Depresja, anoreksja, desperacja, czyli cesarzowa wbrew woli – mit Elżbiety Bawarskiej (Sisi)


W 1998 r. po raz pierwszy zdiagnozowano odrębną jednostkę chorobową, specyficzną odmianę depresji, którą nazwano syndromem Sisi1. Historycy od lat utrzymują, że cesarzowa musiała na nią cierpieć2. Uważana za kobietę sukcesu wzbudza na salonach podziw, czy była jednak z siebie zadowolona? Elżbieta nie chciała zachowywać się tak, jak wymagała tego wiedeńska etykieta.

Elżbieta Bawarska „Sisi”

Elżbieta Amalia Eugenia von Wittelsbach urodziła się 24 grudnia 1837 r. Była córką księcia Maksymiliana Bawarskiego i księżnej Ludwiki, córki Maksymiliana I Józefa, króla Bawarii. Wychowywała się razem ze swoim licznym rodzeństwem w Possenhofen. W młodości wzorowała się raczej na ojcu, aniżeli na pełnej ogłady matce. Uwielbiała jazdę konną i polowania, doskonale pływała (m.in. w pobliskim Jeziorze Starnberskim). Podobnie jak ojciec stroniła od wielkiego, dworskiego ceremoniału. Jej uroda pozostawała daleko w tyle za wdziękiem starszej siostry Heleny, która to początkowo miała zostać żoną cesarza. Mówiono, że jest brzydkim kaczątkiem swojej rodziny. Większość czasu spędzała na łonie natury. Ogłada i dbałość o wygląd były jej raczej obce, a już na pewno nie należały do głównych zainteresowań3. Pozwalała na to „oryginalność„ rodziny. Jej ojciec nie pełnił oficjalnych funkcji, więc bez żadnych hamulców mógł się oddać swoim zabawom, bo to z nich składało się w dużej mierze jego życie. ”Okrągły stół Króla Artusa” był swoistym klubem, gdzie razem z najwierniejszymi towarzyszami skupiał się tylko i wyłącznie na spożywaniu litrów alkoholu. Należy przyznać, że Maksymilian Bawarski jako rodzic był bardzo tolerancyjny. Zaakceptował kontrowersyjne, jak na ówczesne warunki, decyzje swoich synów: Ludwik zrezygnował z praw dziedzicznych, aby zawrzeć morganatyczne małżeństwo, Teodor natomiast został okulistą za darmo leczącym biedaków, gdyż nie mógł otworzyć własnego gabinetu, i również nie przejmował się swoimi prawami do dziedziczenia tytułu4. Oryginalne postępowanie męża, które dalekie było od rygorów życia dworskiego, musiała tolerować Ludwika, matka ośmiorga dzieci. W młodości była prawdziwą pięknością. Nieszczęśliwie zakochana w innym, poślubiła Maksymiliana, mężczyzna jednak darzył miłością kobietę ze stanu mieszczańskiego, z którą nie mógł się związać. Małżeństwo to przepełnione było nieszczęściem z obu stron. O ile Maksymilian mógł oddawać się swoim pijatykom, o tyle Ludwika musiała odgrywać rolę kochającej żony i wzorowej matki, wychowując w samotności swoje dzieci. Elżbieta już w dzieciństwie słyszała słowa, które jej matka zwykła często powtarzać: „W małżeństwie jest się tak samotnym”. Ludwika również opowiadała dzieciom, jak przepłakała pierwszy rok po ślubie5. Sisi nie mogła przewidzieć, że za kilkanaście lat tak samo będzie mówić o własnym małżeństwie.

Elżbieta Bawarska z rodzeństwem

Depresja

Zaczęło się jak w bajce. Miłość od pierwszego wejrzenia i zaręczyny w Ischlu (1853). Sisi znalazła się tam przypadkowo, gdyż matka chciała ją mieć przy sobie. W tym czasie przeżywała ciężkie chwile, zmarła jej pierwsza miłość, niejaki hrabia Ryszard S.6, Ludwika chciała więc sprawić córce przyjemność, zabierając ją na spotkanie z cesarzem i jego matką. Jednak pierwsze skrzypce w Ischlu miała grać starsza siostra Elżbiety, Helena7. Bardziej od cesarza, dla którego miała być przeznaczona, zainteresowana była nią jego matka, arcyksiężna Zofia. Franciszek Józef stracił zaś głowę dla młodszej Wittelsbachówny.

Początkowo Sisi odwzajemniała to wielkie uczucie, była tak zauroczona, że nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji, które czekały na nią zaraz po ślubie. Tylko Ludwika była przerażona przyszłością 16-letniej córki. Znała ją doskonale, wiedziała więc jak bardzo nie pasuje ona do dworskiego życia. Wierzyła jednak, że sobie poradzi. Wszakże mówiono, że urodziła się „pod szczęśliwą gwiazdą”, w wigilię, z jednym ząbkiem8.

Już sam wjazd narzeczonej do Wiednia przyniósł jej wiele cierpienia. Liczne ceremonie, nowe znajomości, etykieta sprawiły, że przyszła cesarzowa była zupełnie wykończona. W swoim powozie, obok równie wystraszonej matki, płakała, nie mając na nic siły, a był to dopiero początek. Dzień przed główną uroczystością omal zgubiłaby swój diadem, który spadł z jej głowy przy wysiadaniu z karocy. Niestety ten wypadek wydarzył się w obecności całej rodziny cesarskiej9.

Ślub odbył się 24 kwietnia 1854 r. Było to wydarzenie, którym żył nie tylko cały Wiedeń, ale i cała Austria. Sisi niewątpliwie musiała być zszokowana swoją pierwszoplanową rolą. Otuchy dodawała jej matka i rodzeństwo bawiące wtedy na dworze wiedeńskim. Starał się jej pomagać również świeżo poślubiony małżonek, całkowicie nią zauroczony.

Kolejnym wydarzeniem, które musiało być dla nowej cesarzowej dużym szokiem, było skonsumowanie małżeństwa, na co czekał cały dwór z arcyksiężną Zofią na czele. Stało się to trzeciej nocy po ślubie10. Młody cesarz od razu pospieszył z tą wiadomością do swej matki, nie rozumiał zakłopotania i wstydu Sisi. Dla młodej pary wybrano na mieszkanie zamek Laxenberg, całkowicie różniący się od radosnego Possenhofen. To tam Elżbieta miała spędzić swój miesiąc miodowy bez męża, który zaabsorbowany był wojną krymską11.

Blisko rok po ślubie, 5 marca 1855 r., Sisi po raz pierwszy została matką. Może jednak należałoby to nazwać inaczej – urodziła swoje pierwsze dziecko. Dalsze wypadki miały pokazać, że – w przeciwieństwie do swojej teściowej – miała inne wyobrażenie o macierzyństwie. Już przed porodem Zofia zajęła się wszystkimi przygotowaniami i wybrała niańkę dla dziecka. Dla nastolatki ciąża była wielkim wyzwaniem, więc arcyksiężna starała się jej pomóc. Dziewczynka otrzymała imię po babce po mieczu, o co Sisi nawet nie zapytano. Wychowaniem pierworodnej zajęła się Zofia, matka nie miała siły przebicia i widywała swoją córkę stosunkowo rzadko. Ustępowała teściowej, a jej sytuacja na dworze nie wzmocniła się. Rok później urodziła drugą córkę – Gizelę. Jej matką chrzestną została babka Ludwika, która nie uczestniczyła w chrzcinach. Zamiast niej występowała na nich arcyksiężna Zofia12. W 1858 r. urodził się Rudolf, jedyny syn pary cesarskiej. Przy tym porodzie Elżbieta cierpiała najbardziej. Radość z narodzin następcy była ogromna. Cesarz miał z tej okazji podarować swojej małżonce kosztowny naszyjnik13. Dopiero przy czwartym dziecku (1867), Marii Walerii, Elżbieta stanowczo postanowiła walczyć o swoje prawa rodzicielskie. W późniejszych latach często ubolewała nad tym i za brak więzi ze starszymi dziećmi obwiniała właśnie swoją ciotkę, a zarazem teściową.

Franciszek Józef (z lewej) z żoną, dziećmi (arcyksiężniczką Gizelą i arcyksięciem Rudolfem) oraz innymi członkami rodziny, 1861 r.

Wzorowa żona i matka, opiekująca się swoją rodziną i dbająca o losy własnych poddanych, mająca na względzie przyszłość swoich dzieci i całej dynastii, świetnie zorientowana w dyplomacji i sytuacji międzynarodowej, znająca etykietę i całkowicie podporządkowana rygorom i obowiązkom dworskim. Oto opis idealnej cesarzowej. Na ówczesnym dworze wiedeńskim doskonale wypełniała go jednak arcyksiężna Zofia, która sama wyrzekła się swoich szans na koronę cesarską. Zrobiła to dla syna, Franciszka Józefa, który był jej „oczkiem w głowie”. Być może była zazdrosna o swoją synową, a może oczekiwała rekompensaty za poniesioną ofiarę? Jedno jest pewne, to ona była główną kobietą na dworze wiedeńskim aż do swojej śmierci. Franciszek Józef pozostawał całkowicie oddany matce. Sisi początkowo się jej bała, stopniowo jednak zaczęła przeciwstawiać się swojej teściowej. W takich sytuacjach musiała starać się o wsparcie męża, który nie opierał się jej wdziękom. Trzeba jednak przyznać, że Elżbieta w późniejszych czasach chłodno podchodziła do uczucia małżonka. Starała się być dla niego dobrą żoną, kiedy oczekiwała czegoś w zamian. Arcyksiężna Zofia śledziła każdy ruch swojej synowej. Pomagać jej w tym miała hrabina Zofia Esterházy, którą nominowała na ochmistrzynię dworu Sisi14. Kobieta surowych obyczajów od razu wzbudziła niechęć w cesarzowej. Arcyksiężna zdecydowanie chętniej widziałaby u boku syna dojrzalszą Nené15. Była ona wszakże ciotką swojej synowej, ale nie zamierzała okazywać jej z tego względu wsparcia, o które apelowała jej siostra, Ludwika, matka cesarzowej. Liczne były spory o zasady etykiety, które psuły atmosferę rodzinną. Lecz prawdziwym powodem konfliktu między dwiema kobietami życia Franciszka Józefa było pozbawienie przez Zofię wpływu Elżbiety na wychowanie dzieci. Cesarzowa nigdy jej tego nie wybaczyła. Mimo to, kiedy teściowa umierała, była przy niej. Nie wiadomo jednak, czy powodem tego było jej dobre wychowanie, poczucie obowiązku, obawa przed plotkami, czy może jednak szacunek dla ciotki.

Elżbieta szybko przekonała się o tym, jak bardzo różni się od swojego męża. Sisi była bardzo wrażliwą kobietą, która ceniła sobie książki i poezję. Sama pisała wiersze. To wszystko było efektem wychowania się w Possenhofen. Cesarz zaś był raczej nieczuły na piękno sztuki, przyzwyczajony do pracy za biurkiem. Doskonałym przykładem różnego podejścia do sztuki była kwestia odbioru przez małżonków Snu nocy letniej Szekspira. Była to ulubiona sztuka Sisi, której fragmenty znała na pamięć. Franciszek Józef natomiast określił ją jako nudną i głupią16. Brak wspólnych zainteresowań z pewnością był jedną z przyczyn rozpadu pożycia cesarskiej pary.

Jeżeli więc można mówić o tym, że cesarzowa Elżbieta cierpiała na depresję, to jej przyczyn należy szukać na początku cesarskiej kariery. Sisi cieszyła się tylko w obecności swoich najbliższych z Possenhofen, a zupełnie obco i samotnie czuła się w wystawnym Wiedniu.

Młoda Elżbieta, 1854 r.

Anoreksja

Historia Elżbiety nieco przypomina baśń o brzydkim kaczątku. „Dzika„ dziewczyna, dorastająca w cieniu pięknej starszej siostry, podbija serce cesarza i jako dojrzała kobieta ”rozkwita” na dworze cesarskim. W okresie dorastania podobno nawet matka martwiła się o przyszłość Sisi i znalezienie odpowiedniego kandydata na jej męża. Jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie17.

Uroda cesarzowej dawała jej pewność siebie i sławę na cały świat. Uchodziła za najpiękniejszą kobietę XIX w. Niezwykły wygląd zawdzięczała jednak wielu wyrzeczeniom. Przy 172 cm wzrostu przez dłuższy czas ważyła 50 kg i cierpiała na znaczną niedowagę. Starała się utrzymać obwód talii nie większy niż 50 cm, co zawdzięczała mocnemu sznurowaniu gorsetu. Było to przyczyną częstych duszności18.

Sisi nie była tak próżna, aby dostrzegać tylko swoje wdzięki. Potrafiła docenić piękno innych kobiet. Dla urodziwych dziewczyn nie szczędziła sympatii i szacunku. Uwielbiała przebywać w ich otoczeniu.

Jedynym mankamentem jej urody miały być brzydkie zęby. Zazwyczaj cesarzowa nie uśmiechała się zbyt szeroko i starała mówić cicho, aby zbytnio nie otwierać ust, co powodowało, że jej wymowa była bardzo niewyraźna. Stąd też jej późniejsze milczenie, które nie przysporzyło pochlebnych opinii19.

Sisi najbardziej ceniła swoje włosy. Sięgające do pięt pukle w odcieniu ciemnego blondu potrzebowały specjalnej pielęgnacji. Uczesanie ich w misterną koronę ze splecionych warkoczy wymagało wysokich umiejętności fryzjerskich, jakie miała Fanny Angerer, ulubiona fryzjerka cesarzowej, którą znalazła w dworskim teatrze20. Nic nie napawało Elżbiety taką dumą jak jej włosy, miało to jednak swoje konsekwencje – ich długość i ciężar powodowały częste bóle głowy. Podczas czesania Sisi spędzała długie godziny przy swojej toaletce, a ten czas z reguły przeznaczała na naukę, np. języka węgierskiego.

Z wiekiem obsesja cesarzowej na punkcie urody pogłębiała się, co było powodem drwin. Elżbieta szczególnie dbała o swoją sylwetkę. Nieobce były jej liczne głodówki, poświęcała również swój czas na codzienne ćwiczenia. Posiłki ograniczała do minimum, a zaraz po nich zajmowała się wysiłkiem fizycznym. Nie były to tylko energiczne spacery. W każdym miejscu zamieszkania cesarzowej musiała znaleźć się osobna sala, która pełniła funkcję siłowni. Codzienna gimnastyka wywoływała nie lada zdumienie, pozwoliła ona jednak zachować jej doskonałą formę nawet po czterech porodach – zwłaszcza w czasach, kiedy to trzydziestoletnie kobiety uważano za starsze towarzystwo. Rozkwit urody Sisi pozwolił jej zdobyć serce małżonka. Był to argument, który całkowicie pozbawił wpływów arcyksiężną Zofię.

Krążyły i nadal krążą liczne legendy o anoreksji cesarzowej. Miała ona np. spożywać codziennie tylko kilka pomarańczy. Niewątpliwie żona Franciszka Józefa stosowała głodówki. Wszystko jednak wskazuje na to, że w dużej mierze swoją sylwetkę zawdzięczała codziennej samodyscyplinie. Dla utrzymania jędrności skóry stosowała naprzemiennie ciepłe i zimne kąpiele. Pod koniec życia miała odżywiać się niemal wyłącznie jajami i mlekiem, stąd w swoje podróże zabierała mleczne krowy21. To raczej gimnastyka pozwoliła jej zachować formę. Mimo zastrzeżeń swojego męża uwielbiała także jazdę konną, do której zamiłowanie wyniosła zapewne z czasów młodości.

Franciszek Józef I

Desperacja

Co do tego, że Elżbieta była wielką indywidualistką, nie ma żadnych wątpliwości. Wiedeński dwór tylko ją ograniczał. Kiedy tylko mogła, wyjeżdżała do Possenhofen, bardzo cieszyła ją obecność najbliższych w stolicy, czyli matki i rodzeństwa. Niekoniecznie męża, dzieci, teściowej.

Kryzysy polityczne państwa austriackiego przekładały się na kryzysy małżeńskie cesarskiej pary. Franciszek Józef w sprawach zarządzania krajem konsultował się tylko z matką, Sisi zazwyczaj miała odmienne zdanie, toteż cesarz przestał z nią rozmawiać na tematy polityczne. Nieszczęście „Frania„ i Elżbiety można było dostrzec coraz bardziej. Kilka lat po ślubie wyszły na jaw romanse cesarza. Dla młodej żony musiał to być wstrząs. Sytuacja była dla niej jeszcze trudniejsza, ponieważ otoczenie tolerowało cesarskie „skoki w bok„. Trzeba jednak zauważyć, że Sisi nie wyszła za Franciszka Józefa dla pozycji, ale kierowało nią wtedy prawdziwe uczucie. Jej słowa: ”Ach, gdyby był krawcem” wydają się to potwierdzać22.

Starała się jak najczęściej wyjeżdżać z Wiednia. Nie zwracała przy tym uwagi na swoje obowiązki i dzieci. Dłuższe wyjazdy zazwyczaj poprzedzała choroba. Może to nieco dziwić, skoro w dzieciństwie uchodziła za okaz zdrowia. Cztery ciąże mogły jednak osłabić jej organizm, w co ciężko było uwierzyć jej wiedeńskim najbliższym. W 1860 r. jej stan zdrowia uległ poważnemu pogorszeniu, cierpiała na duszności. Doktor Skoda postawił druzgocącą diagnozę – jeśli Elżbieta zostanie w Wiedniu, nie przeżyje zimy23. Na miejsce kuracji zaproponował Maderę. Mimo przeszkód i licznych austriackich uzdrowisk Elżbieta postawiła na swoim i wyjechała. Już przygotowania do wyjazdu poprawiły jej samopoczucie – miała opuścić Wiedeń na pół roku. W tym czasie wszyscy niezmiernie współczuli jej mężowi, który tak długo miał być sam, zapominając o tym, że pogorszenie stanu zdrowia Sisi szło w parze z niewiernością „Frania„. W ”prawdziwość” choroby córki nie wierzyła sama Ludwika, miała tylko nadzieję, że pobyt cesarzowej na Maderze nie przysporzy jej okazji do demoralizacji24.

Do dzisiaj nie wiadomo, na co cierpiała młoda kobieta. Przypuszczano, że mogła być to choroba weneryczna, którą zarazić miał ją jej własny małżonek mający kochanki, nic na to jednak nie wskazuje. Była to raczej nerwica, anorexia nervosa, objawiająca się odrzucaniem pokarmów, wzmożonym odchudzaniem i oziębłością płciową. Wszakże Sisi wróciła do formy zaraz po oddaleniu się od męża. Trzeba przyznać, że wyjazd cesarzowej poprawił nie tylko samopoczucie jej samej, ale także arcyksiężnej. Dlatego też, choć wątpiła w prawdziwość choroby synowej, specjalnie nie zatrzymywała kobiety. Oczywiście dla dobra syna. Podróż na Maderę zapoczątkowała „ucieczkę” cesarzowej, czyli liczne i długie wyjazdy z Wiednia. Zawsze, kiedy wracała do tego miasta, chorowała. Wzbudzało to współczucie i stwarzało pretekst do następnego wyjazdu. Być może wiedeński klimat jej nie sprzyjał, a może bardziej chodziło tutaj o mieszkańców dworu, w których upatrywała strażników swojej wolności?

Małżeństwo Sisi szybko zaczęło przypominać związek jej rodziców. Cesarz i cesarzowa szukali sposobu na złagodzenie cierpienia w codzienności z niekochaną osobą. Elżbieta uciekała z Wiednia w dalekie podróże, Franciszek Józef szukał kochanek. Z jednej strony nie można mu mieć tego za złe, gdyż był całkowicie odrzucony przez swoją żonę, która z nikim nie chciała dzielić swego łoża, robiła to tylko z obowiązku zapewnienia ciągłości dynastii. Czy Sisi rzeczywiście wiedziała o romansach męża? Zdania są podzielone. Ale odsuwając się od niego, postanowiła znaleźć mu oficjalną kochankę25. Pozwoliłoby to jej na jeszcze dłuższe i częstsze opuszczanie dworu, ale także na całkowite odsunięcie się od cesarza i trwanie w samotności, którą uwielbiała. Para cesarska, połączona wzajemną fascynacją, szybko stała się małżeństwem tylko na papierze.

Cesarzowa Elżbieta w czarnej sukni z wachlarzem, Leopold Horowitz, 1899 r.

Zasadniczą kwestią był odpowiedni wybór. Nie mógł to być byle kto, a biorąc pod uwagę umiłowanie piękna przez cesarzową, przyszła konkubina „Frania” musiała mieć odpowiednie wdzięki. Elżbieta szybko zauważyła fascynację męża aktorką Burgtheater, Marią Katarzyną Schratt26. Była piękna i pomimo tego, że zamężna, to interesowało się nią wielu mężczyzn. Do ich pierwszego spotkania doszło w 1883 r., kiedy to Katarzynie udało się dostać na prywatną audiencję u cesarza27. Ich kolejne spotkanie „twarzą w twarz„ miało miejsce dopiero dwa lata później, na balu przemysłowca, gdzie ich długa konwersacja zwróciła uwagę wszystkich gości. Do kolejnych spotkań dochodziło coraz częściej, niewątpliwie pomagała w tym Elżbieta. Początkowo, aby nie wzbudzać podejrzeń, cesarzowa pokazywała się w towarzystwie Franciszka i Katarzyny. Tak było też w Kromieryżu, gdzie cesarz miał ”na amen” zakochać się w aktorce28. To tam podobno doszło do porozumienia Sisi z przyjaciółką męża. Wszystko było zaplanowane, Katarzyna Schratt miała otrzymać od cesarzowej pseudonim „minister wojny”29. Elżbieta wreszcie mogła odsunąć się od męża, nie pozostała jednak wobec tego romansu obojętna. Jej wiersze odzwierciedlają pogardę, jaką tak naprawdę darzyła aktorkę. Śmiała się z męża, nazywając jego nową wybrankę krową. Nie traktowała poważnie ponownie zakochanego Franciszka, który zachowywał się jak młodzieniec30.

Zakończenie

Elżbieta Bawarska była niewątpliwie postacią nietuzinkową. W swoim życiu przeszła wiele: wystawny ślub, śmierć malutkiej córeczki, zmagania z teściową, liczne podróże, samobójstwo jedynego syna. To wszystko zapewne wpłynęło na jej zachowanie i charakter. Była wybitną kobietą swoich czasów, a jej postępowanie kilkakrotnie odbiegało od norm, jakie obowiązywały ówczesnych monarchów. Mit Sisi jest chyba jednak nieco przereklamowany.

Jej pseudonim kojarzy się raczej z pełną życia i radości, uśmiechniętą nastolatką. Taką zapamiętało ją Possenhofen. Wiedeń całkowicie pozbawił ją cech, które powszechnie uchodziły za pozytywne, na dworze jednak nie miały racji bytu. Małżeństwo przyniosło wiele nieszczęścia jej samej, Franciszkowi Józefowi, arcyksiężnej Zofii i cesarskim dzieciom. Pałac Hofburg był świadkiem rozgrywającego się dramatu cesarskiej rodziny.

Wszystkie jej tragedie zostały zapoczątkowane uroczystościami ślubnymi. Włożono na jej skroń koronę, która kilka dni przed ślubem miała upaść, co stanowiło zły znak. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, jak nieszczęśliwe lata czekają pełną energii dziewczynę.

Pałac Hofburg Wiedeń

Jej miłość do Franciszka Józefa szybko wygasła, a może lepiej przyjąć, że uległa metamorfozie i zamieniła się w serdeczną przyjaźń dla ojca swoich dzieci. Nie mieli wspólnych zainteresowań. Cesarz, który chwalił się tym, że nie przeczytał ani jednej książki, nie rozumiał humanistycznych zainteresowań swojej żony. Z kolei ona nie potrafiła pomóc mu w kwestiach politycznych, kierując się zawsze emocjami, a nie interesem państwa i dynastii.

Teściowa, a zarazem ciotka, arcyksiężna Zofia, nie pomagała Sisi w pełnieniu funkcji cesarzowej. Starała się ingerować w małżeństwo syna jak tylko mogła. Nie potrafiła dojść do porozumienia z synową, której zarzucała brak kompetencji i zainteresowania życiem własnych poddanych.

To w relacjach Elżbiety z mężem i jego matką należy upatrywać przyczyn depresji, która doprowadziła Sisi do przesadnego dbania o wygląd (z czego czerpała pewność siebie). Wspomnienie szczęśliwej cesarzowej jest mocno przesadzone. Choć miała pozycję i urodę, nie potrafiła odnaleźć w swoim życiu szczęścia.

Jej życie przepełnione było tajemnicami i dążeniem do wolności. Wiedeńscy najbliżsi nie potrafili zrozumieć tak wielkiej indywidualistki. Największym rozczarowaniem okazał się mąż. Życie nie oszczędziło jej licznych ciosów. Ostatni, prosto w serce, otrzymała 10 września 1898 r. od młodego anarchisty.

Bibliografia:

  1. Andics H., Kobiety Habsburgów, przeł. J. Serczyk, Wrocław 1991.
  2. Grodziski S., Franciszek Józef I, Wrocław 1978.
  3. Hamann B., Cesarzowa Elżbieta, przeł. J. Koźbiał, Warszawa 1999.
  4. Lubosz B., Opowieści o sławnych kochankach, Katowice 1987.
  5. Vandenberg P., Towarzyszki cesarskich śniadań, przeł. D. Kuczyńska-Szymala, Katowice 2007.
  6. Van der Kiste J., Franciszek Józef. Prywatne życie ostatniego wielkiego cesarza Europy, przeł. G. Waluga, Warszawa 2006.

Redakcja merytoryczna: Zuzanna Świrzyńska
Korekta: Edyta Chrzanowska

  1. Właściwy pseudonim cesarzowej to Sisi. Pisownia przez podwójne „s” w środku rozpowszechniła się po premierze filmu E. Marischka Sissi w 1955 r. []
  2. Właściwy pseudonim cesarzowej to Sisi. Pisownia przez podwójne „s” w środku rozpowszechniła się po premierze filmu E. Marischka Sissi w 1955 r. []
  3. B. Hamann, Cesarzowa Elżbieta, Warszawa 1999, s. 18–19. []
  4. H. Andics, Kobiety Habsburgów, Wrocław 1991, s. 194. []
  5. B. Hamann, dz. cyt., s. 31. []
  6. Tamże, s. 26. []
  7. H. Andics, dz. cyt., s. 195. []
  8. B. Hamann, dz. cyt., s. 49. []
  9. Tamże, s. 60. []
  10. Tamże, s. 65. []
  11. H. Andics, dz. cyt., s. 196–197. []
  12. B. Hamann, dz. cyt., s. 90–91. []
  13. Tamże, s. 106. []
  14. Tamże, s. 57. []
  15. S. Grodziski, Franciszek Józef I, Wrocław 1978, s. 69. []
  16. B. Hamann, dz. cyt., s. 85. []
  17. Tamże, s. 162. []
  18. Tamże, s. 163. []
  19. Tamże, s. 173. []
  20. Tamże, s. 174. []
  21. Tamże, s. 507–508. []
  22. Tamże, s. 124. []
  23. Tamże, s. 127–128. []
  24. Tamże, s. 129. []
  25. P. Vandenberg, Towarzyszki cesarskich śniadań, Katowice 2007, s. 289. []
  26. B. Lubosz, Opowieści o sławnych kochankach, Katowice 1989, s. 206. []
  27. P. Vandenberg, dz. cyt., s. 294. []
  28. Tamże, s. 296. []
  29. Tamże, s. 297. []
  30. Tamże, s. 300–301. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Akwamaryn napisał(a):

    Naprawdę wygląda całkiem nieźle jak na swoje czasy, ale skąd się wziął jej fenomen to nie wiem...

Zostaw własny komentarz