Robert Capa – tragiczna biografia ojca współczesnej fotografii wojennej cz. II


Pewne wydarzenia na stałe wpisują się w historię nie tylko poszczególnych narodów, ale i całej cywilizacji. Osiągają globalny zasięg, a ich echa pobrzmiewają często bardzo długo. Zazwyczaj tego typu wydarzenia kojarzymy z pewnymi symbolami, które następnie stają się częścią kodu kulturowego. Tak stało się także w przypadku desantu wojsk alianckich w Europie 6 czerwca 1944 r. Fragment lądowania zilustrowany przez obiektyw Roberta Capy stał się ikoną i na stałe wpisał się do kanonu fotografii wojennej. Historia trzech rolek filmu fotograficznego jest pełna dramatyzmu, stąd też godna przytoczenia. Ich autor także zasługuję na chwilę zadumy, gdyż była to postać pełna tragizmu.

Druga wojna światowa

RobertCapabyGerdaTaro

Robert Capa, portret wykonany przez Gerdę Taro, Hiszpania 1937.

Węgier opuścił Europę w 1939 r., aby trafić do Stanów Zjednoczonych. Szukał nowego zatrudnienia, naturalnym kierunkiem stały się agencje, którym wcześniej sprzedawał zdjęcia. Fotograf otrzymał tymczasową wizę, która wygasała w 1940 r., zmuszając Roberta do zawarcia fikcyjnego małżeństwa. Następnie na pół roku wyjechał do Meksyku, realizując kolejne zlecenia, po czym  zdecydował się wrócić do Europy objętej wojną. W 1941 r. miał fotografować efekty niemieckich bombardowań Londynu, przybył jednak zbyt późno. Po powrocie do Nowego Jorku został po raz kolejny oddelegowany na front, aby udokumentować działania  armii w basenie Morza Śródziemnego. Udokumentował między innymi wyzwolenie Neapolu1 . Podczas zdobycia Sycylii spotkał się z problemem, który fotografii wojennej dotyczy także dzisiaj – jak pokazać prawdziwy koszmar walki? Jak sam napisał:

„Po raz pierwszy brałem udział w natarciu od początku do końca i starałem się zrobić dobre zdjęcia. Okazało się, że są bardzo nieciekawe, unaoczniały bowiem jak nieefektowana jest współczesna wojna, w której przeważa nie człowiek, lecz sprzęt”2 .

Ten eksperyment pozwolił Robertowi upewnić się, iż sposób fotografowania jaki prezentował do tego pory, skupiający się na wąskich planach, na ukazaniu dramatu wojny i ludzkich emocjach, jest najlepszy.

Na początku 1944 r. Robert Capa otrzymał od pisma Life zadanie powrotu do Londynu. Miał w stolicy Wielkiej Brytanii przygotowywać się wraz z wojskami amerykańskimi do lądowania na plażach Francji. Nie znał oczywiście daty desantu, co jedynie potęgowało napięcie i wyczekiwanie. Capa znalazł się pod „dowództwem” Johna G. Morrisa3 . Morris, wciąż żyjący legendarny wydawca zdjęć i fotoedytor, w sędziwym wieku 99 lat wspomina wspólne londyńskie przygody, kiedy to prócz Capy (którego znał wcześniej) miał okazję pracować dla tygodnika Life z Bobem Landrym4 , Georgem Rodgerem5 , Frankiem Scherschelem6 , Ralphem Morse’em7  i Davidem E. Schermanem8 . Po lądowaniu do grupy dołączyli również Seymour, Cartier-Bresson, i Ernest Hemingway. Fotograficy nie próżnowali, przed lądowaniem w Normandii podróżowali po Wyspach Brytyjskich, wykonując zdjęcia propagandowe mające podnieść morale żołnierzy i społeczeństwa amerykańskiego w czasie przygotowań do operacji Overlord. Efektem tych działań jest chociażby okładka magazynu Life, na której widnieją maszerujący żołnierze legendarnej 101. Dywizji Powietrznej stacjonujący w Irlandii Północnej.

We wspomnieniach Morrisa można znaleźć informacje na temat atmosfery dni poprzedzających samo lądowanie. Mieszanka nudy, podniecenia i nerwowego wyczekiwania. 6 czerwca 1944 r. nastąpił desant.

„Dopiero potem, o 8.32 czasu londyńskiego, rozgłośnia BBC podała komunikat: »Aliancka flota, wspierana przez potężne siły lotnicze, rozpoczęła dziś rano na wybrzeżu północnej Francji operację desantową pod dowództwem generała Eisenhowera«”9 .

Dziennikarzy pracujących dla Life’a podzielono w następujący sposób: Bob Landry i Robert Capa mieli brać bezpośredni udział w pierwszym rzucie lądowania, fotograficy czasopisma zajęli dwa spośród czterech miejsc przeznaczonych dla korespondentów. Poza tym do obsługi lądowania oddelegowano dwunastu fotografów z agencji depeszowych i sześciu zatrudnionych przez Life. Capa w ten sposób wspominał tamte wydarzenia w wydanej po wojnie książce Slightly out of Focus, gdzie pisze:

„Korespondent wojenny trzyma stawkę – czyli własne życie – w swoich rękach i może ją postawić na takiego lub innego konia, ale w ostatniej chwili może także schować żeton z powrotem do kieszeni… Ja jestem hazardzistą, postanowiłem więc lądować z kompanią E w pierwszym rzucie desantu”10 .

Bob Landry wychodził z podobnego założenia i także zdecydował się brać udział w pierwszym rzucie. Pozostali pracownicy Life’a podzielili się w następujący sposób: Frank Scherschel miał towarzyszyć siłom powietrznym i fotografować arenę walk właśnie z tej perspektywy. David Scherman towarzyszył marynarce wojennej, zaś George Rodger dołączył do sił generała Montgomery’ego. Ralph Morse oddelegowany do 3. Armii Pattona, która miała wylądować później, by nie stracić czasu i okazji zajął miejsce na okręcie ratowniczym, mającym wyławiać rannych i poległych.

Przeszkodą w wykonaniu powierzonych zadań okazała się pogoda. Dlatego też posiadamy ograniczony materiał z powietrza i morza. Rodger wylądował z Brytyjczykami na niebronionej plaży i, jak sam późnij określił: „w ogniu głębokiego poczucia rozczarowania”11 . Pierwsze fotografie do Londynu dostarczył Bert Brandt12 z Acme Newspictures, jednak zdjęcia okazały się mało interesujące, gdyż korespondent znajdował się na plaży tylko przez moment, natomiast jedyna fotografia godna uwagi została wykonana z dziobu łodzi desantowej. Filmy Boba Landry’ego zaginęły zaś w niewyjaśnionych okolicznościach.

Po samym lądowaniu słuch o Capie zaginął. 7 czerwca 1944 r. do dyspozycji agencji prasowych były tylko oficjalne zdjęcia przedłożone przez organa wojskowe, edytorzy głodni byli zdjęć z pierwszej linii. W londyńskim biurze Life’a panowało napięcie, i to właśnie to wyczuwalne zdenerwowanie zdecydowało o dalszych losach fotografii z pierwszego dnia lądowania. Wieczorem otrzymano informacje z jednego z miasteczek nad kanałem La Manche, że filmy Capy zostały wysłane do Londynu. Około 21.00 w biurze pojawił się goniec z paczką, w środku znajdowały się cztery rolki filmu trzydziestopięciomilimetrowego oraz sześć rolek o wymiarze stu dwadziestu milimetrów. Na dołączonej do paczki kartce znaleziono informacje od fotografa. Napisał, iż było ciężko i przez przypadek trafił z rannymi do Anglii, aktualnie wraca zaś do Normandii.

Filmy Roberta trafiły do szefa techników, Braddy’ego, który zadanie wywołania ich zlecił młodemu technikowi Denisowi Banksowi. Po obejrzeniu zdjęć „na mokro” fotografik Hans Wild zadzwonił do redakcji z informacją, że są one wspaniałe, pomimo dużego ziarna, czym tylko wzmógł napięcie. Panował chaos, chwilę później do biura wpadł wstrząśnięty Banks z informacją, że fotografie przepadły. Po oględzinach okazało się, iż młody technik umieścił fotografie w suszarce, natomiast przez pośpiech zamknął drzwi laboratorium, pozostawiając włączony grzejnik elektryczny, co spowodowało stopienie emulsji na rolkach. Morris rozpoczął oględziny rolek, na jednej z nich widniało jedenaście całkiem czytelnych fotografii, stopiona emulsja spotęgowała ich wydźwięk. Następnie należało przepuścić zdjęcia przez konieczny przegląd cenzorski i dostarczyć do służb kwatermistrzowskich, które mogły przewieźć je szybko za ocean. Po zamknięciu numeru Life’a dotyczącego lądowania w Normandii, z redakcji wysłano depeszę o treści: „Dziś wielki dzień fotografii w redakcji Life, bo otrzymaliśmy zdjęcia z lądowania w Normandii, w tym fotografie Boba Capy”13 . Poprzez te fotografie kolejne pokolenia przyglądać się będą dramatowi wojny i poświęceniu z jakim tworzono drugi front w Europie. Zdjęcia te świadczą również o poświęceniu ludzi, którzy musieli je wykonać, rzucając na szalę własne życie. Capa miał ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do Johna Morrisa odpowiedzialnego za zespół fotografów, czego upust dawał w listach do rodziny, niemniej to właśnie Robert zarysował wydarzenia pierwszego dnia lądowania w najlepszy sposób. Wybór właśnie jego fotografii i zniszczenie rolek z filmami dały mu nieśmiertelną sławę.

Poza kilkunastoma przygodami, które spotkały fotografa po drodze, najważniejszy wydaje się udział w wyzwoleniu ukochanego Paryża. Już 19 sierpnia 1944 r. ruch oporu rozpoczął działania mające na celu wyzwolenie miasta. Prócz walk powstańczych, które dokumentował Cartier-Bresson, również Capa wykonał kilka dość istotnych fotografii, wjeżdżając 25 sierpnia 1944 r. do miasta na drugim jeepie jadącym tuż za samochodem gen. Leclerca. Robert po opanowaniu miasta obfotografował zajęcie gmachu deputowanych przez ruch oporu, francuską piechotę morską i oddziały 2. Dywizji Pancernej. Następnie Capa ruszył dalej z żołnierzami, aby wziąć udział w operacji Market Garden (desant sił amerykańskich). Następnie towarzyszył wojskom alianckim w operacjach na terenie Niemiec, m.in. w Lipsku i Norymberdze. Wojna dobiegła końca, a Capa musiał szukać nowego pracodawcy.

Poniżej znajduję się link do filmu „Get the Picture” obrazującego kulisy życia Johna Morrisa w którym jest również mowa o kulisach powstania fotografii Capy.

http://www.youtube.com/watch?v=SNIl1p1yTK8

 

Korekta i redakcja: Grzegorz Antoszek

  1. Z tego okresu zachował się wstrząsający opis: „Wąska uliczka prowadząca do mojego hotelu zablokowana była długą kolejką ludzi stojących w milczeniu przed wejściem do szkoły. Nie była to kolejka po żywność, bowiem ludzie trzymali w rękach jedynie kapelusze. Wszedłem do szkoły, gdzie uderzył mnie słodkawy zapach kwiatów i… śmierci. W klasie ustawiono 20 prostych trumien przykrytych częściowo kwiatami i zbyt małych na to, by zakryć brudne stopy dzieci – dzieci dostatecznie dużych, by walczyć przeciwko Niemcom i zginąć, ale nieco za dużych na te dziecięce trumny. Te neapolitańskie dzieci kradły broń i amunicję, by walczyć przeciw Niemcom przez 14 dni, aż do wkroczenia aliantów. Owe dziecięce stopy były mi prawdziwym przywitaniem Europy. Znacznie bardziej prawdziwym niż histeryczne krzyki tłumów zgromadzonych wzdłuż drogi, spośród których większość wykrzykiwała jeszcze przed rokiem: Duce! Duce!”. H. Latoś, Z historii fotografii wojennej, Warszawa 1985, s. 260. []
  2. H. Latoś, Z historii fotografii wojennej, Warszawa 1985, s. 259. []
  3. Legendarny fotoedytor, współpracował z LifeLadies Home Jurnal, Washington Post, New York Times. Jeden z ojców Magnum. Człowiek, przez dłonie którego przeszły najważniejsze fotografie XX w. Więcej o Morrisie: J. G. Morris, Zdobyć zdjęcie. Moja historia fotografii prasowej, Warszawa 2007. []
  4. Przykłady prac Landry’ego: http://www.icp.org/browse/archive/constituents/bob-landry?all/all/all/all/0 [dostęp: 15.05.2016]. []
  5. Fotograf II wojny światowej, współtwórca Magnum, wybitny fotograf Afryki. Przykłady prac Rodgera: http://www.magnumphotos.com/C.aspx?VP3=SearchResult&VBID=2K1HZOL1GVEQPG&SMLS=1&RW=1366&RH=601#/SearchResult&VBID=2K1HZOL1GVEQPG&SMLS=1&RW=1366&RH=601&PN=1 [dostęp: 15.05.2016]. []
  6. Przykłady prac Scherschela: http://www.gettyimages.com/galleries/photographers/frank_scherschel [dostęp: 15.05.2016]. []
  7. Poza fotografiami wojennymi wniósł bardzo wiele w rozwój fotografii społecznej w Stanach Zjednoczonych. Fotografował między innymi Neila Armstronga czy Dwighta Eisenhowera. Przykłady prac Morse’a: http://www.photographersgallery.com/by_artist.asp?id=212 [dostęp: 15.05.2016]. []
  8. Przykłady prac Shermana: http://www.icp.org/browse/archive/constituents/david-e-scherman?all/all/all/all/0 [dostęp: 15.05.2016]. []
  9. J. G. Morris, Zdobyć zdjęcie. Moja historia fotografii prasowej, Warszawa 2007, s. 13. []
  10. R. Capa, Slightly out of Focus, New York 1947. []
  11. J. G. Morris, Zdobyć zdjęcie. Moja historia fotografii prasowej, Warszawa 2007, s. 18. []
  12. Wybrane prace Brandta: http://www.art.com/gallery/id--a168051/bert-brandt-posters.htm?aaCanvas=true [dostęp: 15.05.2016]. []
  13. Tamże, s. 19. []


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz