Prawie zabił Hitlera. Claus von Stauffenberg wobec Polski


Pułkownik Claus Schenk von Stauffenberg jest we współczesnych Niemczech symbolem niemieckiego konserwatywnego ruchu oporu przeciwko narodowemu socjalizmowi w okresie II  wojny światowej. Zanim jednak Stauffenberg dokonał nieudanego zamachu na Führera w jego kwaterze głównej w Wilczym Szańcu, akceptował i aktywnie wspierał on cele oraz idee polityczne dyktatora i nazizmu, w tym antypolonizm oraz plany terytorialnych rewizji traktatu wersalskiego kosztem II Rzeczpospolitej.

Claus von Stauffenberg

Postać Stauffenberga uwznioślona w niemieckiej kulturze pamięci do rangi szlachetnego bojownika, który odważył się przeciwstawić tyranii nazistowskiej otoczona jest od kilku lat wręcz nimbem państwowego kultu za Odrą. Stauffenberg stał się szeroko znany również dzięki kulturze popularnej i fabularnym filmom historycznym, pośród których na pierwszy plan wysuwa się hollywoodzka produkcja z 2008 r. pt.: „Walkiria” z Tomem Cruisem w roli głównej. Rosnąca z roku na rok popularność uczestników spisku z 20 lipca 1944 r. (oprócz Stauffenberga m.in. Friedrich Olbricht, Ludwig Beck, Werner von Haeften, Albrecht Ritter Mertz von Quirnheim, Carl Friedrich Goerdeler), który miał na celu zabicie Adolfa Hitlera i doprowadzenie w ten sposób do upadku reżimu narodowosocjalistycznego, stanowi dobitne potwierdzenie rozwijającego się obecnie procesu mitologizacji Stauffenberga w RFN. Dziś jest on bohaterem narodowym Niemiec, a jego imię nadano ulicy w centrum Berlina.

Claus von Stauffenberg (ur. 1907 r.) pochodził z rodziny arystokratycznej ze Szwabii. Już od czasów swej młodości był gorliwym nacjonalistą, który żył chęcią zmazania hańby „dyktatu wersalskiego„ i święcie wierzył w prawo Niemiec do hegemonii w Europie oraz ich wyższość cywilizacyjno-kulturową nad narodami słowiańskimi, w tym nad Polakami. Jako konserwatysta fascynował się ideami volkistowskiego filozofa i poety Stefana George, a szczególnie jego koncepcjami dotyczącymi prymatu ogółu nad jednostką i stworzenia odnowionej moralnie Rzeszy pod rządami charyzmatycznego wodza. Jeszcze w okresie Republiki Weimarskiej blisko było mu już zatem do haseł narodowych socjalistów, w tym do myśli rasistowskiej NSDAP, filozofii pangermańskiej i wizji stworzenia egalitarnej „wspólnoty narodowej”.

30 stycznia 1933 r., czyli tuż po zdobyciu przez Hitlera władzy w Niemczech, Stauffenberg, wówczas podporucznik kawalerii w Bambergu, mimo oficjalnego zakazu udziału żołnierzy Reichswehry w zgromadzeniach politycznych, uczestniczył w marszu z pochodniami, w którym mieszkańcy tego miasta entuzjastycznie świętowali triumf nazistów. Pomimo upomnienia ze strony przełożonych, hrabia nie zrezygnował z manifestowania swoich poglądów. W 1938 r., gdy gen. Ludwig Beck, szef sztabu wojsk lądowych Wehrmachtu, rezygnował ze swojej funkcji w armii na znak protestu wobec imperialistycznej polityki Hitlera, Stauffenberg nadal popierał reżim i przekonywał do tego również swoich kolegów z wojska. Niemniej już od końca lat 30. jego stosunek do samego Hitlera stawał się stopniowo ambiwalentny. Hrabia wahał się niekiedy pomiędzy dezaprobatą i potępieniem wulgarnego antysemityzmu Führera, a bezkrytycznym podziwem wobec jego dokonań na niwie polityki wewnętrznej i zagranicznej. Baron Friedrich-Wilhelm von Laeper, instruktor rotmistrza Stauffenberga w szkole kawalerii w Hamburgu i zarazem jego dowódca podczas agresji na Polskę konstatował jednak, że Stauffenberg, podobnie zresztą jak wielu innych młodych oficerów w owym czasie, fascynował się Hitlerem i narodowym socjalizmem. Krewni jego żony Niny uważali go wręcz za jedynego zdeklarowanego nazistę w rodzinie.

Wybuch wojny w 1939 r. Stauffenberg traktował jako usprawiedliwione działanie ze strony III Rzeszy, swoiste wybawienie i długo wyczekiwaną okazję do spełnienia swojego żołnierskiego obowiązku. W tym czasie był on przydzielony jako drugi oficer sztabowy do 1 Dywizji Lekkiej z Wuppertalu, która w ramach 10 Armii pokonała długą drogę i toczyła boje z Wojskiem Polskim w wielu miejscach, m.in. pod Łagiewnikami, w rejonie Kozienic, Przedborza czy pod Palmirami. Listy, jakie Stauffenberg pisał z frontu do swojej żony ukazują ewolucję jego postawy. Początkowo wspominał on o desperackiej obronie ze strony polskich żołnierzy. Plastycznie opisywał również dworek, w którym zamieszkał jako oficer, w tym bogatą bibliotekę, wystawne wyposażenie wnętrz, meble, szafki na książki, stoliki itd. Już jednak kilka miesięcy później ton jego listów ulega zdecydowanej zmianie i nosi już zabarwienie jawnie rasistowskie. W połowie września 1939 r. pisał bowiem w sposób następujący: „Miejscowa ludność to niewiarygodny motłoch, bardzo dużo Żydów i mieszańców. Naród, który aby się dobrze czuć, najwyraźniej potrzebuje batoga. Tysiące jeńców przyczynią się na pewno do rozwoju naszego rolnictwa. Niemcy mogą wyciągnąć z tego korzyści, bo oni są pilni, pracowici i niewymagający […] Najważniejsze jest to, abyśmy w Polsce właśnie teraz zaczęli planową kolonizację. I nie martwię się, że ona nastąpi„. W kopercie znajdowało się zdjęcie Stauffenberga na tle spalonego dworu, którym wcześniej tak się zachwycał. Z wyrachowaniem i pogardą zwracał on również uwagę na niedostatek miejscowej ludności: „Co najbardziej rzuca się w tym kraju w oczy, to zaniedbanie. Nie tylko bezgraniczna bieda i nieporządek, lecz wrażenie, że wszystko, co wcześniej widziało lepsze czasy, dziś podupadło. Sytuacja na wsi i reforma rolna przyczyniły się w dużej mierze do pauperyzacji większych posiadaczy ziemskich„. Ratunkiem dla „zapóźnionej cywilizacyjnie” Polski miało być tylko niemieckie panowanie i odbudowa tych ziem na modłę narodowosocjalistyczną.

Widok zniszczeń w pokoju narad po eksplozji bomby von Stauffenberga

Należy podkreślić, że poglądy tego typu nie ograniczały się jedynie do prywatnie wyrażanych przez Stauffenberga opinii, lecz stanowiły później element programu spiskowców o proweniencji narodowo-konserwatywnej, którzy w 1944 r. w ramach planu o kryptonimie „Walkiria” zamierzali przeprowadzić wojskowy zamach stanu, obalić Hitlera i utworzyć nowy rząd niemiecki, który zawarłby rozejm z aliantami zachodnimi. Charakterystyczne jest jednak to, że autorytarne założenia polityczne tej grupy, a zwłaszcza samego Stauffenberga, były w pewnych punktach zbliżone do działań narodowych socjalistów (np. niemiecka hegemonia w Europie Środkowej, totalitarna kontrola nad młodzieżą, militaryzacja życia społecznego, do tego postulowano zdobycie kolonii). Opozycjoniści podzielali też negatywne stereotypy na temat wschodniego sąsiada (polnische Wirtschaft), który miał bezprawnie zabrać Niemcom ich ojczyste ziemie. Byli oni zwolennikami stworzenia nowego europejskiego ładu po zakończeniu wojny i powrotu Rzeszy do granic z 1914 r. W ramach tego ładu Polska, wraz z innymi państwami Europy Środkowej sprzymierzonymi z Niemcami i mocarstwami zachodnimi, miała uczestniczyć w krucjacie antybolszewickiej. Tereny zabrane Rzeczypospolitej przez Hitlera, w tym korytarz pomorski, część Wielkopolski i Górny Śląsk, powinny zostać jej zrekompensowane poprzez unię z Litwą. Plany te zapowiadały także chęć pomocy i gotowość pojednania z Polską oraz pewne zadośćuczynienie za straty wojenne. Byt Polski zależał jednak ostatecznie od tego, czy niemiecki front w ZSRR utrzyma wschodnią granicę RP z 1938 r. Jeśli ta wschodnia granica załamie się to Polska stanie się łupem Rosji. W interesie Niemiec było jednak, ażeby Polska istniała, gdyż miała być ona ważnym elementem antysowieckiego kordonu sanitarnego i sojuszu koalicji państw europejskich.

Należy podkreślić, że opozycjoniści skupieni wokół Stauffenberga zdecydowanie za późno zdobyli się na akt osobistej odwagi i aktywnego przeciwstawienia się Hitlerowi. Zrobili to dopiero wówczas, gdy skończyły się nadzieje na dominację Rzeszy w Europie Środkowej i w obliczu klęsk Wehrmachtu na obu frontach (operacja „Bagration” i desant aliantów w Normandii w 1944 r.). Niemiecki ruch oporu chciał przede wszystkim udowodnić światu, że Niemcy samodzielnie potrafiliby obalić Hitlera, a tym samym uratować choć resztki honoru narodowego w obliczu bezmiaru zbrodni III Rzeszy w Europie. W sferze polityki niemieckiej wobec Polski nie można było zatem oczekiwać żadnej rewolucji. Niemniej można założyć, że przyspieszenie zakończenia wojny mogło być korzystne również dla Rzeczypospolitej. Zamachu w Wilczym Szańcu dokonano bowiem na niecałe 2 tygodnie przed wybuchem Powstania Warszawskiego, które w tej konstelacji mogło nigdy nie zostać wywołane lub mieć zupełnie inny przebieg. Fabryki śmierci i obozy koncentracyjne zamknięto by pół roku wcześniej, co uratowałoby życie setek tysięcy istnień. Gdyby zamach na Führera się powiódł, spiskowcy dążyliby do wykluczenia Związku Sowieckiego z podziału świata po wojnie i problem granic, w tym kształtu terytorialnego Polski, wyglądałby inaczej. Ta alternatywna wersja wydarzeń jest jednak oderwana od rzeczywistości podobnie zresztą, jak utopijny polityczny plan niemieckich konspiratorów, którzy mieli nikłe poparcie w narodzie niemieckim oraz nie wiedzieli poza tym o ustaleniach konferencji w Teheranie (1943 r.), gdzie alianci postanowili, że będą walczyć aż do bezwarunkowej kapitulacji Rzeszy.

Hitler oprowadza Mussoliniego po miejscu zamachu 20 lipca 1944 r.

Sam Stauffenberg był wiernym sługą Führera, dopóki ten dawał nadzieję na zwycięstwo. Niemniej rosnące okrucieństwo reżimu, w tym zwłaszcza relacje o masowych masakrach Żydów przeprowadzanych przez SS na Wschodzie budziły jego narastający sprzeciw. Dopiero w 1942 r., czyli po klęsce Wehrmachtu pod Moskwą i w wyniku odniesionych ran w Afryce Północnej rok później, w pełni zrozumiał, że polityka Hitlera jest błędna i doprowadzi w konsekwencji do zguby ojczyzny, co przyczyniło się do tego, że zdecydował się ostatecznie przyłączyć do niemieckiego ruchu oporu.

Warto zauważyć, że jeszcze w latach 50. Stauffenberg był uważany w RFN za zdrajcę i nie istniał żaden kult spiskowców 20 lipca. Sytuacja ta zmieniła się w latach 80., kiedy na fali neokonserwatywnego zwrotu w republice bońskiej i poszukania nowych pozytywnych odniesień w narodowej historii odwoływano się do „innych Niemców”, tzn. tych nielicznych, którzy mieli odwagę przeciwstawić się zbrodniczej dyktaturze i zapłacili za to najwyższą cenę. W kontekście polsko-niemieckiego dialogu o przeszłości i pamięci o zamachu z 20 lipca 1944 r. ważne jest, ażeby Niemcy nie zatrzymywali się tylko na żałobie powodu nieudanej próby obalenia Hitlera. Tylko podejście, uwzględniające zróżnicowane motywy i punkty programu politycznego opozycjonistów oraz fakt masowego poparcia Niemców dla reżimu aż do końca jego trwania, może przyczynić do możliwie obiektywnego postrzegania historii i zapobiec tym samym bezrefleksyjnej heroizacji czy wyolbrzymianiu skali znaczenia niemieckiego ruchu oporu, którego wielu przedstawicieli realizowało politykę narodowych socjalistów w okresie przed 1944 r.

Bibliografia:

  1. Bartnicki M., Claus von Stauffenberg - bohater, który nie zabił Hitlera, https://opinie.wp.pl/claus-von-stauffenberg-bohater-ktory-nie-zabil-hitlera-6126040049264257a, dostęp: 1 III 2018.
  2. Hoffmann P., Widerstand. Staatsreich. Attentat. Der Kampf der Opposition gegen Hitler, München 1985.
  3. Jonca K. (red.), Studia nad antyhitlerowską opozycją w Trzeciej Rzeszy 1933-1945, Warszawa 1990.
  4. Kereshaw I., Walkiria. Historia zamachu na Hitlera, Poznań 2009.
  5. Kniebe T., Operacja Walkiria. Dramat 20 lipca, Warszawa 2009.
  6. Marczak M., Claus von Stauffenberg: Nazista i nowy niemiecki bohater, http://www.newsweek.pl/historia/claus-von-stauffenberg-czlowiek-ktory-dokonal-zamachu-na-hitlera,artykuly,343943,1.html, dostęp: 1 III 2018.
  7. MG/PAP, Udany zamach na Hitlera byłby niekorzystny dla Polski? 70 lat od akcji płk. Stauffenberga,https://wpolityce.pl/historia/205845-udany-zamach-na-hitlera-bylby-niekorzystny-dla-polski-70-lat-od-akcji-plk-stauffenberga, dostęp: 1 III 2018.
  8. Overy R., Trzecia Rzesza. Historia imperium, Warszawa 2012.
  9. Romaniec R., Stauffenberg i Polska, http://www.dw.com/pl/stauffenberg-i-polska/a-4541936, dostęp: 1 III 2018.
  10. Roon G. v., Widerstand im Dritten Reich. Ein Überblick, München 1990.
  11. Scheffler T., Europa po Hitlerze. Ład międzynarodowy w koncepcjach konserwatywnej opozycji w Trzeciej Rzeszy, Wrocław 2006.
  12. Wehler H.-U., Der Nationalsozialismus. Bewegung, Führerherrschaft, Verbrechen 1919 – 1945, München 2009.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

7 komentarzy

  1. poi21 napisał(a):

    nie no jaki niemiecki ruch oporu popraw to

  2. poi21 napisał(a):

    niemiecki ruch oporu to kpina poprwacie to

    • Wojciech Wichert napisał(a):

      Szanowny Panie,

      Abstrahując już trafności semantyki, pojęcie „ruchu oporu„ (Widerstand) w kontekście do spiskowców czy innych opozycjonistów w III Rzeszy funkcjonuje już od wielu lat. Oczywiście nie można go porównywać np. z polskim ruchem oporu czy z partyzantką w Jugosławii w czasie wojny. To inna bajka. Niemniej nikt nie zaprzeczy, że w Niemczech Hitlera istniał także opór czynny i bierny wobec nazizmu czy różne grupy opozycyjne, można się spierać tylko o ich skalę zorganizowania i oddziaływania, a także o realne skutki ich poczynań. Być może trafniej byłoby mówić o środowiskach opozycji antynazistowskiej. Niemniej jest to problem wtórny, gdyż, tak jak podkreśliłem w tekście, znaczenie owego „ruchu oporu” jest w RFN obecnie wyolbrzymiane. Można zatem czytać ruch oporu w cudzysłowie. Polecam w tym kontekście zwłaszcza artykuł: http://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/311179898-Kto-tworzyl-ruch-oporu-w-III-Rzeszy.html

      Wojciech Wichert

  3. Wojciech Wichert napisał(a):

    Proszę czytać ruch oporu w cudzysłowie.

    Wojciech Wichert

  4. B22 napisał(a):

    Jedyne o czym słyszałem to o paru osobach w Białej Róży. Mieli zwalczać nazizm POKOJOWYMI metodami. Mało nie padłem ze śmiechu. Wymieniony oficer i inni wiedzieli o przegranej i chcieli ratować siebie i Niemcy przed zemstą. Zdawali sobie sprawę co wyczyniali na terenach okupowanych. Przedsmak już mieli w odwetowych wybrykach Armii Czerwonej. Nie jestem historykiem, ale dużo czytam o II wśw, głównie żeby zrozumieć jak doszło do takiej skali bestialstwa. Te bajki o niemieckim ruchu oporu to kolejny etap wybielania historii Niemiec. Jak nic nie zrobimy to za parę lat my będziemy sprawcami II w. św.

  5. Anonim napisał(a):

    Bardzo dobry tekst, bo jego się uważa, za bohatera bo chciał zabić Hitlera, tak jakby to chciał zrobić dla świata. A tutaj chodziło o Niemcy. Kto wie jakby się historia potoczyła, może Niemcy podpisałyby pokój a Polska stałaby się częścią ZSRR nie byłoby nawet PRL.

  6. Anonim napisał(a):

    U

Zostaw własny komentarz