Powstanie na sprzedaż


Lada moment rozpoczną się obchody kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia serce Polski zatrzyma się na kilka chwil w hołdzie złożonym pamięci ofiar trwającego 63 dni zrywu narodowego, w którym życie straciło ponad 200 tys. osób, a stolica została zrównana z ziemią. Jako historyka cieszy mnie fakt, że przez te kilkanaście dni w roku, Polacy tak ochoczo dyskutują o przeszłości. Niepokoi mnie jednak to, że krwawe dziedzictwo Powstania Warszawskiego zostało oprawione w plastikową ramkę komercji, która zniekształca jego prawdziwy obraz.

Czy naprawdę zależy nam na przekonaniu naszych dzieci, że wojna jest zabawna?

Czy naprawdę zależy nam na przekonaniu naszych dzieci, że wojna jest zabawna?

Wiele mówi się o znaczeniu popularyzacji historii. Jak daleko jesteśmy jednak w stanie posunąć się w prowadzaniu tej idei w życie? Powstanie Warszawskie pod kątem marketingowym jest tematem bardzo nośnym. Obchody jego rozpoczęcia od kilku lat zaczynają przypominać handel emocjami i przeszłością, na którym można dobrze zarobić. Klocki, kubki, przepaski na ramię, koszulki poplamione krwią i z raną postrzałową na piersi - producenci prześcigają się pomysłami na przyciągniecie klienta, chcącego pokazać swój patriotyzm materialnie. Szkoda tylko, że biznes ten budowany jest na tragedii polskiego narodu a jego twórcy powszechnie zasłaniają się przyświecającymi im wyższymi ideami, niekoniecznie skupiając się na historii.

W moim przekonaniu skutkuje to zaciemnieniem całego obrazu powstania. Medialny spektakl urywa się gdzieś w połowie, nie doczekawszy dramatycznego zakończenia, przez co wśród odbiorców panuje złudzenie zwycięskiego zrywu narodowego. Szkoda, że w tym wszystkim cichnie gdzieś głos samych uczestników i świadków powstania.

1 sierpnia ciężko będzie wskazać serwis informacyjny, w którym nie wspomni się chociażby jednym słowem o Powstaniu Warszawskim. O godzinie 17 z ekranów naszych telewizorów na żywo będziemy mogli zobaczyć, jak przy akompaniamencie syren Stolica zamiera na minutę, oddając hołd ofiarom i samemu miastu. Potem wszyscy wrócimy do domów i zapomnimy o wydarzeniach sprzed siedemdziesięciu jeden lat, aż do kolejnej rocznicy.

Obraz Powstania Warszawskiego został przysłonięty przez stragany pełne patriotycznych haseł i souvenirów. Nie uważam, że o historii należy mówić wyłącznie językiem naukowym, a obchody państwowe powinny być przeprowadzane w stylu szkolnych akademii. Zwyczajne kupczenie na Powstaniu Warszawskim wypacza historię, przekształcając dramat powstańców i mieszkańców Warszawy w zwycięstwo, którego nie było. Medialny spektakl rozgrywany na naszych oczach nie przekazuje morału z historii. Obchody rocznicowe przestają być pouczającą lekcją historii, a zaczynają przypominać targ patriotycznych haseł i powtarzanych co roku sensacyjnych dyskusji, mających zaciekawić problemem, ale niekoniecznie go wyjaśniać.

Niezależnie od poglądów politycznych należy zgodzić się z Rafałem Ziemkiewiczem, którego zdaniem upodobaliśmy jako naród uroczyste czczenie niepowodzeń. Dlaczego nie obchodzimy z tak wielkim rozmachem zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego? Czy wiemy coś więcej o wielkich polskich zwycięstwach doby I Rzeczypospolitej? Krwawe dzieje naszego narodu opisujemy słowami złudnego triumfu, zapominając, że mamy wiele powodów do budowania dumy narodowej.

Nie przemawiają do mnie argumenty o niesztampowym podejściu do opisywania historii. Są wydarzenia, które nie powinny być trywializowane. Czy wyobrażamy sobie, że nagle do sklepów trafia seria modeli Lego „Birkenau”? Jedno jest pewne - Powstanie Warszawskie i towarzysząca mu otoczka dobitnie dowodzą, że na historii można jednak zarobić. Pytanie tylko - jakim kosztem?


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

40 komentarzy

  1. Piotrek napisał(a):

    I będzie tak jeszcze bardziej. Aż do niestrawności. I jeszcze dalej. Krótka piłka: z różnych powodów od iks lat (II RP, potem PRL teraz kolejna RP) jako daty najważniejszych wydarzeń zostały wybrane te, które przynosiły jako skutek niewyobrażalne (lub inaczej: ogromne) cierpienia i koszty całego narodu. Początkowo ku pokrzepieniu serc (bo zabory, czyli bronimy Częstochowy, która w zasadzie broniona nie była, czcimy powstania i tak dalej), potem chwalimy do upojenia dokonania i tworzymy legendę idoli władzy (Piłsudski), następnie dodajemy jeszcze walkę z każdym z kim się dało (PRL czyli powstania, i rzeź pod Lenino jako symbol LWP), a teraz nastąpił powrót do tego co było tylko że z dodatkiem „przeciw Sowietom”. Nikomu nie chce się szukać takich zwykłych wyrobników co umieli liczyć pieniążki i je pomnażać.
    Jeśli dodać do tego, że o naszej historii umiemy gadać albo pompatycznie i oficjalnie, albo w ogóle, że każde wydarzenie ma dorobioną ideolo zgodną z aktualnym zapotrzebowaniem to jakby to ująć mamy oficjalny obraz wydarzeń. Niestety problemem się okazało, że do młodych osób dociera zasadniczo pismo jeśli nie obrazkowe to kreskówkowe czyli kilku ludzi robi tłok, latają z imitacjami błyskawic, robią tratatata i dzielnie padają od innych tratata ze szmajzerów czy co tam mieli Niemcy. Dodać do tego opis: zdobycie kamienicy przy ulicy, numer i mamy obrazek z powstania.
    Niestety w naszym kraju bohaterstwem nie jest udane zakończenie czegoś tylko rozpoczęcie, nie jest zbudowanie gospodarki tylko krzyczenie durnych haseł ideologicznych, nie jest współpraca masy ludzi w tym by coś zrobić...
    Przy okazji, jeśli by kogoś spytać jak określić faceta, który podjął decyzję w wyniku której nie osiągnięto, żadnego z zamierzonych celów, ale miasto w zasadzie zrównano z ziemią, wyrżnięto ze 200 tys cywili, kilkanaście tysięcy młodych ludzi o mądrych lecz zbyt gorących głowach, kosztem raptem dwóch tysięcy rannych i zabitych określony bo go jako rzeźnika. I byłoby to łagodne określenie... u nas jest patronem, bohaterem, ma msze ku czci i tak dalej.
    Niestety obecna władza (ta stara i ta nowa) nie rokuje w tej kwestii żadnej nadziei na jakikolwiek rozsądek...

  2. Bilbo napisał(a):

    A jaką mamy najnowszą historię? Po upadku I Rzeczypospolitej szlacheckiej to w większości same klęski. Jedynie okres II RP to pozytyw. Moim zdaniem, i tak jest wielkim sukcesem, że umiemy kształtować obecną niepodległość Polski na tak strasznej przeszłości.

  3. Piotrek napisał(a):

    Jakie klęski? Jakie same? Czy ktoś słyszał by za wzór dawać niejakiego Olszewskiego? Druckiego-Lubeckiego? Daszyńskiego? a może Kwiatkowskiego, albo Ptaszyckiego? Albo... Fakt oni pracowali po cichu, oni robili coś nie wali się z hukiem, nie ma żadnych spektakularnych pokazów. Ten babrał się chemii, ów projektował, ktoś tam grosze liczył i mówił „najsampierw gospodarka Waść!” i tak dalej. Nie da się urządzić pokazu ku czci Ptaszyckiego, Druckiego - Lubeckiego i kilku innych. Po prostu się nie da...
    Nie nadają się oni do szumnych i durnych aktów strzelistych, nie nadają się na patronów manifestacji z racami...

  4. Bilbo napisał(a):

    Sam sobie odpowiedziałeś na pytanie. I nie napisałem o samych klęskach - mieliśmy też zwycięstwa, ale tych było o wiele mniej. Okres zaborów, okres II wojny światowej i okres PRL - to ciemne okresy polskiej historii.

  5. miro napisał(a):

    W takim razie trzeba czcić te nieliczne zwycięstwa - 1918, 1920, udział w bitwie o Anglię.

  6. Piotrek napisał(a):

    Bilbo: bo zwycięstwa były ciche, w gabinetach, nad rysunkami, projektami, takie codzienne bez fanfar i wiwatów wielkich - dwudziestu wystrzałów z armat i takich tam...
    Ptaszycki - zbudował i zaprojektował miasto wedle najnowszych ówczesnych standardów. Ktoś wyprowadził gospodarkę na prostą i tak dalej.
    miro: w Bitwie o Anglię byliśmy akurat mięsem armatnim, czyli zwykłym żołnierzem tyle, że latającym na samolocie. Poza tym i bez nas Anglia by ją wygrała. Powód był prosty i od nas niezależny. Niemcy nie miały lotnictwa strategicznego. 1920: to wygrana bitwa bez Piłsudskiego, ale przy okazji i klęska kilku koncepcji i do tego także próby sprawienia by mieszkańcy czuli się Polakami. 1918 - to akurat przeprowadzili Wielkopolanie, a to jest istotna różnica. Wszystkie wcześniejsze poza wyjątkami to Kongresówka...

  7. Bilbo napisał(a):

    I co w związku z tym? Dziwisz się, że do ludzi bardziej przemawia historia militarna, niż przykład jakiegoś uczonego czy inżyniera? Akurat polska historia w okresie po 1795 r. w dużej części składa się z oporu zbrojnego (powstania i wojny), a to ma swoje skutki we współczesnym jej postrzeganiu. Chyba nie postawimy tutaj tezy, że naród polski nie dorósł do rozumnego postrzegania swojej historii.

  8. Seba napisał(a):

    Jeżeli w szkole dzieciaki zaczną dowiadywać się na historii, że nie tylko same porażki i non stop pod górę mieliśmy, to i postrzeganie historii się u nich zmieni.Będą wiedzieć, że mamy powody do dumy narodowej, że jest się czym chwalić i z czego się cieszyć. A tak, to niedługo nie będą nawet kojarzyć czy obozy koncentracyjne to niemieckie czy polskie były (jeżeli to w ogóle jeszcze będzie ich interesować).

  9. Bilbo napisał(a):

    Jeśli władze będą ograniczać naukę historii w szkołach, to o czym uczniowie będą się uczyć - o polskich wynalazkach, polskich uczonych czy artystach, czy o najważniejszych faktach z naszej historii, i to po łebkach (co oznacza wbicie do głowy samych stereotypów)?

  10. Piotrek napisał(a):

    Bilbo: postawimy taką tezę. Naród polski jako ogół, poza wyjątkami nie dorósł do zrozumienia swojej historii, nie dorósł do jej właściwego postrzegania.
    To powstania świadczą o głupocie tych co walczyli, świadczą bo zawsze dostawali łupnia (poza dwoma wyjątkami - znaczy skutek był żaden), bo skutki były takie a nie inne. Świadczą bo zamiast zabrać się do cichej pracy albo w gospodarce (czyli mamy kasę i umiemy ją wykorzystać i zarabiać), albo w polityce (czyli może nie śmierdzimy pieniądzem, ale wiemy i umiemy poruszać się po kulisach miejsc gdzie decydują się sprawy) albo i tu i tu... Chwalimy tych co walili głową w mur, nie wiadomo który raz tak samo bezskutecznie...
    Seba: to nie chodzi o nadmiar historii - tylko o jej zrozumienie. O zrozumienie tego, dlaczego pewne działania miały sens, dlaczego i kiedy należy robić powstanie, dlaczego i kogo należy czcić, a kiedy budować domy... Bynajmniej nie pomogą temu inscenizacje pt: powstańcy zdobywają kamienicę na Długiej 46, gdzie mieścił się ważny urząd niemiecki... proponuję inną: inscenizację rzezi Pragi: czyli kilka dużych osiedli ustawić nad dużym rowem i tartatatata a potem wapno i kolejna grupa a potem wapno... a w końcu ej wy, ta setka szufle i zasypujemy... Albo jeszcze lepiej... pięćdziesiątka u kulach w opatrunkach wchodzi do kanałów bez latarek z gie płynącym do kolan, o wysokości 1,5m, a z co drugiej studzienki będzie wrzucany granat hukowy i dymny... Może troszkę romantyki to zabierze...

  11. Bilbo napisał(a):

    Totalnie się nie zgadzam. Po pierwsze, kompletnie nie rozumiem argumentu, że polski naród nie dorósł do zrozumienia historii. Brak na to jakichkolwiek argumentów, a przejście pokojowe od PRL-u do III RP raczej dowodzi czegoś przeciwnego.
    Po drugie, powstania miały sens i były potrzebne. Ich skutki (poza militarnymi) w wielu przypadkach były pozytywne (chociażby skutki społeczne po upadku Powstania Styczniowego). Nota bene, przykład tego Powstania jest doskonałym przykładem fantastycznej wręcz samoorganizacji Polaków (administracja powstańcza), a gdyby nie zbrodnicze decyzje hr. Wielopolskiego (branka do wojska carskiego), to kto wie, jak mogłoby wyglądać to Powstanie.
    I jeszcze jedno. Cichą pracą naukową czy dyplomacją niewiele zwojujesz, jeśli nie wspiera ich czyn orężny. Doskonałym przykładem tego twierdzenia jest okres I wojny światowej. Bez różnego rodzaju inicjatyw militarnych ze strony polskiej II RP nie wyglądałaby tak, jak wyglądała. Z pewnością byłaby o wiele mniejsza, o wiele bardziej ograniczona do rdzennych ziem polskich. A w 1920 r. to byłaby dla nas katastrofa. Najazdu bolszewickiego na pewno byśmy wtedy nie odparli.

  12. Lesław napisał(a):

    @Bilbo
    Ale brednie wypisujesz...

    Po kolei:

    „ w wielu przypadkach były pozytywne (chociażby skutki społeczne po upadku Powstania Styczniowego).”

    Rozumiem, że cofnięcie reform Wielopolskiego (ustawa szkolna czy oczynszowanie chłopów)zmierzających do nadania autonomii, szereg represji (nie tylko wobec powstańców ale i cywilów), zantagonizowane chłopstwa i szlachty oraz obudzenie nacjonalizmów młodych narodów (np. rusińskiego czy litewskiego) to sukcesy.
    Cały ruch organizacji, pracy organicznej i pracy u podstaw powstał jako ODRZUCENIE tradycji powstańczej. I to właśnie te ruchy przyczyniły się do przetrwania polskości a nie samobójcze zrywy.

    „przykładem fantastycznej wręcz samoorganizacji Polaków (administracja powstańcza)”

    Aż jeden promil uczestniczącej w powstaniu ludności na ziemiach wcielonych do Rosji to olbrzymie osiągnięcie, a może przykładem organizacji jest permanentne spieranie się między Czerwonymi a Białymi w powstańczej administracji?

    „gdyby nie zbrodnicze decyzje hr. Wielopolskiego (branka do wojska carskiego)”

    Fascynujące jest to że działania hrabiego zmierzające do przywrócenia autonomii pozytywnie oceniali nawet Dmowski i Piłsudski. Dla obu jego postawa była wzorem patriotyzmu i realizmu. Branka zaś nei była decyzją zbrodniczą lecz próbą (w myśli Wielopolskiego) uratowania ludności polskiej przed samobójczą katastrofą.

    „Cichą pracą naukową czy dyplomacją niewiele zwojujesz, jeśli nie wspiera ich czyn orężny. ”

    Najnowszy stan badań doskonale obala twą tezę („Wielka Wojna Profesorów”). Na konferencji Wersalskiej ta strona która lepiej udokumentowała swe tezy uzyskała większe koncesje. Tacy Serbowie, których wysiłek militarny nie był powalający wysłali 200 naukowców i bam... uzyskali tereny Chorwacji, Bośni, Słowenii, Dalmacji i kawał Macedonii.

    „Bez różnego rodzaju inicjatyw militarnych ze strony polskiej II RP nie wyglądałaby tak, jak wyglądała. Z pewnością byłaby o wiele mniejsza, o wiele bardziej ograniczona do rdzennych ziem polskich”

    Absurdalny wniosek - Powstanie Styczniowe doskonale pokazało jak niewielkie są owe „rdzenne ziemie”. Ponadto represje na Litwie i Białorusi praktycznie zniszczyły polskie warstwy przywódcze a w ich miejsce pojawiły się grupy litewskich czy białoruskich narodowców. Ba część elit uległa po powstaniu procesom asymilacyjnym np. lituanizacji(jak Jan Basanowicz co stał sie Jonas Basanavičius czy były uczestnik zrywu z 1863 Otton Zawisza „uświadomił sobie ze” jest Litwinem i wzywać zaczął do wypędzenia Polaków za Niemen)

    „1920”
    Chyba jedyny punkt wspólny między nami to pogląd że obchody roku 1920 nie są dostatecznie świętowane.

    @
    Generalnie fascynacja zrywami zbrojnymi jest powszechna i ograniczanie postrzegania historii tylko do nich (co jest swego rodzaju mitologizacją) jest symptomem słabej znajomości historii (zwłaszcza społecznej i gospodarczej). Zrozumiałym jest, że młodym sprawnym osobom bardziej romantyczne od ciężkiej i żmudnej pracy wydaje się bieganie z bronią w ruinach czy lasach niemniej warto by poznali i te aspekty historii które ich mniej interesują.

    Polecam wywiad na ten temat. https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2015/08/02/prof-burszta-mitologia-zastepuje-mlodziezy-historie/

  13. Bilbo napisał(a):

    Nie ograniczam historii Polski jedynie do powstań. Doskonale zdaję sobie sprawę, że polscy uczeni, inżynierowie czy artyści też odgrywają ważną rolę w kształtowaniu polskiej świadomości narodowej, ale nie jest to rola pierwszorzędna.
    Twierdzenie, że klęska Powstania Styczniowego obudziła nacjonalizmy narodów wschodnich, to jakieś totalne nieporozumienie. W Powstaniu brały udział oddziały zbrojne, gdzie mówiono po litewsku. A powstawanie nacjonalizmów narodowych było zjawiskiem naturalnym, i to raczej działania Rosjan je budziły, a nie Polaków.
    Co do Konferencji Wersalskiej - Dmowski et consortes udowadnia, że polska historia to nie tylko działania powstańcze. Natomiast, twierdzisz, że ziemie na Wschodzie to przyznał nam Wersal? A Powstanie Wielkopolskie? A Powstania Śląskie? Przecież pomimo Konferencji Wersalskiej i ustaleń wielkich mocarstw to właśnie dzięki naszym działaniom zbrojnym wywalczyliśmy takie granice, jakie mieliśmy w okresie międzywojennym i obroniliśmy się przed nawałą bolszewicką.
    I co do Wielopolskiego - skoro uważasz, że zniszczenie polskiej młodzieży patriotycznej i nie tylko poprzez wieloletnią służbę wojskową w armii carskiej nie jest zbrodnią, to OK, twój wybór. Cieszę się jedynie z tego, że np. na Kaukazie niektórzy wojskowi polskiego pochodzenia przyłączali się do wojowników Szamila walczących przeciw Rosjanom, bo w ten sposób ratowali honor polskiego żołnierza.

    • Lesław napisał(a):

      Widzę, że różnimy się w ocenie nie tylko sensu działań zbrojnych (ja uważam że warto walczyć tylko kiedy jest szansa na zwycięstwo) lecz również w ocenie przebiegu wydarzeń. To pierwsze jest kwestią światopoglądową w drugiej zaś możemy spróbować ustalić wspólny punkt.

      No to jedziem...

      „A powstawanie nacjonalizmów narodowych było zjawiskiem naturalnym, i to raczej działania Rosjan je budziły, a nie Polaków.”

      Oczywiście że obudzenie nacjonalizmów to efekt działania Rosjan ale obudzenie ich było możliwe tylko dlatego, że polskich elit zabrakło lub zostały w wyniku klęski przetrzebione. Gdyby były liczne i silne tak jak wcześniej to samoświadomość mieszkańców kształtowała by się inaczej.

      I tu odsyłam do pracy Bardacha (fakt że starej) „O dawnej i niedawnej Litwie” jeśli zaś nie masz do niej dostępu to proponuje sięgnąć do podręczników akademickich (np. u A. Chwalby masz rozdział o nowych narodach na kresach by zobaczyć jak,kiedy i PO CZYM powstały). Jeśli zaś chodzi o kształtowanie się świadomości małych narodów to warto się zapoznać z pracą Miroslava Hrocha „Małe narody europy” analizującą w jakich sytuacjach doszło do powstania tożsamości narodowej na Litwie, Łotwie czy w kraju Basków.

      „nieporozumienie”

      To już wyjaśniłem powyżej

      „dzięki naszym działaniom zbrojnym wywalczyliśmy takie granice, jakie mieliśmy w okresie międzywojennym i obroniliśmy się przed nawałą bolszewicką.”

      Owszem wywalczyliśmy granice na wschodzie zbrojnie ALE gdyby nie przegrane powstania polski stan posiadania na kresach byłby większy. (przykładowo na Litwie podczas powstania zginął lub został poddany represjom co trzeci-czwarty szlachcic).

      „I co do Wielopolskiego...”

      Za sukcesy jego uważam reformę szkolnictwa (wręcz uniemożliwiającą rusyfikację), przywrócenie Rady Stanu i zwiększenie kompetencji samorządów. Wszystkie te zdobycze umacniały polskość na terenie Królestwa a wybuch powstania wszystko to przekreślił.

      „zniszczenie polskiej młodzieży patriotycznej ”

      Celem nie było „zniszczenie” młodzieży lecz zachowanie zdobyczy reform, które zbrojny czyn przekreśliłby i niestety przekreślił. Owa branka nie zmieniła niczego jeśli konspiracja chciała doprowadzić do wybuchu powstania to powstańcy i tak ponieśli by klęskę i polska młodzież patriotyczna byłaby zniszczona. Smutna prawda jest taka że zrywem serc a przygotowaniem i wyszkoleniem a to i to było żadne u owej „młodzieży” żadne. (Zresztą fajna ta młodzież jak młody duchem i kompetencjami dowódca - Mierosławski miał lat 49)

      Tak z innej beczki zwróć uwagę że najskuteczniejszymi dowódcami w powstaniu byli Ci co wcześniej odbyli służbę w Carskiej Armii (Romuald Traugutt czy Józef Hauke-Bosak).

      „ ratowali honor polskiego żołnierza.”

      I znowu pytanie czy nie lepiej dla przyszłej Polski byłoby gdyby zamiast ratować honor żołnierza zrobiliby gdyby siedzieli w kraju i uświadamiali chłopów że są Polakami a nie „Carskimi”*. Odpowiedź jaką udzielił Dmowski była oczywista.

      Pozdrawiam
      Lesław

      *To że chłop uważał się w XIX wieku w Kongresówce za chłopa to jedno ale jeszcze zabawniejsza sytuacja była w Galicji gdzie chłop przekonać do polskości mieli się dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym (Bujak) lub za okupacji hitlerowskiej (M. Łuczewski „Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej”)

  14. Anonim napisał(a):

    Się wetnę...
    Czym innym są działania polityka który próbuje neutralizować zagrożenie i to okrutne a czym innym bandy nierozumnych ludzi chcących robić ferment bo trzeba go robić. Żadne powstanie poza Śląskim i Wielkopolskim nie miało racji bytu. Żadne. Powstanie ma sens kiedy w jego wyniku otrzymuje się więcej niż się ma wcześniej. Tak nie było.
    Posiadanie sił zbrojnych bez całej niezbędnej infrastruktury potrzebnej do ich utrzymania to idiotyzm. Wtedy państwo jest nie dość że biedne to i bez szans na rozwój. To naukowcy, przedsiębiorcy i tacy tam dają siłę i szanse na rozwój. Jeśli na danym terenie jest przemysł, jest elita, nie ma pańszczyzny i jest nowoczesne rolnictwo, to kraj jeśli powstanie ma szanse na utrzymanie, na odwrót czyli kraj i pustynia - raczej nie.

  15. Andrzej napisał(a):

    Zenujący artykuł.I ten pseudointelektualny „mentor” Ziemkiewicz.Nic Pani nie rozumie z historii.
    A jakie szanse w/g Pani mial zryw ‚Solidarnościowy”?.Czyli idac dalej tokiem pani rozumowania i oczywiscie p.Ziemkiewicza powstancow listopadowych i styczniowych wyrzucamy do smietnika i potepiamy.No bo przeciez przegrali.A ta garstka legionistów?Tez nie powinni ruszac dupy,bo przeciez nie mieli szans.A ze sie im udalo?No to brawo my?
    Dawno nie czytalem takich glupot

  16. Sylwia Szyc napisał(a):

    Wybaczy Pan, ale odnoszę wrażenie, że nie zrozumiał Pan treści. Przypominam, że w artykule nie odnoszę się do przyczyn (słusznych bądź nie) wybuchu powstań w XIX/XX wieku. Mówiłam o komercjalizacji historii i czczeniu niepowodzeń.

  17. Klaudiusz napisał(a):

    Współczuję autorce. U nas są pewne środowiska, które nie ROZUMIEJĄ jednej rzeczy:

    Krytyka powstania i pop-historii wokół niej nie równa się z brakiem szacunku wobec powstańców.

    To żenada, że u nas w kraju najważniejszym wydarzeniem historycznym jest niepotrzebne i masakrycznie przegrane powstanie warszawskie, które tak naprawdę miało zasięg regionalny, a nie wpłynęło na losy innych części kraju.

    Chciałbym widzieć zaangażowanie ludzi w obchody 11 listopada, 15 sierpnia, 3 maja etc. NIE. U nas czci się porażki. Nie wiem po co.

    Robienie klocków powstańczych i koszulek z imitacją postrzału pozostawiam bez komentarza.

    A tych, co uważają, że wyznacznikiem patriotyzmu są krokodyle łzy wobec powstania, pozdrawiam.

  18. Bilbo napisał(a):

    Klocki czy koszulki z takimi motywami to, faktycznie, przegięcie. Owszem, zgadzam się, że niektóre środowiska idą zbyt daleko w fetowaniu pewnych elementów naszej historii. Natomiast wrzucanie wszystkich przegranych zrywów zbrojnych do jednego worka z napisem „idiotyzm”, to po prostu ignorancja historyczna.
    Co do Powstania Warszawskiego - na pomoc powstańcom zdążały z dużej części kraju różne oddziały AK (niektóre doszły nawet blisko pod Warszawę - zatrzymali i rozbroili je, oczywiście, Sowieci), więc pisanie o „zasięgu regionalnym” jest w tym przypadku mocno nie na miejscu. Powstanie to miało w rzeczywistości wymiar ogólnopolski (także przez fakt, że odbywało się w stolicy okupowanego kraju).
    I na koniec - moim zdaniem, spora część krytyków powstańczych (czy polityki martyrologicznej) posługuje się strasznymi stereotypami w stosunku do tzw. obrońców powstań. Że jak ktoś dostrzega pozytywy w tych zrywach narodowych, to znaczy, że bezkrytycznie je czci. Zresztą stwierdzenie „Chciałbym widzieć zaangażowanie ludzi w obchody 11 listopada, 15 sierpnia, 3 maja etc.” to udawadnia. To zaangażowanie jest, nie wiem więc, o co chodzi. Jak prezydent Kaczyński (moim zdaniem, bardzo rozumny przedstawiciel tzw. polityki martyrologicznej) zorganizował 11 listopada paradę wojskową ulicami Warszawy (Komorowski to później kopiował), to na trasie były tłumy.

  19. Lesław napisał(a):

    „Natomiast wrzucanie wszystkich przegranych zrywów zbrojnych do jednego worka z napisem „idiotyzm”, to po prostu ignorancja historyczna.”

    Nie wszystkich - jedynie tych co nie miały szans od początku. Tak samo te których sam wybuch wywoływał niepowtarzalne szkody należy uznać za błędne decyzje.

    Znamienne jest to, że dziś „młodzież patriotyczna” jednocześnie stawia na piedestale decydentów o wybuchu powstań i Dmowskiego (który uważał te powstania za głupotę). Co ciekawe zapomina się również iż Komenda NSZ sprzeciwiała się wybuchowi walk w Warszawie co nie przeszkadza deklarować się wielu młodym jako spadkobiercy NSZ. Można pokusić się o analizę, że powszechna wiedza historyczna o ruchu narodowym jest znikoma a zastępują ją mity „moralnych zwycięstw” (którymi zwłaszcza „starzy” endecy się brzydzili).

    „wymiar ogólnopolski”

    Moim zdaniem łączny udział kilku tysięcy Akowców z Kieleckiego, Lubelskiego i kilku innych okręgów był raczej symboliczny i nie zmieniał nic.

    „Że jak ktoś dostrzega pozytywy w tych zrywach narodowych, to znaczy, że bezkrytycznie je czci.”

    Tu chyba jest pewne niezrozumienie u obu stron. NIKT o zdrowych zmysłach nie pragnie zaniechania uczczenia uczestników powstań. Pamięć o nich jest konieczna pojawia się tylko pytanie czy należny honorować decydentów i stawiać ich za wzór czy też pokazywać ich jako przestrogę przed błędem.

  20. Andrzej napisał(a):

    Pani Sylwio
    W swoim artykule krytykuje Pani przecież powstanie.„Nalezy zgodzic się z Ziemkiewiczem”.Zresztą sam Ziemkiwicz w jednym z programów tv powiedzial,oczywiscie nie wprost,w sposób zawoalowany,ze jak juz ostatni powstaniec wymrze,to dopiero„po nich pojedziemy”,bo teraz jeszcze nie wypada.
    Duzo szkod zrobil tez film Komasy„Miasto 44”.I to niestety tego rodzaju filmy ksztaltuja świadomość.Komasa dlugo musial szukac kogoś wsród powstańcow,kto by w zwiastunie powiedzial,ze oto jest prawdziwy film o powstaniu.Tak naprawde to zdecydowana wiekszosc powstanców z niesmakiem obejrzała ten film.A juz scena szantazu z przepustka do kanalu-polskiego oficera-jest po prostu tragiczna.No ale to przeciez film fabularny jest-wiec autorowi wolno...
    Mówi Pani ze nie krytykuje Pani powstan XIX-wiecznych.A dlaczego nie?Też nie mieli szans jak i powstancy.I Solidarnosc nie mial szans,a jednak zwyciezyla.I wie Pani co?Jeden z powstanców powiedzial mi,ze nie byloby Solidarnosci bez Powstania Warszawskiego.I mial racje.Bo wlasnie to pokolenie wyroslo na micie AK i wzorowalo sie nawet na organizacji AK!Moze Pani nie wie,ale po stanie wojennym zaczeto tworzyć„piątki”-jak w AK.Natomiast gdyby wiekszosc myslała tak,jak dzisiejsi krytycy powstania-to nigdy nie odzyskalibysmy wolnosci.Niech mi pani wierzy,ze w czasach zrywu Solidarnosci niemala czesc mowila:Z motyka na slońce-po co to robicie?Rosjanie maja bombe atomową,a wy co?Zachód sie nie ruszy.Wiec co nas czeka?Wiezienia i represje.A jednak to Solidarnosc wygrała.I gdyby tak„racjonalnie” myslec jak tutejsi krytycy powstania przed kazdym zrywem,to dzisiaj nadal mielibysmy w kraju komune,a Leszek Miller sprawowałby wladze w imię jedynie slusznej przyjazni ze Zwiazkiem Radzieckim

  21. Bilbo napisał(a):

    To my teraz to wiemy, czy dane powstanie miało szanse na sukces, czy nie. Ci, którzy wywoływali zryw narodowy, po pierwsze, mieli inną wiedzę od nas, po drugie, każde powstanie uznawali za możliwe do wygrania.
    Fakt, że na pomoc Powstaniu Warszawskiemu szły oddziały z różnych części okupowanej Polski nadaje mu właśnie „wymiar ogólnopolski”. A dlaczego obecnie czcimy je w całym kraju? Dlaczego w różnych miastach Polski o godzinie 17 wyją syreny? Przecież te miasta z PW nie miały nic wspólnego.
    Największym błędem, który popełniamy w przypadku oceny różnych faktów historycznych czy postaci, jest ocenianie ich z pozycji współczesnych - obecnej wiedzy, obecnych obyczajów, obecnej moralności nawet. Naprawdę mało osób stara się zrekonstruować tamte czasy.

  22. Lesław napisał(a):

    „To my teraz to wiemy, czy dane powstanie miało szanse na sukces, czy nie. Ci, którzy wywoływali zryw narodowy, po pierwsze, mieli inną wiedzę od nas, po drugie, każde powstanie uznawali za możliwe do wygrania.”

    Kiedy bez najmniejszego problemu można wymieniać przeciwników zrywu powstańczego żyjących w 1944 - od rządu londyńskiego przez generała Andersa po konspiracyjne organizacje... narodowców. Podobnie jest z powstaniem Styczniowym (Wielopolski a nawet Biali, którzy chcieli siąść do międzynarodowych negocjacji z Rosjanami jako stroną) czy nawet listopadowym (kilku krytyków w stopniu generała podczas nocy listopadowej swój sprzeciw zapłaciło głową).

    Zwróć uwagę że ani ja ani NIKT nie ocenia zasadności decyzji powstania przez pryzmat dzisiejszej wiedzy ale bierze (lub powinien wziąć) pod uwagę stan wiedzy decydenta.

    „Fakt, że na pomoc Powstaniu Warszawskiemu szły oddziały z różnych części okupowanej Polski nadaje mu właśnie „wymiar ogólnopolski”.”

    Kiedy ta pomoc była symboliczna a ogólnopolski charakter miała akcja Burza.

    „ Dlaczego w różnych miastach Polski o godzinie 17 wyją syreny? Przecież te miasta z PW nie miały nic wspólnego.”

    Owszem Szczecin, Wrocław czy Poznań z PW nie miał wiele wspólnego. Ale syreny wyją z innego powodu PW było największą tragedią Polaków w czasie wojny i po prostu niezależnie czy miasta te są związane w jakikolwiek sposób z katastrofą czy nie pamięć o poległych powinna być kultywowana.

  23. mokar napisał(a):

    Powstanie to klęską polskiego dowództwa, które nie zorientowali się że sprzedano nasz kraj w Jałcie. Ale i tak czesć i chwała bohaterom!!

  24. Komar napisał(a):

    Oburzanie się na komercjalizację Powstania przypomina Kserksesowe chłostanie morza za karę. Ten proces nie jest sterowany odgórnie. To jest żywioł. Istnieje zapotrzebowanie na powstaniowe pamiątki, więc pojawiają się ci, którzy robią na tym interes. Nie da się tego zakazać. Można co najwyżej w procesie wychowywania kolejnych pokoleń wskazywać na niewłaściwość pewnych form postępowania. Ale to jest proces żmudny i niezbyt skuteczny.
    » mokar
    7 sierpnia 2015 o 21:33

    Powstanie to klęską polskiego dowództwa, które nie zorientowali się że sprzedano nasz kraj w Jałcie.<>na pomoc Powstaniu Warszawskiemu szły oddziały z różnych części okupowanej Polski «
    I to jest przykład nieudolności dowództwa powstania. Rozkaz wzywający do marszu na pomoc Warszawie został nadany przez radiostację tekstem otwartym. Niemcy poznali treść tego rozkazu jeszcze zanim dotarł on do oddziałów AK. Dzięki temu Niemcy mieli czas, aby przygotować się na przemarsz oddziałów AK i zablokować te oddziały.
    Inny przykład nieudolności dowództwa: nie zmobilizowano oddziałów AK wokół Warszawy, aby zablokować dojazd do Stolicy. Dzięki temu Niemcy mogli ściągnąć do Warszawy posiłki umożliwiające pacyfikację miasta.
    Jeszcze inny przykład: dowództwo wyznaczyło nierealny termin wybuchu powstania, wskutek czego wiele oddziałów nie zdążyło się zebrać i uzbroić. Do części oddziałów rozkaz nie zdążył dotrzeć.
    Jednym słowem: powstanie jest pomnikiem polskiej bylejakości. Ale o tym się nie mówi. Mówi się, że powstanie było wspaniałe.

  25. Komar napisał(a):

    Po cytacie „mokara” wypadł mój komentarz: że powstanie było na kilka miesięcy przed Jałtą.

  26. Anonim napisał(a):

    Zapotrzebowanie na czczenie PW to wynik działania sił nazwijmy to politycznych. Czy ktoś rozsądny żeby deczko przybliżyć sytuację, robi rekonstrukcję Katynia? Babiego Jaru? A może akcji porwania profesorów Krakowskich? Ze starszych czasów rzezi jakiegoś miasta? Nie... Bo czy to rzeź, czy Katyń, czy akcja jakiegoś Sonderkommando jest wspominana, pamiętana, czczona. Polega to na składaniu kwiatów, krótkiej przemowie pt.: pamiętamy nie zapomnimy, do tego jakieś poczty sztandarowe. Wszystko to przypomina święto zmarłych. Zaduma i spokój.
    Tutaj sam sposób obchodów i akceptacja przez wyższe instancje tego co się dzieje (od muzeum włącznie po biegi ku czci) sprawia, że pokazuje się tylko fragment jeden malutki, a nie całość. Coś jak zdałem egzamin na prawo jazdy. Hurra... tylko nikt nie mówi, że za 87 razem...
    Jeżeli ktoś w muzeum widzi imitację kanału to przypomina to zabawę małych dzieci w stylu wejdź do węża i przejdź na drugą stronę. To jest dalekie i fajne.
    Może gdyby w jednej z gablot w muzeum zgromadzić jakieś 200 tysięcy dowodów osobistych, ileś tysięcy okularów butów plecaków lalek z napisem każda lalka to jedno dziecko jakie zginęło w czasie powstania, każdy dowód jedna dorosła osoba... wybudować za...bisty mur z cegły z info - a każda cegła to jeden budynek, a na ścianie narysować linię na wysokości pierwszego piętra (stare budownictwo to circa 6-7m min) i napisać - poziom gruzu w mieście w ’45 to może ludzie by zaskoczyli a wraz z nimi tabun bezdennie głupich polityków....

  27. Bilbo napisał(a):

    Ale w Muzeum Powstania Warszawskiego właśnie coś takiego powstało - udało się zrekonstruować około 60 tysięcy nazwisk zamordowanych Warszawiaków i umieścić je na podświetlanych bryłach. Pan Gursztyn napisał książkę o rzezi Woli. Coraz szerzej zaczyna do Polaków docierać wiedza o hekatombie cywilnej ludności Warszawy. I robią to zresztą środowiska, które są oskarżane o bezrozumne czczenie PW. I myślę, że ta wiedza wcale nie doprowadzi do jakiś oskarżeń o zbrodnię przywódców PW itd. itd., tylko uzupełni naszą pamięć o Powstaniu i jego tragedii. Co do określonych sił politycznych - ja z kolei widzę środowiska polityczne, które za wszelką cenę próbują zohydzić Polakom i AK, i Powstanie.

  28. Anonim napisał(a):

    Podświetlenie 1/3 czy 1/4 zamordowanych Warszawiaków, pewnie jeszcze w przyciemnionej sali...Wygląda świetnie, wrażenia w dobie podświetlenia wszystkiego nie zrobi. Może opis że, 180 tysięcy trupów to góra o wymiarach 500 x 500 x 20m? albo, że to góra trupów zapełniająca rynek krakowski do wysokości 20 m już tak. Jeden obok drugiego.. Z tego 70 proc. to NN...

  29. Bilbo napisał(a):

    A Pan uważa, że można zrekonstruować wszystkie nazwiska wymordowanych podczas PW? Przecież nie jest to zakończona praca, poszukiwania cały czas trwają. A podświetlone bryły stoją na zewnątrz, szanowny Panie Anonim, a nie w przyciemnionej sali. Ale ... wiedziałem, że tak będzie. Jeśli ktoś jest nastawiony anty, i to jeszcze w sposób ideologiczny, to nic go nie zadowoli. Będzie ględził i ględził na okrągło. A może boli Pana fakt, że ludność cywilną czczą te środowiska, które rzekomo w sposób bezrozumny i głupi czczą makabrę PW.

  30. Anonim napisał(a):

    Inaczej...
    180 tysięcy ludzi, z czego znana jest 1/3. Ktoś mądry powiedział, dziesięć to mord, kilka tysięcy rzeź, kilka milionów - statystyka. I tak traktowane są przez zwiedzających, polityków i gros czytających ofiary jakie poniosło miasto. Kilka - czy naście tysięcy - jeszcze mniej. Zapominamy, że kilka to była elita. Perły, diamenty, szmaragdy.
    Podświetlenie nazwiska, czy tabliczki wmurowane w mur Wawelu z napisem: część z darczyńców, wyglądają cudownie, lecz nie dają jakiegokolwiek realnego wyobrażenia ilości trupów. Czy w Oświęcimiu robi wrażenie liczba 3,0 miliony (2 czy 2,5 - to to samo)? Nie... góra walizek, okularów, butów zwykłych rzeczy codziennego użytku. Bo każde okulary to nie jeden a kilka osób, poza tym nikt, nie traktuje okularów w postaci „góry”, tylko kilka, kilkanaście no kilka setek - to duży zakład optyczny obsługujący pół sporego miasta.
    Podobnie ma się rzecz z młodymi ludźmi walczącymi... teraz studia to nie to co przed wojną. Może do wielu by doszło gdyby dopisać - obecnie ta liczba ofiar z takim wykształceniem oznaczałaby całkowitą zagładę następujących ośrodków akademickich:.... i tu najbardziej znane.
    To podświetlenie to takie samo wrażenie jak imitacja kanału: fajno jest, ale nisko, jeju ale huknęło... Mama daj pić, choć na lody, patrz ale maszyna...

  31. Andrzej napisał(a):

    Pani Sylwio,ok,jesli nie mysli Pani w ten sposób,to przepraszam za krytyke.
    Ale do tutejszych krytykow,którzy dzisiaj sa tacy„trendy”,bo modnie jest dzisaj przywalic w powstanie-bo ofiary ludnosci cywilnej i tacy „nieudani dowódcy”,co to nie przewidzieli tego ze przegrają.
    Oskarzanie dowództwa AK o to,ze byly tak duze ofiary ludnosci cywilnej,a szczególnie ‚ze to oni sa winni np. mordom na Woli,jest idiotyczne.
    TO NIE ONI MORDOWALI,a oddzialy SS,a przede wszystkim ROA.To tak jakby powiedzieć,że za zbrodnię katyńską odpowiedzialni tez są Polacy.
    Poza tym wszystkim krytykom pragne powiedzieć,że oto propagują wersje komunistyczną oceny powstania:Dowództwo zbrodnicze,bo wywołało powstanie i za ta zbrodnię powinno co najmniej siedziec w wiezieniu,a najlepiej polożyć głowe pod topór-bo to przecież„Zapluty karzeł reakcji”.Prosty zołnierz bohaterski,a jakze,wiec czesc bohaterom.
    Więc pomyślcie chwilę,zanim się weźmiecie za bezmyslna krytyke.Mozna by przytaczac mnóstwo argumentów za i przeciw.Ale WTEDY NIE BYŁO DOBREGO ROZWIAZANIA.Klasyczna sytuacja bez wyjscia.Nie ma powstania-jest branka do budowy fortyfikacji 200 000 mlodych ludzi.I jak myslicie,co Niemcy by z nimi potem zrobili?Wysłali do sanatorium czy do Oswięcimia?I tak mozna w kółko...Poczytajcie sobie Kazinierza Leskiego,czy Zbigniewa Blichewicza.I na Boga,nie krytykujcie ich.Bo to oni walczyli o Waszą przyszłość.I jakos nie słyszałem,zeby któryś z powstańców miał pretensje do dowodztwa o to,ze wywołali powstanie.Wielu z nich natomiast nie mogło pogodzić sie z kapitulacją i chcieli walczyć dalej,do swojego konca.Wiec dziś nie plujcie na ich groby,prosze..

  32. Bilbo napisał(a):

    Kolego Andrzeju, nie ROA a RONA - to były różne „wschodnie” formacje kolaboranckie w służbie niemieckiej. Aczkowiek, bataliony wschodnie i kozackie też pacyfikowały PW, więc ROA być może jednak też.
    Poza tym, całkowicie się zgadzam. Kto mógł przewidzieć, że jedną z największych okupowanych stolic Hitler każe wyburzyć, a ludność wymordować? Nie było takiego precedensu w dotychczasowym przebiegu II wojny światowej. Oskarżanie akurat o to przywódców AK jest wyjątkowo haniebne i niegodziwe. Natomiast sama decyzja o wybuchu PW jak najbardziej powinna podlegać dyskusjom, czasami bardzo krytycznym. Była to olbrzymia kontrowersja, aczkolwiek wpisująca się w pewien specyficzny kontekst dramatyczny.
    Z drugiej strony, nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy Warszawy do stycznia 1945 r., czyli ofensywy sowieckiej. Skoro Armia Czerwona zatrzymała się na Wiśle z powodu znacznego osłabienia i wydłużenia linii zaopatrzeniowych, to, stając się miastem frontowym na okres kilku miesięcy, mogłaby bardzo źle skończyć. I nie wiadomo, jak zachowywałyby się struktury konspiracyjne na dole w takiej sytuacji. Wcale nie jest wykluczone, że nie doszłoby wówczas do wybuchu walk zbrojnych, tak czy siak.

  33. Komar napisał(a):

    Bilbo:
    „Kto mógł przewidzieć, że jedną z największych okupowanych stolic Hitler każe wyburzyć, a ludność wymordować?”
    Bilbo -
    w piątym roku okupacji wszyscy warszawiacy wiedzieli, jak hitlerowcy postępują z Polakami. Wszyscy wiedzieli o powtarzających się masowych egzekucjach. Wszyscy mieli możliwość na własne oczy obejrzeć, co Niemcy zrobili z terenem getta po powstaniu żydowskim z roku 1943. Dla twojej wiadomości: Niemcy dokładnie zburzyli teren getta, zamienili je w pustynię gruzów. Propaganda niemiecka nie ukrywała, że było to ostrzeżenie dla Polaków. A ty przedstawiasz kierownictwo podziemia jako ludzi kompletnie nieświadomych sytuacji. A przecież oni wiedzieli. Znana jest ta poetycka fraza wygłoszona przez Okulickiego. Na pytanie: co będzie, gdy powstanie się nie uda, Okulicki odpowiedział: krew będzie się lać strumieniami. Oni potrzebowali tych trupów, bo chcieli w ten sposób wstrząsnąć sumieniem świata.

  34. Bilbo napisał(a):

    OK, zgadzam się, że jak najbardziej można dostrzec w tym wszystkim wiele wątków kontrowersyjnych. Moim zdaniem jednak, co innego jest, jak Niemcy organizują łapanki, jak dokonują publicznych egzekucji (ale nie dokonywali ich w celu masowej eksterminacji ludności Warszawy), a co innego, jak pojawia się rozkaz zmierzający do całkowitego wyburzenia miasta i wymordowania jego mieszkańców. To był jeszcze wyższy poziom barbarzyństwa, na jaki wznieśli się hitlerowcy, i dowództwo AK - myślę, że miało prawo nie wyobrażać sobie czegoś aż tak zbrodniczego.
    A getto żydowskie, w ogóle podejście do ludności żydowskiej - to jednak było coś innego. Tam było planowe, przemysłowe wyniszczanie Żydów, do czego w przypadku Polaków, a nawet Rosjan Niemcy się dotychczas nie posunęli.

  35. Anonim napisał(a):

    Kto mógł wiedzieć? W teorii dowódca kompanii po szkółce... Dla niemieckiej strony Wa-wa była najważniejszym węzłem kolejowym, miejscem gdzie były strategicznie ważne mosty, miejscem które było węzłowym w kwestii aprowizacji i logistyki. Pytanie: jeśli ktoś spróbuje wzniecić niepokój i go zająć jaka powinna być reakcja Niemców? Odpowiedź: dowolna mająca za zadanie ponowne panowanie nad nim. Czołgi po Wiśle nie przejadą, pociągi po dnie - też.
    Zadaniem dowódcy podejmującego decyzję na odpowiednio wysokim szczeblu jest także odpowiedź na pytanie: a jak zachowa się miejscowa ludność, jaka będzie reakcja przeciwnika, czy mamy aprowizację dla siebie i dla nich. Jeśli tylko dla siebie to skazujemy cywilów na głód, chłód i śmierć i potem trzeba się będzie liczyć z zarzutami, zwłaszcza gdy zwycięstwo jest pyrrusowe czyli moralne, że... Morał dowódcy z lampasami generalskimi w normalnym wojsku może zostali by dowódcami kompanii...

  36. Bilbo napisał(a):

    No właśnie, kolego Anonim, i tu pojawia się ciekawe zagadnienie (aczkolwiek jedynie do pogdybania sobie), co by było, gdyby PW jednak nie wybuchło, a po drugiej stronie Wisły wiadomo, że stanęła Armia Czerwona. I do stycznia 1945 r. jeszcze kilka miesięcy brakuje.

  37. Anonim napisał(a):

    Z wojskowego punktu widzenia? Nic - zdobyto by pewnie Pragę, by zlikwidować przyczółek... Miasto by ocalało, bo wystarczyłoby wziąć obrońców głodem, zaś ludzie którzy by żyli, zmieniliby wprowadzany system na lepszy. Staliby się elitą, świadomą zmian i tego co trzeba zrobić. Z drugiej strony niemal na pewno pewne zmiany wprowadzano by z większym rozsądkiem, spokojniej. Należy pamiętać, że gros tych młodych to byli ludzie po średniej szkole „z maturą”, lub studiach, pamiętali na własnej skórze biedę i zapyziałe dzielnice miasta i kraju. A i sama Warszawa byłaby innym miastem.

Zostaw własny komentarz