drugiej strony chcą przybliżyć opinii publicznej konflikt, w środku którego się znaleźli. Obiektyw jest filtrem, odseparowuje ich od obiektu, który fotografują. Z drugiej strony jak każdy filtr, nie zatrzymuje wszystkiego. Często powracają obrazy, ludzkie twarze, ból i śmierć. Miller pisze wprost: Oni, ci, których widziałem, oni wraz ze mną zaczynają się bujać. Oni, ci, których widziałem, ale których już nie zobaczę. Którzy zostali tylko w mojej głowie i na celuloidzie taśmy fotograficznej15.

Dni chwały trwały, nasi bohaterowie czuli się niemal półbogami, często podkreślali, że kule się ich nie imają. Zawieszeni w świecie brutalności wykonywali swoją posługę dla informacji, dla nagłośnienia problemu w ich rodzinnym kraju. W brutalny sposób mieli się przekonać, że i oni są jednak śmiertelni. Podczas jednej z manifestacji Inkathy, którzy ostrzeliwali się w jednym z hoteli robotniczych dołączyli do grupy żołnierzy, którzy brutalnie nawoływani przez dowódcę mieli dokonać szturmu na pozycje przeciwnika. Na pierwszy rzut oka widać było, ich przerażenie. Nieśmiała wymiana ognia trwała, atmosfera zagęszczała się. W pewnym momencie prawdopodobnie siły porządkowe otworzyły ogień, niestety w stronę fotografów… Pierwszym rannym został Greg Marinovich, który został trafiony w płuco, w panującym chaosie kolejna kula trafiła Kena Oosterbroeka. Niestety strzał został oddany z niewielkiej odległości, kula trafiła go pod ramię, aby następnie rozerwać się i rykoszetować po narządach wewnętrznych. Z ust Oosterbroeka polała się stróżka krwi. Mimo szybkiej reakcji i transportu do szpitala Ken nie przeżył postrzału. Podczas całej sytuacji Silva wykonywał zdjęcia przyjaciela, kwitując to słowami: Ken będzie chciał je później zobaczyć16. Kilka lat przed śmiercią w swoim pamiętniku zapisał: Mam nadzieje, że umrę z najlepszym kurewskim zdjęciem na negatywie. Inaczej to nie jest tego warte…17

Drugi z fotografów Greg Marinovich dochodził do siebie w szpitalu. João Silva bardzo mocno przeżył odejście przyjaciela, zaczął pić na umór i stał się agresywny. Najbardziej śmierć przyjaciela przeżył Kevin Carter, który zaczął jeszcze więcej ćpać, problemy ze zleceniami i realizacją (mimo, iż został korespondentem szanowanego Timesa), które doprowadziły do skrajnego załamania łatanego alkoholem i daggą. Przyjaciele próbowali interweniować, także kobiety wokół niego. Jednak od pewnego czasu nosił się on z myślą o samobójstwie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że (co było bardzo często podkreślane przez Cartera), że przyjdzie im zapłacić dług zaciągnięty u Śmierci, że takie z nią obcowanie musi doprowadzić do tragedii. 27 lipca 1994 roku Carter zaparkował samochód pod drzewem eukaliptusowym naprzeciw domu, w którym się wychował. Przykleił taśmą klejącą wąż ogrodowy do rury wydechowej samochodu, drugi koniec umieścił w szybie. Skreślił list (słabo czytelny i niezrozumiały, po raz kolejny był pod wpływem narkotyków), w którym podkreślał, iż po śmierci Kena zbyt wiele się zmieniło, a on nie radzi sobie ze swoim życiem. Na drugi dzień policja dostarczyła list adresowany do Silvy. Wspólnie z przyjaciółmi wyruszył zidentyfikować zwłoki.

The Bang Bang Club przestał istnieć, apartheid upadł, nowy rząd zaczął walczyć o swoją pozycję. Dwaj przyjaciele, którzy pozostali przy życiu nadal fotografowali konflikty na całym świecie. Wydali także książkę ze wspomnieniami tych często jakże traumatycznych wydarzeń. Książkę będącą z jednej strony memento dla Kena, z drugiej zaś chęcią podsumowania i zamknięcia pewnego rozdziału w życiu. Rozdziału, w którym uczyli się fotografii wydarzeniowej, kiedy obiektyw aparatu stał się filtrem pozornie oddzielającym ich od wydarzeń, które dokumentowali. Wielokrotnie Greg w swojej narracji neguje ten postulat. Od obrazów wojny nie można uciec, zostają one w człowieku. Drastyczne sceny i dylematy moralne towarzyszące dokumentacji pozostają głęboko w człowieku powracając w postaci snów lub mar snujących się wokół tych, którzy obrazów i bohaterów swoich zdjęć niemal dotknęli. Pozostaje także wątpliwość moralna w postaci pytania: Czy mogłem zrobić coś więcej? Na to pytanie nie potrafił sobie odpowiedzieć Kevin Carter… João Silva odpowiadał szczerze, że wykonał podobne zdjęcie tego dnia, przedstawiające dziewczynkę leżącą twarzą w piachu, jednak bez sępa i nie miał wrażenia, że dziecku należy pomóc18.

Dzieje grupki przyjaciół doczekały się również nominowanej do Oscara adaptacji filmowej. Film The Bang Bang Club ukazuje dramat fotoreporterów w całej krasie, mimo, że często odbiega od rzeczywistości przestawionej przez samych bohaterów. Fascynacja tym sposobem pracy spowodowała także powstanie dwóch filmów dokumentalnych19. Na kanwie biografii Kevina Cartera heavymetalowa grupa Savatage nagrała album pod tytułem Poets and Madmen w całości oparty o dzieje fotoreportera.

Pozostaje refleksja czy fonografia wydarzeniowa to pasja? Może sposób życia? Nie czuję się na siłach, aby odpowiedzieć na to pytanie. Jedno jest pewne - ludzie za obiektywem, od lufy karabinu oddzieleni jedynie legitymacją prasową i aparatem, często podejmują ryzyko porównywalne lub nawet większe niż żołnierze.

Korekta: Grzegorz Antoszek

  1. Afrykański Kongres Narodowy złożony w 1912 roku, zakazany w 1960 i ponownie zalegalizowany w 1990. []
  2. Patria Wolności Inkatha, nazwa nawiązuje do tradycyjnego pierścienia z plecionej trawy, układanego na głowie przez kobiety w celu łatwiejszego transportu ciężkich pakunków. []
  3. Dzielnice czarnej biedoty pracowniczej. Opis warunków I stan dzisiejszy: http://wyborcza.pl/1,76842,14643126,Jak_sie_zyje_w_dzielnicach_nedzy_w_RPA__Na_wlasnej.html; http://henhen.pl/wordpress/2012/01/czarno-biale-rpa/, dostęp:20.03.2015. []
  4. Zdjęcie nagrodzone w kategorii Spot News Photography. http://www.pulitzer.org/awards/1991, dostęp: 20.03.2015. []
  5. G. Marinovich, J. Silva, dz. cyt., s. 5-23. []
  6. Szczególnie w przeróżnych metodach zadawania śmierci wyróżniali się Zulusi, będący plemieniem wojowniczym. []
  7. G. Marinovich, J. Silva, dz. cyt., s.133. []
  8. Zdjęcie to do dziś można znaleźć na stronie New York Times. http://www.nytimes.com/imagepages/2011/05/08/magazine/08lede2.html, dostęp: 20.03.2015; G. Marinovich, J. Silva, dz. cyt., s.140. []
  9. Afrykańska odmiana marihuany, o wiele mocniejszym działaniu. []
  10. Rodzaj bliżej nieokreślonego psychodeliku. Mikstura z leków i marihuany palona w odtłuczonej szyjce butelki. []
  11. G. Marinovich, J. Silva, dz. cyt., s.168 []
  12. Jeden z tonwshipów. []
  13. G. Marinovich, J. Silva, dz. cyt., s.73. []
  14. Więcej w: K. Miller, 13 wojen i jedna. Prawdziwa historia reportera wojennego, Kraków 2013. []
  15. Tamże, s. 346. []
  16. G. Marinovich, J. Silva, dz. cyt., s.184 []
  17. Tamże, s.176; http://lens.blogs.nytimes.com/2014/04/29/twenty-years-after-apartheid/, dostęp: 20.03.2015. []
  18. G. Marinovich, J. Silva, dz. cyt., s. 175. []
  19. The Death of Kevin Carter: Casualty of the Bang Bang Club; When Under Fire: Shoot Back!. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

7 komentarzy

  1. heban89 napisał(a):

    Powiem szczerze, że nie słyszałem o tej grupie. Historia powala na kolana. Ile można poświęcić dla dobrego zdjęcia?

  2. antek z wykopu napisał(a):

    mnie zainteresował narkotyk dagga - Afrykańska odmiana marihuany, o wiele mocniejszym działaniu,
    gdzie mozna ja dostać ?

  3. jaś napisał(a):

    Artykuł pisany kulawą ręką. Chopie, popracuj nad stylem i językiem. I to bardzo ciężko. Wpadasz ‚z rozbiegu’ w wielce ‚dramatyczny’ ton, całkiem zresztą niepotrzebnie, bo wydarzenia, które byłeś łaskaw opisać, same z siebie były wystarczająco dramatyczne.

  4. Sławek napisał(a):

    Mam w swych zbiorach książkę Marinovicha i Silvy „Bractwo Bang Bang” na półce z napisem „W kolejce do przeczytania”. Chyba sięgnę po nią zaraz po zakończeniu czytania bieżącej.

Zostaw własny komentarz