Pokój augsburski a konfederacja warszawska – próba porównania


Pokój augsburski z 1555 r. kończył pierwszy, burzliwy okres tworzenia się i krzepnięcia ruchów reformacyjnych. Był on swoistym „zawieszeniem broni”, ale także sukcesem protestantów. Przetrwali i doprowadzili do kompromisowego pokoju, który pozwalał władcy danych ziem wybrać wyznanie dla siebie (i swoich poddanych). W Polsce z kolei wydarzeniem tej rangi było zawarcie konfederacji warszawskiej – w 1573 r. Ten akt tolerancji miał zupełnie inny charakter, tak jak inny charakter miała reformacja w Polsce. Wielkie polskie osiągnięcie cywilizacyjne – dziś nieco zapomniane, także w praktyce codziennego życia politycznego.

Róża Lutra

Róża Lutra

Pokój religijny w Cesarstwie

Pokój augsburski sankcjonował istnienie wyznania protestanckiego w krajach cesarskich. Władcy państw niemieckich mogli samodzielnie zdecydować, czy pragną pozostać wierni katolicyzmowi, czy też wybierać Confessio Augustana. Traktat ten dopuszczał tym samym istnienie, obok katolicyzmu, konfesji augsburskiej (luterańskiej) jako legalnej. Była to duża rewolucja, która umocniła protestantyzm w jej luterańskiej odmianie. Wprowadzała tymczasowy pokój religijny na ziemiach cesarskich, na swój sposób ograniczała dalszy rozwój reformacji, uznając tylko Augustanę za konfesję spójną i niezagrażającą porządkowi społecznemu. Z boku pozostali wyznawcy kalwinizmu (który zresztą był dopiero w fazie określania ram swojego istnienia), a także anabaptyści. Ci ostatni byli dość zgodnie uważani za zbyt rewolucyjnych. Zdefiniowany luteranizm tym samym zyskał cesarski akcept. To było niezwykle ważne dla jego dalszego trwania, gdyż teoretycznie najwyższa władza świecka w Europie akceptowała tę konfesję jako legalną. W pewien sposób wpływało to na usztywnienie wyznawców luteranizmu w rozmowach z przedstawicielami innych odłamów reformacji.

Czasów sprzed 500 lat nie można mierzyć dzisiejszym systemem wartości i trzeba o tym pamiętać, czytając o sposobach radzenia sobie ówczesnych społeczeństw z wielkimi wyzwaniami. Traktat ten wprowadzał pokój, ale na swój sposób legalizował nietolerancję. Jeśli władca danych ziem wybierał luteranizm, wszyscy poddani też musieli podporządkować się tej decyzji i przyjąć to wyznanie – alternatywą było opuszczenie kraju. Działało to w obie strony, analogicznie zatem było, gdy władca wybierał katolicyzm. Oczywiście decyzja o opuszczeniu swojego domu była dramatycznym wyborem – stąd część osób decydowała się zostać w miejscu dotychczasowego zamieszkania i swoją religię wyznawać potajemnie bądź prywatnie. Narażało to je na prześladowania w razie wykrycia. W Amsterdamie do dziś można oglądać Museum Ons’Lieve Heer Op Solder, czyli katolicki kościół na poddaszu kamienicy. W wielu kościołach reformowanych z kolei do dziś pod koniec nabożeństwa ogłasza się, kiedy i kto będzie prowadził następne nabożeństwo – w tym konkretnym przypadku to pozostałość po czasach, gdy wcale nie było pewne, czy następne nabożeństwo w ogóle się odbędzie.

Akt konfederacji warszawskiej

Akt konfederacji warszawskiej

Pokój religijny w Rzeczpospolitej

Konfederacja warszawska z kolei na pierwszy rzut oka wydaje się arcydziełem tolerancji. Ogłoszona w czasie bezkrólewia po śmierci ostatniego władcy z dynastii jagiellońskiej – miała zapewnić pokój religijny w tym trudnym dla każdego ówczesnego państwa czasie. Gwarantowała ona swobodę wyznania dla szlachty (owego „narodu politycznego”) i dawała rękojmię, że szlachta innowiercza nie padnie, w tym trudnym momencie dla państwa, ofiarą prześladowań. Do tej pory pokój gwarantował król, teraz zaś sama szlachta określiła jego zakres. Konfederacja warszawska miała być obowiązkowo zaprzysiężona przez każdego nowo wybranego króla, jako jeden z niezbędnych warunków otrzymania korony.

Fundamentalne różnice?

Źródłem tego aktu były zupełnie inne doświadczenia Rzeczpospolitej w stosunku do zachodu Europy. Po pierwsze poddanymi króla polskiego od dłuższego czasu byli już prawosławni. Po drugie poddanymi byli także niechrześcijanie. Po trzecie długie walki z Zakonem Niemieckim (Krzyżakami) spowodowały, że w Polsce rozwinięty został szereg argumentów za pokojowym, a nie zbrojnym szerzeniem wiary. Zresztą sukces w chrystianizacji Litwy mówił sam za siebie.

Podejście do utrzymania pokoju religijnego w Rzeczpospolitej miało zupełnie inne charakter, niż na terenach Cesarstwa.

Rzeczpospolita stała się obszarem wolności wyznaniowej, a władca (w przeciwieństwie do krajów cesarskich) nie mógł szlachcicowi narzucić wiary. Konfederacja warszawska obejmowała oprócz luteranizmu także wyznawców kalwinizmu oraz braci czeskich, czyli jej zakres był znacznie szerszy.

Fundamentalną różnicą była ranga obu aktów. Źródłem pokoju augsburskiego był sam cesarz. To władca w swojej łasce godził się na takie rozwiązanie. Konfederacja warszawska z kolei została uchwalona z inicjatywy sejmu, dodatkowo w czasie bezkrólewia. Zatem każdorazowo wybrany król był niejako przymuszony, by udzielić swojej łaski poddanym. W czasach, gdy władza pochodziła od króla, było to istotne osłabienie rangi tego polskiego aktu. Przynajmniej propagandowo, gdyż w Rzeczpospolitej obowiązywały prawa wydane z akceptacją sejmu. Niemniej ta słabość, wraz z rosnącą w siłę kontrreformacją, była wykorzystywana. Akt polskiej tolerancji stopniowo rozmywał się, a jego wymowa była osłabiana i coraz trudniej było, coraz mniej licznej szlachcie kalwińskiej czy luterańskiej, skutecznie się na ów akt powoływać. Dużą wadą, która pojawiła się później, był fakt, że zabezpieczała ona przede wszystkim szlachtę przed próbą narzucania w jakikolwiek sposób wiary przez króla i tylko króla. W zasadzie nie określała co należy czynić, gdy robi to kto inny. Pokazało się to później, podczas tumultów religijnych, gdy radykalnie rzymskokatolicki tłum atakował ewangelików. Z drugiej strony na Pomorzu Gdańskim, gdzie dominowali protestanci ‒ sytuacja była odwrotna. Takich wydarzeń z czasem było więcej, a mniejszości protestanckiej coraz trudniej było się bronić. Choć trzeba też pamiętać, że nie były to tak krwawe zajścia jak w krajach zachodniej Europy.

Skutki aktów

Pokój augsburski nie zapewnił też trwałego pokoju, napięcia nie zostały usunięte. Wojna trzydziestoletnia wkrótce stała się apogeum kryzysu. Mam wrażenie, że w Polsce nie docenia się skali tego konfliktu, który spustoszył dosłownie obszar dzisiejszych Niemiec. Efektem tego wielkiego kryzysu i krwawej wojny był pokój westfalski i poszerzenie obszaru tolerancji (i objęciem go także wyznań reformowanych). Na terenach Rzeczpospolitej zaś znaczenie aktu konfederacji warszawskiej malało. Z kolejnej jednak strony w Polsce palono co najwyżej książki albo kukły ich autorów, niezwykle rzadko samych ludzi. Trudno też porównywać skalą tumulty w Rzeczpospolitej z wojnami religijnymi czy nocą Św. Bartłomieja.

Konfederacja była podziwiana już przez współczesnych. Gdy Rzeczpospolita wysyłała posłów do Francji (w trakcie elekcji Henryka Walezego), stawiała żądania, by i tu mogły panować tak postępowe prawa. Hugenoci francuscy zresztą też je znali. Nie tak częsty to przecież przypadek, by Rzeczpospolita (wbrew pozorom, nawet wtedy kraj peryferyjny, choć w mniejszym stopniu niż dziś) mogła z dumą proponować cywilizacyjne rozwiązanie Europie. Łatwo zapominamy o swoich wielkich osiągnięciach w tym zakresie. Rzadko z nich dziś korzystamy.

Fundamentalne podobieństwa?

Wbrew pozorom jednak konfederacja i pokój augsburski miały także kilka podobieństw.

Utarło się na terenach Rzeczpospolitej, że jeśli szlachcic zmieniał wyznanie, miał prawo narzucić je chłopom zamieszkującym jego wsie. Z naszego punktu widzenia ‒ rzecz zaprzeczająca ludzkiej godności. W rzeczywistości XVI w. zaś normalnym było, że wolności dotyczyły narodu politycznego, a nie całości ludności. Jedynie miasta mogły jeszcze próbować zdobywać pewne koneksje. Szlachta mogła zachowywać się jak niemieccy książęta narzucając swoje wyznanie poddanym. Z drugiej strony warto zauważyć, że istotna część szlachty nie korzystała z tej możliwości.

Oba akty miały jeden cel w tle: obrona przed potencjalnym absolutyzmem władzy zwierzchniej – króla lub cesarza. Oba zresztą spełniły swoje zadanie w tym zakresie i zapewniły trwanie reformacji. Jej dalsze powodzenie bądź nie zależało już od innych czynników. Niestety tu akurat konfederacja warszawska okazała się nieskuteczna, nie zatrzymała narastającej później nietolerancji.

Konfederacja warszawska pomimo szerokości spojrzenia też nie obejmowała wszystkich wyznań – dotyczyło to przede wszystkim prawosławia, bardzo przecież licznego wyznania na terenach Rzeczpospolitej i będącego tu od bardzo dawna. Prawosławni toczyli zatem zupełnie niezależną grę, nieco na uboczu opisywanych zajść. Choć też próbowali w pewnym momencie na konfederację warszawską się powoływać.

Oba akty miały też przede wszystkim wymiar polityczny, a nie wyznaniowy. W Rzeczpospolitej chyba nawet bardziej niż w Cesarstwie. Powodowało to, że część nowych wyznawców była zainteresowana koneksjami politycznymi. To zresztą kwestia na osobną dyskusję, czemu pomimo wszystko na terenach obecnych północnych Niemiec wyznania protestanckie generalnie przetrwały.

Pomimo tych podobieństw ów polski akt tolerancji był wielkim cywilizacyjnym osiągnięciem, wielką zmianą w kształtowaniu stosunków społecznych w Państwie. Europa wyraźnie była wtedy jeszcze niegotowa na tego typu rozwiązania. Szkoda, że duch tego aktu jest nieco zapomniany w Polsce.

 

Bibliografia:

  1. 1. Tazbir J., Państwo bez stosów. Szkice z dziejów reformacji, Warszawa 2013.
  2. Tazbir J., Reformacja, kontrreformacja, tolerancja, Wrocław 1996.
  3. Ziemskie dzieje Kościoła, L. Będkowski (red.), Warszawa 2015.

 

Redakcja merytoryczna: Zuzanna Świrzyńska

Korekta: Aleksandra Czyż

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz