Władysław Zamoyski (1853-1924) - przedsiębiorca, finansista, asceta, ojciec polskich Tatr


Jego ojciec, też Władysław, przekazał synowi jedno z najznamienitszych nazwisk w historii Polski oraz gen żołnierskiej ascezy. Władysław Zamoyski senior był bohaterem powstania listopadowego, uczestnikiem powstania na Węgrzech 1848, oficerem wojsk belgijskich, tureckich i brytyjskich. Również niestrudzonym działaczem niepodległościowym na emigracji.

Władysław Zamoyski (1853-1924)

Gdy urodził mu się syn, Zygmunt Krasiński (autor Nie-boskiej komedii) napisał w liście: „Błogosławieństwo zjawiło się w domu twoim – masz syna! Niech bohaterstwem, poświęceniem, wytrwałością dorówna kiedyś ojcu!”.

Władysław junior spełnił ten testament, a nawet go przekroczył, bo do ojcowskiego hartu ducha dołączył zmysł przedsiębiorcy i polityka. Młody Zamoyski w 1871 r. przystąpił do egzaminów maturalnych w paryskim Lycée Impérial Charlemagne, następnie w latach 1874, 1876, 1877 i 1878 czterokrotnie usiłował dostać się na paryską Politechnikę, jednakże bez powodzenia. W wojsku francuskim doszedł do stopnia podporucznika. Był członkiem francuskiej komisji rządowej na wystawę powszechną w Sydney i w tej roli odbył podróż po Australii i Oceanii, skąd przywiózł bogate zbiory etnograficzne i mineralogiczne, które trafiły do dóbr kórnickich leżących w Wielkopolsce. Kórnik – charakterystyczny zamek i znaczny majątek o powierzchni ok. 10 tys. ha – dostał Władysław w spadku od Tytusa Działyńskiego, innego wybitnego przedstawiciela polskiego ziemiaństwa. Zbiory z podróży do Tasmanii do dziś można podziwiać na wystawie w kórnickim zamku.

Oszczędnie gospodarował nowo nabytymi dobrami. Zaprzestał finansowania powołanego przez T. Działyńskiego Towarzystwa Nauk Ścisłych w Paryżu, które co roku pochłaniało ogromne sumy. W licznej korespondencji wyjaśniał, że za cel nadrzędny uważa ratowanie własności polskiej w Wielkim Księstwie Poznańskim. Polskie majątki znajdowały się wówczas pod coraz większą presją ze strony bismarckowskiej administracji. Skupił się także na słynnej już wówczas Bibliotece Kórnickiej.

Ascetyczny magnat

Niewątpliwy patriotyzm, religijność, społecznikostwo i dumę rodową łączył z dość ekscentrycznym stylem bycia: „Był wysokiego wzrostu, trzymał się prosto, siwa broda dodawała mu dostojeństwa, ubierał się bez przesady skromnie – można by powiedzieć, ubogo, nosił bardzo wyświechtane ciemne ubranie, zdaje się jedyne jakie posiadał […] nie był zarozumiały z racji swego pochodzenia, był raczej super demokratyczny […]. Miał różne dziwactwa, jadał tylko z głębokiego talerza i tylko obiady i kolacje. Jadąc w podróż zabierał w torbę kaszę i w butelce herbatę, aby zaoszczędzić na wydatkach. Jeździł wyłącznie III klasą”.

Władysław sypiał na twardym biurku z książkami pod głową. Podobno wywiązywał się w ten sposób ze ślubowania, że dopóki Polska nie odzyska wolności, on w ten sposób będzie kładł się do snu. Ciężko pracował od rana do nocy, odmawiając sobie wszelkich przyjemności: nie pił, nie palił, a nawet nie polował, do końca życia nie związał się z żadną kobietą. Jadał niewiele i tylko jarskie potrawy. Zatroskana rodzina próbowała „przemycić” mu do jedzenia mięso, ten jednak był spostrzegawczy i zabraniał tak czynić.

Oryginalny styl bycia nie przeszkodził Władysławowi Zamoyskiemu w osiągnięciu sukcesu finansowego: powiększył majątek o 3200 ha oraz aktywnie wspomagał życie społeczne i kulturalne. Nie sposób wymienić jego wszystkich inicjatyw: księgarnia w Poznaniu, wiceprezesura Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Towarzystwo Czytelni Ludowych, Towarzystwo Szerzenia Wstrzemięźliwości, Polska Akademia Umiejętności. Założył wraz z matką szkołę gospodarstwa domowego dla dziewcząt, gdzie nauczycielki sprowadzono z Francji oraz USA.

Niestety w 1885 r. na rodzinę spadły represje: tzw. ustawy bismarckowskie nakazywały obywatelom obcych państw (Zamoyscy mieli paszporty francuskie) opuszczenie Wielkopolski. Władysław wyjechał z Kórnika i ostatecznie osiadł w Galicji, w Kuźnicy koło Zakopanego. Rozpoczął się chyba najbardziej niezwykły okres w życiu Władysława.

Morskie Oko z Przełęczy pod Chłopkiem

Pan na Morskim Oku

W 1888 r. wystawiono na licytację prywatne wówczas dobra zakopiańskie. Władysław stanął do przetargu podejrzewając, że za faworytem licytacji – żydowskim kupcem Goldfingerem – skrywa się pruski magnat, właściciel sąsiedniej Jaworzyny, książę Christian Hohenlohe. Sam przebieg aukcji przeszedł do legendy. Zamoyski nakazał swemu pełnomocnikowi, adwokatowi J. Retingerowi (ojcu sławnego Józefa Hieronima, późniejszego współtwórcy Wspólnoty Europejskiej) licytowanie zawsze o jednego centa w górę i kupno Zakopanego za wszelką cenę. Po dramatycznej licytacji, w której odpadali kolejni oferenci, zostali na placu boju jedynie Goldfinger i Retinger. Ostatecznie ten drugi wygrał, płacąc za dobra zakopiańskie 460 002 zł oraz 3 centy. Henryk Sienkiewicz pisał: „sprawa nie mogła wziąć szczęśliwszego obrotu”.

Nie był to koniec konfliktu z księciem Hohenlohe: Władysław Zamoyski stoczył prawny bój z niemieckim arystokratą o granice Zakopanego i sporny teren wokół Morskiego Oka. Przedstawicielem Polaka był wybitny historyk Lwowski, prof. Oswald Balzer, którego mowa przed międzynarodowym trybunałem w Grazu, ilustrowana bogatym materiałem geograficznym, historycznym i prawnym trwała 4 dni (!). Wyrok sądu przyznawał Tatry Zachodnie, Morskie Oko i Zakopane Zamoyskiemu. Można założyć, że to dzięki jego determinacji i sile woli należą one dziś do Polski.

Zamoyski nadal gospodarował, zarówno w wielkopolskim Kórniku, jak i w Zakopanem, gdzie pod koniec życia uruchomił pierwszą elektrownię. Udzielał się w niezliczonej liczbie organizacji naukowych i charytatywnych. Słynął jako niezwykle sprawny reformator gospodarczy. Będąc samemu człowiekiem dość ekscentrycznym, umiał doskonale dobierać sprawnych i wszechstronnych współpracowników. Organizując gospodarkę zawsze kierował się interesem pracowników, co niekiedy odbijało się na rentowności przedsięwzięć.

Dożył niepodległości, lecz czy zaczął spać w łóżku – nie wiadomo. Umierając, cały swój potężny majątek – w tym Kórnik i Podhale – przekazał na fundację pod zarządem Skarbu Państwa, czyli de facto znacjonalizował. Stefan Żeromski pisał, że stworzony przez Władysława i jego współpracowników akt fundacji powinien być czytany w szkołach na równi z dziełami wieszczów.

„Majątku, jaki mi Bóg w ręce oddał, nigdy nie uważałem za własność moją, lecz za własność Polski w czasowym moim posiadaniu. […] Na potrzeby moje osobiste nigdym z Kórnika centa nie wziął„ – pisał w liście do Zofii Broel Platerowej pod koniec życia. Odszedł otoczony powszechnym podziwem. Krakowski „Czas„ napisał o nim w nekrologu: ”jedna z najpiękniejszych postaci współczesnej Polski”. Postać i dzieło Władysława Zamoyskiego może kiedyś doczekają się ekranizacji.

 Redakcja i korekta: Adrianna Szczepaniak

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

4 komentarze

  1. Anonim napisał(a):

    Mało kto wie ze dzieki niemu mamy Morskie Oko jeden z symboli kraju

  2. Bilbo napisał(a):

    Co to znaczy „dzięki niemu mamy Morskie Oko”? Sam je wykopał i zalał wodą?
    Wyrażajcie się ludzie dokładnie, a nie skrótami myślowymi.

    • Anonim napisał(a):

      Mamy, gdyby nie on mieliby go Słowacy. Proste.

      • Komar napisał(a):

        Władysław Zamoyski był niewątpliwie szlachetnym dobroczyńcą i dzięki niemu Tatry stały się własnością państwa polskiego (chociaż nie do końca, bo na terenie obecnego Tatrzańskiego Parku Narodowego nadal są prywatne enklawy), ale jeśli chodzi o Morskie Oko, to przyznanie Doliny Rybiego Potoku stronie polskiej nie nastąpiło w drodze licytacji: „kto da więcej”, tylko poprzez wyrok sądu, o którym zdecydowała solidna argumentacja prawna i historyczna, przygotowana i przedstawiona przez prof. Oswalda Balzera. To właśnie umiejętnościom prof. Balzera zawdzięczamy to, że idąc znad Morskiego Oka na Rysy (jeśli ktoś potrafi przejść tamtą drogą), nie musimy przekraczać granicy państwowej.

Zostaw własny komentarz