Wielki blef Hitlera. Układ Monachijski


Postawieni pod ścianą, pragnący uniknięcia wojny przywódcy najpotężniejszych europejskich państw przybyli we wrześniu 1938 r. do Monachium, by prowadzić negocjacje z Adolfem Hitlerem. Pełni nadziei być może nie spodziewali się nawet, jak małe znaczenie miało to dla dyktatora.

Pod koniec lat 30. XX w. mocarstwa Europy szykowały się sukcesywnie do wojny, coraz mocniej czując na plecach oddech Trzeciej Rzeszy. Adolf Hitler, Kanclerz Niemiec, chciał wojny, a jej początkiem mogło być wtargnięcie na terytorium Czechosłowacji. Pretekst? Zajęcie Sudetów, gdzie większość zamieszkującej ten teren ludności posiadała niemieckie korzenie. Ludzie ci mieli rzekomo chcieć powrócić na łono Rzeszy, Hitler pragnął zaś zrobić wszystko, by im w tym pomóc. Z każdym kolejnym dniem podkreślano, jak bardzo są prześladowani, jak bardzo potrzebują pomocy. Coraz bardziej oczywiste wydawało się to, że nie dojdzie do łagodnego porozumienia, a Hitler dąży do czegoś zupełnie innego. Dziś nikt nie ma chyba wątpliwości, że wcale nie chodziło mu tylko o poprawienie losu zamieszkałych w Sudetach Niemców, a jego ambicje były znacznie większe. W tamtym momencie powód ten miał jednak wystarczyć, aby rozpocząć działania wojenne.

29 września 1938 r., Monachium. Od lewej: Neville Chamberlain, Edouard Daladier, Adolf Hitler i Benito Mussolini

Podróż pełna nadziei

Sytuacja była oczywiście bardziej skomplikowana – Czechosłowacja nie była całkiem bezbronna, gdyż solidnie przygotowała się do ewentualnego ataku, a poza tym związana była wojskowymi sojuszami z innymi potęgami: Związkiem Radzieckim i Francją – państwa te zobowiązane były do pomocy militarnej w przypadku wybuchu wojny. Rząd Francji nie pozostawiał jednak złudzeń – pomoże Czechosłowacji, jeśli do akcji dołączy także Wielka Brytania, która nie mogła raczej w tej sytuacji pozostać bezstronna. Nikt, prócz Hitlera, nie chciał jednak do walk dopuścić, pojawiło się więc pytanie, co zrobić, aby sprawę rozwiązać pokojowo.

Niespodziewanie Hitler wyciągnął dłoń i zaprosił przywódców Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch do wspólnych negocjacji. Co ciekawe, takiego zaproszenia nie wystosowano w stronę Czechosłowacji, która stała się wobec tego co najwyżej biernym obserwatorem wydarzeń, które miały zaważyć o jej integralności i przyszłości.

29 i 30 września 1938 r. do Monachium zjechały najważniejsze persony europejskiej polityki: Neville Chamberlain, Benito Mussolini i Edouard Daladier. Niemcy przyjęli ich z otwartymi ramionami – najprawdopodobniej przeciętny obywatel wcale wojny nie pragnął, a jego los również trzymał w rękach Kanclerz, który marzył o zgoła innych rozwiązaniach. Hitler chciał wojny – z dzisiejszej perspektywy wiadomo, że atak na Czechosłowację miał być jedynie pierwszym, starannie zaplanowanym krokiem, który przybliżyłby go do prawdziwego celu, jednak wówczas każdy z obecnych w Monachium przywódców miał nadzieję, że znajdą wspólnie jakąś płaszczyznę porozumienia.

Adolf Hitler

Czesi na przegranej pozycji

Czy Chamberlain, Mussolini i Daladier kiedykolwiek brali pod uwagę rozwiązanie, które całkowicie mogłoby pozostawić Czechosłowację w jednym kawałku, nie wiadomo. Prawdopodobnie nie łudzili się, że może do tego dojść – w końcu mieli do czynienia z samym Adolfem Hitlerem, który nie wydawał się być człowiekiem chodzącym na duże kompromisy, o ile w ogóle na jakiekolwiek. Jakiś konsensus jednak wywalczyć musieli, ostatecznie stanęło więc na tym, że najważniejsze jest ułagodzenie Hitlera i niedopuszczenie do kolejnej wojny światowej. Jeśli więc Czesi będą musieli oddać swoje ziemie, a nie stanie im się przez to zbyt wielka krzywda, trzeba będzie się na to zgodzić.

Kiedy trwały negocjacje, rząd Czechosłowacji w zasadzie zdawał sobie sprawę, że aby uniknąć rozlewu krwi, musi zgodzić się na to, czego żąda Führer. Niestety, ten chciał coraz więcej i wszystko spoczywało teraz w rękach obecnych w Monachium premierów i dyktatora. Ostatecznie zgodzili się oni na wszystko, czego żądał Hitler – Czesi musieli oddać mu ziemie, które chciał przyłączyć do Rzeszy, łącznie ze wszystkim, co się na nich znajdowało, a więc także całym sprzętem wojskowym, który później miał zasilić wojska Trzeciej Rzeszy – wszystko to miało się odbyć w ciągu zaledwie 10 dni. W zamian przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch odsunęli widmo wojny i, przynajmniej przez chwilę, w oczach ludzi stali się bohaterami. Pytanie brzmi, czy sami wierzyli w dobrą wolę Adolfa Hitlera?

„Podpis jako prezent”

Podpisane słynnego układu monachijskiego nie zakończyło jednak rozmów – przynajmniej nie dla Nevilla Chamberlaina. Bez względu na to, czy na pomysł rozmowy w cztery oczy z Hitlerem wpadł jeszcze przed wylotem do Niemiec, czy stało się to już w trakcie pertraktacji, faktem jest, że obiecał sam sobie, że do takiej dyskusji doprowadzi. Hitler zgodził się i zaprosił do siebie Chamberlaina, po czym grzecznie wysłuchał wszystkich jego postulatów. Obaj zgodzić się mieli wówczas, że ważne jest, by zaprowadzić w Europie pokój, a Hitler łaskawie podpisał memorandum spisane przez premiera Wielkiej Brytanii, które miało być wynikiem ich dobrej woli i podstawą do utrzymania pokojowych stosunków pomiędzy oboma krajami.

30 września 1938 r., Londyn. Neville Chamberlain pokazuje memorandum podpisane przez Hitlera

Chamberlain był z owego układu bardzo dumny, co okazał po powrocie do Wielkiej Brytanii, pokazując całemu światu memorandum podpisane przez niemieckiego dyktatora. Powiedział nawet wówczas, że „przywiózł ze sobą pokój dla naszego pokolenia”, wywołując wielką radość wśród swoich rodaków, którzy wreszcie mogli odetchnąć z ulgą. Jakże wielki zawód musiał poczuć, gdy okazało się, że zarówno rozmowa z Chamberlainem, jak i w ogóle cały układ monachijski nie miały dla Hitlera większego znaczenia, a sam Führer miał powiedzieć: „Podpisałem tak wiele książek i zdjęć, że pomyślałem, iż dam mu swój podpis jako prezent”. Cały wysiłek poszedł na marne, a 1 września 1939 r. Trzecia Rzesza nie pozostawiła nikomu złudzeń, najeżdżając na Polskę i rozpoczynając tym samym, jak się okazało 3 dni później, kolejną wojnę światową.

Pokój, o jakim marzył premier Wielkiej Brytanii, wspólnie zresztą z innymi głowami państw, był jedynie ułudą, wielkim blefem Hitlera. Z taką łatwością poradził sobie ze wszystkimi, których chciał omamić, że dla wielu stali się oni zwykłymi marionetkami w rękach znacznie bardziej sprytnego niemieckiego dyktatora. Uwierzyli w to, co im obiecał, gdyż chciał ich zwieść, i zrobił to z prawdziwą gracją. Podczas gdy Chamberlain powracał dumny ze swojego dokonania do rodzinnego kraju, jego konkurent i przyszły następca Winston Churchill miał wypowiedzieć wręcz prorocze słowa: „Mieli do wyboru hańbę, albo wojnę. Wybrali hańbę, a wojnę dostaną i tak”.

Bibliografia:

  1. Kozeński J., Czechosłowacka jesień 1938, Poznań, 1989.
  2. Majewski P., Niemcy Sudeccy 1848-1948: Historia pewnego nacjonalizmu. Warszawa, 2007.
  3. Olson L., Buntownicy, Warszawa, 2008.
  4. Self R., Neville Chamberlain: A Biography, Ashgate, 2006
  5. https://historia.org.pl/2009/09/07/hanba-monachijska-1938/ [dostęp z dnia 04.04.2018 r.]
  6. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/269455,1,monachijska-pulapka.read [dostęp z dnia 3.04.2018 r.]

Waszej uwadze polecamy niesamowicie interesujący thriller, który opisuje spotkanie na szczycie, jakim były negocjacje w sprawie układu monachijskiego. Monachium autorstwa Roberta Harrisa to wciągająca powieść, od której ciężko będzie się oderwać.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros.

Redakcja i korekta: Grzegorz Antoszek

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. Piast napisał(a):

    Alianci pozniejsi szli jak baranki na rzez

  2. Anonim napisał(a):

    Europa dzis na terroryzm patrzy jak w latach 30tych na nazizm

Zostaw własny komentarz