Te historie to przykład dla współczesnych kobiet. Rozmowa z Iwoną Kienzler


Miłosne historie władców fascynują do dziś, a poznać je lepiej możemy dzięki najnowszej serii książek, która ukazuje się nakładem wydawnictwa Lira. O sile królewskich małżonek i kochanek rozmawiamy z autorką serii, Iwoną Kienzler.

Iwona Kienzler, fot. Maciej Zienkiewicz,Wydawnictwo Lira

Klaudia Kobylańska: Jest Pani autorką wielu książek, w których porusza Pani historie życia najróżniejszych postaci. Skąd bierze Pani pomysły, dlaczego akurat ta osoba a nie inna będzie bohaterem kolejnej książki?

Iwona Kienzler: Na to pytanie trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć. Czasami zależy to wyłącznie od zamówienia składanego przez wydawnictwo, w którym wydaję aktualną publikację, czasem w trakcie pisania jednej książki postać drugoplanowa zafascynuje mnie tak bardzo, że postanawiam poświęcić jej kolejną moją pracę. Mam oczywiście swoich „ulubieńców”, a więc postaci, które fascynowały mnie od zawsze, jak np. królowa (a właściwie należałoby powiedzieć król, tak brzmiał bowiem jej oficjalny tytuł) Jadwiga, Marysieńka ukochana wielkiego króla Jana III Sobieskiego, czy nasz ostatni król, Stanisław August Poniatowski. Zwłaszcza, że nasza historiografia obeszła się z tymi postaciami dość niesprawiedliwie. Wbrew pozorom dotyczy to także pierwszej z wymienionych, Jadwigi Andegaweńskiej. W powszechnej świadomości wciąż pokutuje obraz nieszczęśliwej dziewczyny, ze złamanym sercem, siłą przymuszonej do ślubu ze znacznie starszym mężczyzną. A przecież Andegawenka była politykiem z krwi i kości, bardzo silną indywidualnością, ba, śmiało można ją nazwać średniowieczną feministką. Proszę sobie wyobrazić, że jako szesnastolatka prowadziła skomplikowane rozmowy z Zakonem Krzyżackim (z Jagiełłą, jako świeżo nawróconym poganinem Krzyżacy nie chcieli rozmawiać) i radziła sobie bardzo dobrze.

Co takiego sprawia, że miłosne aspekty życia postaci historycznych wzbudzają zainteresowanie do dnia dzisiejszego?

Przede wszystkim zapewne zwykła ludzka ciekawość, która powoduje nami, gdy sięgamy po kolorową prasę, aby poczytać o życiu i romansach współczesnych celebrytów. W dawnych czasach celebrytów nie było, ale ich rolę poniekąd spełniali członkowie domu panującego, a wszelkiego rodzaju zmiany w modowych trendach miały właśnie swój początek na królewskich dworach. Dziś niewiele osób wie, że damskie majteczki „wynalazła” Katarzyna Medycejska (wcześniej ta część garderoby nie istniała), natomiast panny młode ubierają się w białe suknie ślubne za sprawą królowej Wiktorii, która jako pierwsza w historii na własny ślub ubrała się na biało, wyznaczając nowy trend. Poza tym, przeciętny człowiek chciałby dowiedzieć się, jaki naprawdę był ktoś znany mu wyłącznie z nudnych lekcji historii, czy też z pomników. Co jadał, jaki miał charakter i kogo kochał. Kto wie, może dowiadując się o słabostkach wielkich postaci historycznych sami czujemy się lepsi i dowartościowani.

Matki, małżonki i kochanki miały bardzo duży wpływ na życie kolejnych monarchów. Czy uważa Pani, że wykorzystywały swoje pozycje do własnych celów?

Oczywiście, że tak! I wbrew pozorom, dotyczy to bardziej kochanek niż żon władców - kobiety, wychodząc za mąż stawały się członkiniami dynastii ich małżonków i, w większości przypadków, starały się dbać o interesy swego małżonka, a przede wszystkim swoich dzieci. Wystarczy podać przykład Bony, która dosłownie wychodziła ze skóry, żeby zapewnić tron swojemu jedynemu synowi i robiła co mogła, by podnieść prestiż domu Jagiellonów i samego króla. Co prawda, niewiele zdziałała, ale to już jest temat na osobną dyskusję. Natomiast kochanki królewskie, mając świadomość, że ich panowanie w łożu władcy zapewne nie będzie trwać wiecznie, starały się „ugrać„ jak najwięcej dla siebie. Mało tego, na ich romansach z królem korzystała cała rodzina, z mężem na czele. Wystarczy podać przykład Barbary Giżanki, bodaj najsłynniejszej, oczywiście obok Radziwiłłówny, kochanki Zygmunta Augusta, która przy tej okazji „ustawiła„ całą swoją rodzinę, czy też Elżbiety Grabowskiej, znienawidzonej przez wszystkich metresy Stanisława Augusta. Kochanka ostatniego króla Polski była niezmiernie łasa na prezenty, a zwłaszcza na drogie klejnoty. To upodobanie oficjalnej metresy Poniatowskiego stało się słynne w całej Warszawie i kolejni ambasadorzy Rosji, chcąc wywrzeć wpływ na monarchę, wykorzystywali do tego Grabowską, obdarowując ją cenną biżuterią. I trzeba przyznać, że Elżbieta dobrze wywiązywała się z powierzonych jej w ten sposób zadań. Ponieważ w całej Rzeczpospolitej mówiono, iż to właśnie od ”Grabuli”, jak nazywał ją Stanisław August, zależało rozdawnictwo starostw i urzędów, nawet najpotężniejsi magnaci zabiegali o jej przychylność. A tej niezbyt rozgarniętej damie woda sodowa uderzyła do głowy…

Która z postaci, o których pisała Pani w książce Jagiellonowie zafascynowała Panią najbardziej?

Oczywiście, królowa Jadwiga, jedna z moich ulubionych postaci historycznych, kobieta czynu, urodzony polityk, nieodrodna wnuczka swojej wielkiej babci ze strony ojca, Elżbiety Łokiektówny, nawiasem mówiąc  rodzonej siostry Kazimierza Wielkiego. Ale nie tylko. Bardzo wielką sympatię czuję do Elżbiety Rakuszanki, kobiety poszkodowanej przez los i naturę, której udało się zdobyć serce Kazimierza Jagiellończyka jednego z największych królów w naszej historii. I to pomimo tego, że kiedy po raz pierwszy zobaczył swoją narzeczoną dosłownie rękoma i nogami bronił się przed jej poślubieniem! Moim zdaniem historia tej nieurodziwej królowej, to doskonały przykład dla współczesnych kobiet, dowodzący, że oprócz dbania o urodę, w czym oczywiście nie ma nic złego, należałoby też zadbać też o to, co się ma w głowie. Fascynującą postacią jest także Władysław Warneńczyk, władca budzący wiele kontrowersji i pytań, nie tylko w związku ze swoją orientacją seksualną. Wielką sympatię czuję też do Elżbiety Habsurżanki, jednej z najnieszczęśliwszych polskich królowych, która stała się ofiarą wielkiej polityki dwóch dynastii oraz egoizmu swojego małżonka.

Przygotowania do pisania książki, badania źródłowe są ciężką pracą czy może przyjemnością?

Jeżeli chodzi o źródła historyczne to w polskiej historiografii obowiązuje zasada „im później, tym lepiej”, co znaczy, że najgorzej ze źródłami z początków naszej historii. W przypadku Jagiellonów nie było aż tak źle, zwłaszcza że wiele z nich jest dostępnych w internecie, w formie skanów, więc nie trzeba jeździć np. do Krakowa, by tam mieć dostęp do oryginałów. Ich przeglądanie to zarówno przyjemność, jak i ciężka praca, tym bardziej, że nasz język ewaluował i dostępne przekłady (większość tekstów powstała jednak w języku łacińskim) są pisane w języku staropolskim. Korzystam też z pomocy znajomych filologów znających łacinę średniowieczną, która, o czym wie każdy filolog klasyczny, często różni się od tej, jaką posługiwali się starożytni. A to po to, by uniknąć wątpliwości w przypadku rozbieżności w przekładach.

Gdyby mogła Pani zadać jedno pytanie wybranej postaci historycznej, jakby ono brzmiało i do kogo byłoby skierowane?

Szczerze mówiąc, wiele jest takich postaci i to począwszy od czasów średniowiecza a na II Rzeczpospolitej skończywszy. Miałabym np. wiele pytań chociażby do Józefa Piłsudskiego, Józefa Becka czy Władysława Sikorskiego. Zapytałabym też ostatniego Piasta na naszym tronie Kazimierza Wielkiego, dlaczego tak  nierozważnie wybierał sobie kandydatki na żony. Natomiast ostatniemu Jagiellonowi zadałabym pytanie o to, dlaczego tak źle traktował wszystkie swoje siostry i nie potrafił ich dobrze wydać za mąż, wszak odpowiedni mariaż królewskich sióstr oznaczałaby wzrost prestiżu dynastii Jagiellonów. A tymczasem Zygmunt August zupełnie to zaniedbał…

 

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. Fan napisał(a):

    Pani Iwono, jak to Pani robi, że pisze rocznie tyle książek? Wiele bestsellerów.

  2. Bilbo napisał(a):

    Ciekawe, na ile rzetelne są takie czytadła.

Zostaw własny komentarz