„Niechciani generałowie. Sosabowski, Maczek, Bór-Komorowski i inni. Powojenne losy polskich oficerów” – S. Nowak – recenzja


Od kilu lat w polskiej przestrzeni publicznej trwa zintensyfikowana walka o przywrócenie pamięci o ludziach, którzy walcząc za Polskę w czasie II wojny światowej, zostali pozbawieni ojczyzny przez nowe komunistyczne władze. W ten nurt wpisuje się Szymon Nowak z opowieścią o najważniejszych żołnierzach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

O tym, jak potraktowani zostali ci wyżsi dowódcy, którzy nie chcieli wracać do opanowanej przez komunistów Polski, wspominało się od dawna. Ich los był przygnębiający, ich śmierć pusta i często samotna, z dala od ukochanej ojczyzny. Część prochów tych ludzi została ekshumowana i złożona w Polsce, w miejscach zgodnych z ich ostatnią wolą. Pamięć o nich jest jednak o tyle istotniejsza, że w przeciwieństwie do jednorazowego aktu uhonorowania państwowym pogrzebem musi być wciąż budowana i utrwalana.

Od kilku lat nasila się w Polsce budowa polityki pamięci, wpierw jako ruch oddolny, potem przejęty przez organy państwowe i osadzony w ramach wielkiego programu. Elementem oddolnym pozostała działalność wydawniczo-publikacyjna różnych autorów, w którym spośród szerokiego grona wyróżnia się Szymon Nowak. Jest on autorem kilku znanych pozycji, między innymi Dziewczyny wyklęte, Oddziały wyklętych czy Ostatni szturm: ze Starówki do Śródmieścia 1944.

Tym razem autor zajął się powojennymi życiorysami wysokich rangą oficerów Wojska Polskiego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy po zakończeniu II wojny światowej zdecydowali się pozostać na emigracji w obawie przed represjami lub śmiercią z rąk nowych władców kraju. Nowak sięga nie tylko po znane życiorysy gen. Sosabowskiego, Maczka czy Andersa, ale też po inne postacie, o bardzo interesujących życiorysach, lecz w Polsce niemal zapomniane.

W ten sposób przypominani są admirał Unrug, generałowie Wołkowicki, Rayski, Bortnowski czy niezapomnianej sławy pilot Dywizjonu 303 i as myśliwski Stanisław Skalski. W 40-stronicowych rozdziałach ich losy nie zostały może bardzo dokładnie opisane, ale działalność i życie powojenne już tak. Przy niektórych postaciach, jak przy adm. Unrugu czy gen. Wołkowickim i Bortnowskim, autor nieco szerzej rozwodził się nad ich życiem, a to z uwagi na to, że są oni zepchnięci na margines pamięci. Do tego dołączony został obszerny materiał zdjęciowy, co pozytywnie wpływa na odbiór całości.

Książka jest dobrze napisana i czyta się bardzo lekko. Autor nie przynudza, co więcej, przytacza mniej lub bardziej znane ciekawostki i bon moty z życia bohaterów. I choć książka nie jest odkrywcza, bo nie jest, ale nie taka była jej rola, to za rzetelność i dobre jakościowo opracowanie zasługuje na solidne 8,5 punktu.

 

Plus minus:

Na plus:

+ rzetelność

+ przypomnienie zapomnianych postaci

+ obszerny materiał zdjęciowy

Na minus:

- nie jest odkrywcza, ale to minus na siłę

 

Tytuł: Niechciani generałowie. Sosabowski, Maczek, Bór-Komorowski i inni. Powojenne losy polskich oficerów

Autor: Szymon Nowak

Wydawca: Fronda

Rok wydania: 2018

ISBN: 978-83-8079-176-3

Liczba stron: 448

Okładka: miękka

Cena: 49,90 zł

Ocena recenzenta: 8,5/10

 

Redakcja merytoryczna: Adrianna Szczepaniak
Korekta: Edyta Chrzanowska

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

21 komentarzy

  1. Komar napisał(a):

    Tytuł: „Niechciani generałowie”. A w tekście recenzji czytamy: „nie chcieli wracać do opanowanej przez komunistów Polski”. No to jak właściwie było naprawdę? Bo przecież byli również tacy generałowie, którzy wrócili do „Polski opanowanej przez komunistów”. Zatem wygląda na to, że to była ich własna decyzja, aby nie wracać do kraju.

    • Grzegorz Antoszek napisał(a):

      Byli też tacy, którzy wrócili, ale dostali najwyższy wymiar, choć ostatecznie nie został wykonany, jak gen. Skalski czy gen. Skibiński (Szef Sztabu 10. BK, a potem na stanowiskach dowódczych w 1. DPanc). „Wyklętymi” są, ponieważ nowa władza nie zaakceptowała ich czy wrócili, czy nie.

      Dziękuję za uwagę, rzeczywiście nie wyjaśniłem tej sprawy.

      Pozdrawiam

      • Komar napisał(a):

        Skalski wrócił do Polski po wojnie jako major, Skibiński jako pułkownik. Obaj uzyskiwali kolejne stopnie w drodze awansu po roku 1956, Skalski od stopnia majora do stopnia generała brygady, a Skibiński od stopnia pułkownika do stopnia generała dywizji. Kolejne awanse obu wymienionych żołnierzy przypadały na okres Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Ani Skalski, ani Skibiński nie byli awansowani przez władze Rzeczypospolitej Polskiej po roku 1989. Co prawda z awansem Skibińskiego władze RP mogły po prostu nie zdążyć (generał zmarł w 1991 roku), ale Skalski żył jeszcze 15 lat.
        Fakt, że byli skazani na karę śmierci, ale wyroków nie wykonano. Obaj mieli więcej szczęścia, niż generałowie II Rzeczypospolitej - Zagórski, Rozwadowski czy Żymierski, którzy zapłacili wysoką cenę za to, że podpadli Piłsudskiemu.

        • Bilbo napisał(a):

          Szanowni obrońcy PRLu próbują na wszelkie możliwe sposoby odcinać tzw. okres stalinowski do 1956 r. od reszty okresu funkcjonowania tzw. Polski Ludowej. Że niby wtedy to była rokossowszczyzna, Sowieci itp., a potem tam ładnie i pięknie. Bo przecież taki Gomułka czy Gierek mogli już spokojnie rządzić, dzięki temu, że bandyci z UB czy innych służb wykonali wcześniej dla nich „mokrą robotę”.

  2. Bilbo napisał(a):

    Tytuł jest odpowiedni. Jak przynajmniej część z tych „niechcianych generałów” zostałaby potraktowana przez władze tzw. Polski Ludowej pokazuje chociażby tzw. proces TUN (Tatar - Utnik - Nowicki), którzy - przypominam - zasłużyli się komunie, przywożąc do Polski FON.
    Poza tym, nie zapominajmy też o haniebnym pozbawieniu obywatelstwa polskiego wyższych oficerów PSZ na Zachodzie przez władze komunistyczne.

  3. Komar napisał(a):

    Utnik - podpułkownik; Nowicki - pułkownik, nie generał. Nowickiego znałem osobiście - znajomy moich rodziców. Na początku lat ’60 pracował w instytucji wojskowej w Warszawie. W każdym razie Polska Ludowa nie obcięła im emerytur.
    A „wyżsi oficerowie PSZ” zostali „haniebnie” pozbawieni obywatelstwa polskiego, ponieważ przygotowywali się do wojny przeciwko Polsce, licząc na trzecią wojnę światową. Tacy to byli z nich polscy patrioci.

  4. Bilbo napisał(a):

    A jaka jest różnica między generałem a pułkownikiem? Ten i ten jest wyższym wojskowym. W obu przypadkach można dowodzić wyższymi jednostkami wojskowymi itd. Owszem, Nowicki, Tatar i Utnik nie dostali kary śmierci, nie zgnili w komunistycznych więzieniach, ale co z tego? Oficerowie PSZ na Zachodzie, którzy szczególnie zasłużyli się dla władz tzw. Polski Ludowej, przywożąc do Warszawy przedwojenny Fundusz Obrony Narodowej, dostali wyroki więzienia. Więc cóż mieli myśleć, tacy oficerowie, jak Anders czy Maczek? Przecież oczywistym było, że gdyby wrócili do Polski komunistycznej, byliby represjonowani. Przypominam też, że to byli generałowie bardzo zasłużeni dla Polski, którzy w normalnych warunkach dowodziliby polską armią po wojnie. A tak co najmniej skończyliby w więzieniu, jeśli nie gorzej. A określanie pozbawienia ich obywatelstwa polskiego, bo chcieli wojny pomiędzy aliantami zachodnimi i ZSRR, to już - ze strony Komara - po prostu świństwo.

    • Komar napisał(a):

      A co, może nie chcieli tej wojny? Przecież oni nie tylko chcieli tej wojny, oni się do niej przygotowywali. Przecież właśnie dlatego Anders zwlekał z rozformowaniem II Korpusu, przecież właśnie dlatego jeszcze po wojnie do PSZ werbowano nowych żołnierzy, przecież właśnie dlatego prowadzona była akcja zniechęcająca Polaków do powrotu do kraju, a tych, którzy zdecydowali się na powrót - nazywano zdrajcami. Ci ludzie dążyli do wojny, w której miało zginąć kolejnych parę milionów Polaków, a Polska miała spłonąć jako ofiara na ołtarzu antykomunizmu - tak jak spłonęła Warszawa w powstaniu warszawskim. I może za to należały się im honory?

  5. Bilbo napisał(a):

    Co ty, Komar, piszesz? Przecież ZSRR do 1950 r. nie posiadał bomby atomowej, więc konflikt wojenny aliantów zachodnich z Sowietami do tego czasu nie groził wojną atomową (zresztą ZSRR też nie wyproukował o razu jakiejś większej ilości tych bomb). Po drugie, skąd takie wyliczenia ofiar - miliony Polaków? Armia Czerwona w momencie zakończenia II wojny światowej, owszem, była potężną armią, ale praktycznie bez rezerw osobowych i materiałowych. W razie wojny zginęłoby wielu luzi, to oczywiste, ale jakie miliony Polaków?

    • Komar napisał(a):

      Kolego Bilbo: gdzie ja pisałem o wojnie atomowej? Nie trzeba wojny atomowej, aby liczba ofiar szła w miliony. Przecież w roku 1944 nikt nie zrzucił na Warszawę bomby atomowej. Ja po prostu posługuję się analogią do wojen, które były w tym czasie prowadzone w rzeczywistości. II wojna światowa: 6 milionów obywateli polskich, w tym 3 miliony etnicznych Polaków. Wojna koreańska: 2 - 3 miliony ofiar, w tym (chyba większość) ludności cywilnej. Wojna wietnamska: 2 - 3 miliony ofiar, w większości ludności cywilnej. Dlaczego wojna tocząca się głównie na terenie Polski (tu byłaby pierwsza linia obrony w skali strategicznej) miałaby być mniej krwawa?

  6. Bilbo napisał(a):

    O ile sobie dobrze przypominam, to linia styku wojsk alianckich i Armii Czerwonej była mniej więcej na Łabie w Niemczech, a nie na ziemiach polskich. Więc tam doszłoby do najkrwawszych walk. Po drugie, po stronie Armii Czerwonej walczyło tysiące Wschodnich Europejczyków, choć głównie Polaków, którzy z oczywistych względów (legalny rząd polski wtedy urzędował ciągle w Lonynie)mieliby barzo poważne opory prze walką z Amerykanami i Brytyjczykami.

    • Komar napisał(a):

      Przecież nie skończyłoby się na bitwie granicznej, poza tym Zachód w czasie II wojny wypracował strategię, której elementem było bombardowanie głębokiego zaplecza.
      I jeszcze jedno: kolega Bilbo powinien sobie poczytać o operacji Unthinkable. Zachód zamierzał włączyć do ewentualnej wojny także wojska niemieckie. Oczywiście „legalny rząd RP” zaakceptowałby sojusz z pohitlerowskimi Niemcami, oczywiście dowództwo PSZ uznałoby odrodzony Wehrmacht za sojusznika, a sprzeciw niektórych żołnierzy załatwiono by przy pomocy sądów polowych, ale w Polsce (pamiętam z dzieciństwa) była olbrzymia nienawiść do Niemców. Polacy, którzy przeżyli okupację hitlerowską, masowo wystąpiliby do obrony kraju przed nową agresją niemiecką, nawet wspieraną przez Anglosasów. Tym bardziej, że byłaby to nie tylko wojna o obalenie komunizmu, ale także wojna o odebranie Polsce Wrocławia i Szczecina. Bo przecież jakoś trzeba byłoby wynagrodzić udział Niemiec w tej wojnie.
      I na tym tle jaśnieje prawdziwy patriotyzm „niechcianych generałów”. Faktycznie patriotyzm - tylko którego kraju?

  7. Andrzej napisał(a):

    Nie wiem czy wy nie przesadzacie z tą III-cią wojną. Na pewno byli tacy co na nią liczyli i w związku z tym obmyślali jakieś rachuby polityczne. Ale pamiętać trzeba że po II wojnie Świat. wegetowały jeszcze jakoś 3 imperia: rosyjskie, angielskie i francuskie i wcale nie było pewne czy nie przetrwają. Zatem Rosja, Anglia, Francja do pewnego stopnia mieli wspólne interesy i gdzie tu wojna między nimi. Wrogami imperiów byli Amerykanie to oni doprowadzili do dekolonizacji, ale znowu jakikolwiek silniejszy sojusz Anglii, Francji i Rosji przeciwko nim też był nie do pomyślenia. Dowodem na to że takie sympatie i antypatie na przełomie lat 40-tych i 50-tych istniały jest diametralna zmiana mapy świata na przełomie lat 50-tych i 60-tych kiedy to powstała ponad setka nowych państw.To wszystko zdarzyło się z dnia na dzień? Przecież ferment który do tego doprowadził musiał trwać długo przedtem. Tak w skrócie.

    • Komar napisał(a):

      Oczywiście, że w realu trzecia wojna światowa była niemożliwa, to hasło miało wyłącznie znaczenie propagandowe. Kompromis między przywódcami koalicji, oparty na postanowieniach Wielkiej Trójki, która wspólnie stworzyła nowy ład pokojowy, zadowalał mocarstwa. Stąd demobilizacja milionów żołnierzy, przestawienie gospodarki na tory pokojowe (bolesne w systemie kapitalistycznym, bo wiąże się z problemami gospodarczymi, masowym bezrobociem itp - nic tak nie nakręca koniunktury gospodarczej jak wojna prowadzona poza granicami kraju, bo wtedy płyną na dużą skalę zamówienia rządowe). Natomiast - na zasadzie historii alternatywnej - gdyby jednak III wojna światowa wybuchła, to jej skutki (w sensie strat materialnych i ludzkich) byłyby dla Polski tragiczne. I właśnie w tym katastrofalnym dla Polski rozwiązaniu pokładali swoje nadzieje także „niechciani generałowie”, wraz z całym środowiskiem polskiej emigracji politycznej. I to właśnie jest dla mnie przerażające. Bo to ja - wraz z moimi rodzicami, wraz z moimi krewnymi - mieliśmy być ofiarami tej wojny.
      Chodzi jednak o to, że przegrane polskie siły polityczne

  8. Bilbo napisał(a):

    Owszem, zgadzam się, że Niemcy zostaliby wykorzystani przez aliantów zachodnich w ewentualnej wojnie z ZSRR. I to byłby niewątpliwie duży problem dla Polaków. Natomiast co do Szczecina i Wrocławia to przypominam, że obecnie dla nas to są polskie miasta, zaś w 1945 r. było odwrotnie, a polskimi miastami były wówczas Wilno i Lwów. Natomiast pisanie o kolejnej agresji niemieckiej na Polskę w przypadku III wojny światowej to raczej kompromitacja.
    I jeszcze jedno - kolega Komar jest apologetą tzw. Polski Ludowej, ja uważam, że ze złem trzeba walczyć, a sowiecki komunizm był potężnym i wszechogarniającym złem mającym negatywne skutki jeszcze po dziś dzień.
    A co do kompromisu między mocarstwami to przypominam, że działania ZSRR doprowadziły wkrótce po zakończeniu II wojny światowej do tzw. Zimnej Wojny (a nawet gorącej w przypadku najpierw wojny koreańskiej - pod egidą ONZ, a potem wietnamskiej).

  9. Komar napisał(a):

    W ramach odświeżania lektur przeczytałem raz jeszcze Stefana Kisielewskiego „Abecadło Kisiela”. Jest też o Maczku: generał Maczek „został barmanem w hotelowej restauracji, ponieważ całą emeryturę zaangażował w jakieś akcje giełdowe i stracił”. To było po roku 1956. Generał Maczek starał się wtedy o powrót do Polski. Można powiedzieć: Maczek padł ofiarą drapieżnego kapitalizmu i szukał pomocy u polskich komunistów. Niestety nie uzyskał zgody władz PRL. Nie była to urzędowa odpowiedź odmowna, ale raczej wymijająca i zniechęcająca formuła polityczno - ideologiczna.

  10. Bilbo napisał(a):

    Jeśli kolega Komar udowodni, że wszyscy albo przynajmniej większość wyższych polskich wojskowych b. PSZ na Zachodzie chcieli do PRL, tylko władza nie chciała ich w kraju, to wtedy będzie to miało swoją wartość. Wyjątek nie czyni reguły, kolego Komar.

  11. Komar napisał(a):

    Na innym forum historycznym (Forum DWS) znalazłem takie podsumowanie tematu represjonowania generałów:
    „Z parunastu generałów ZWZ- AK w Polsce Ludowej represjonowanych było 2: Fieldorf i Tatar. Pozostali represjonowani(w sensie aresztowani/więzieni) w powojennej Polsce nie byli. Dotyczyło to tak ludzi, którzy wrócili z zachodu(jak Kossakowski,Paszkiewicz czy Skroczyński), powrócili z ZSRR(jak Bittner)czy byli nieprzerwanie w kraju(jak Skorobohaty -Jakubowski czy Filipowicz)
    Ale fakt, że czynny udział w poakowskim(czy jakimkolwiek innym powojennym) podziemiu (jak np. NIE czy DSZ )niepomiernie podnosił ryzyko represji zwłaszcza w przypadku kadry dowódczej i aktywu podziemia antykomunistycznego. O czym przekonali się Fieldorf i Okulicki.
    Spośród ponad 20 byłych AK-owców, którzy w lWP dosłużyli się stopni generalskich gros nigdy nie siedziała, a ostatni z nich(jak Jerzy Skalski) zakończyli służbę wojskową w latach 90. 2 (czy -zależnie od definicji komu organizacyjnie podlegała lokalna tzw. samoobrona na Wołyniu- 3)z nich zasiadało nawet we WRON -i będzie teraz pośmiertnie zdegradowana.”

  12. Bilbo napisał(a):

    Przypominam, co sąd stwierdził o WRON - że to grupa przestępcza o charakterze zbrojnym. I nie był to „sąd PiSowski” (to tak a propos przeciwników obecnej władzy).

  13. gosc napisał(a):

    jakie to wszystko zagmatwane,szkoda prawdy i pamiec jest juz nie taka jaka byc powinna....wierna...napewno wiele zla niosly tamte lata....wazny jest wieczny pokoj tym co przemoc i sila zla zabrala zycie i zdrowie. oprawcom wymierzy najsprawiedliwszy my nie wiemy,ale spotka ich to na co zasluzyli

Zostaw własny komentarz