Drugowojenna bitwa o Rotterdam. Czyli odwołane bombardowanie, które zniszczyło miasto


Zbombardowanie centrum holenderskiego Rotterdamu było aktem barbarzyńskim. W ten sposób Niemcy chcieli wpłynąć na Holendrów, by ci złożyli broń. Efekt psychologiczny okazał się skuteczny. Do dziś kontrowersje budzi to, czy niemieccy piloci nie dostrzegli znaku przerwania akcji, czy też takiego znaku w ogóle nie było.

Kampania holenderska

Holandia po wybuchu II wojny światowej ogłosiła neutralność. To jednak nie przeszkodziło niemieckim planom zbrojnego zajęcia tego państwa. Holandia została uznana przez Niemców za strategiczny obszar, którego opanowanie jest konieczne przed szykowaną kampanią francuską. Niemcy zdawali sobie sprawę, że granica belgijsko-francuska jest słabo ufortyfikowana w porównaniu z granicą niemiecko-francuską, na której Francuzi wznieśli linię Maginota. Był to silnie ufortyfikowany 450 km odcinek graniczny, Francuzi twierdzi, że jest nie do zdobycia. Toteż Niemcy postanowili go obejść, uderzając na Francję od strony Holandii i Belgii.

Niemieckie oddziały lądują w Holandii 10 maja 1940 r.

Ponadto Niemcy obawiali się, że Holandia może posłużyć do zaatakowania ich przez wojska brytyjskie. To mogłoby zamknąć Wehrmacht w niebezpiecznych kleszczach. Ale nie tylko Wehrmacht, bo z Holandii wiedzie prosta droga do przemysłowego serca Niemiec: Zagłębia Ruhry. Na zaistnienie takiego zagrożenia Hitler nie mógł sobie pozwolić.

Holenderski rząd zdawał sobie sprawę z grożącego niebezpieczeństwa, gdyż został przed nim ostrzeżony. Stąd holenderska armia była postawiona w stan mobilizacji. Była ona jednak szczupła i skoncentrowana raczej na wypełnianiu misji w koloniach, niż na strzeżeniu metropolii, której szanse obrony w przypadku ataku potężnego sąsiada były i tak niewielkie, o ile jakiekolwiek.

Niemiecki atak na Holandię

Atak na Holandię rozpoczął się 10 maja 1940 r. Niemcy byli pewni szybkiego zwycięstwa. Liczyli, że opanują Holandię nawet w jeden dzień. Mieli ku temu silne argumenty. Przede wszystkim w postaci siły militarnej, którą stanowiły wojska wyposażone w nowoczesny sprzęt. Niemieckie lotnictwo panowało nad holenderskim niebem. Holenderska przestrzeń powietrzna była w zasadzie nie do obrony, penetrowana na całej głębokości, bez bezpiecznych baz, ulokowanych na tyle daleko, by uniknąć ataku z zaskoczenia. Holendrzy mimo wszystko początkowo stawili pewien opór najeźdźcom. Zwłaszcza w Hadze, gdzie skutecznie przystąpili do kontrataku.

Jeszcze 10 maja Niemcy zrzucili spadochroniarzy na dzielnicę Rotterdam-Zuid, zajęli także Noordereiland. Nie opanowali całego miasta i, co najważniejsze, strategicznych mostów, gdyż spotkali się ze skutecznym oporem Holendrów. Hitler był zaniepokojony, że 13 maja jego wojskom nadal nie udało się zająć Rotterdamu. Wszak zakładano, że Holandia padnie już pierwszego dnia. Dlatego zdecydowano się na przerzucenie z frontu belgijskiego elitarnej jednostki Luftwaffe  Kampfgeschwader 54. Do dowódcy wojsk holenderskich podczas bitwy o Rotterdam Pietera Scharroo wysłano ultimatum.

Zbombardowanie Rotterdamu

Bombowce Heinkel He 111

Niemiecki generał Hans Schmidt zagroził Holendrom, iż jeśli ci nie skapitulują, to wówczas na ich miasto zostaną wysłane bombowce. W obliczu groźby nalotów dywanowych Holendrzy zgodzili się na rokowania, które jednak były przeciągane. W tym czasie bombowce Heinkel He 111 były już w drodze na Rotterdam. Dalsze wypadki wywołują spore kontrowersje.

Pewne jest tylko to, że część bombowców zrzuciła ładunek na miasto powodując olbrzymie straty. Jak twierdzili Niemcy, atak został odwołany przez odpalenie czerwonych flar, ale piloci ich nie dostrzegli ze względu na ograniczoną widoczność. Budzi to jednak wątpliwości budzi, gdyż był to sposób, w jaki niemieckie siły lądowe powiadamiały swoich pilotów o zajmowanych pozycjach, by nie zostać przez nie omyłkowo zbombardowanymi. Możliwe więc, że piloci Luftwaffe zauważywszy flary zrzucili ładunki dalej od własnych sił, czyli wprost na miasto.

Bardzo prawdopodobnym jest, że kwestia tych niewidocznych dla wszystkich flar to tylko propagandowa zagrywka Niemców. Nie da się jednak do końca określić, czy w rzeczywistości nie stało się to przyczyną zrzutu bomb na Rotterdam. Być może atak nie miał być odwołany, by to holenderskie miasto stało się ziejącą z ruin przestrogą przed stawianiem oporu. Przypomina to skądinąd sytuację, w której znalazł się Londyn zaledwie kilka miesięcy później – do dziś nie ma pewności, czy pierwsze bomby spadły na dzielnice mieszkalne miasta przez pomyłkę, czy była to decyzja Hitlera.

Widok na Rotterdam po niemieckim bombardowaniu w dniu 14 maja 1940 r. Na zdjęciu zniszczony dworzec kolejowy, wiadukt i ratusz.

Niemiecki nalot bombowy doszczętnie zniszczył centrum Rotterdamu. Runęły kamienice, a miasto zaczął trawić pożar. Śmierć poniosło ok. 1 000 mieszkańców. Na obszarze ok 2,5 km2 widok miasta przypominał ten znany z Hiroshimy, gdzie Amerykanie zrzucili bombę atomową. Efekt w obu przypadkach był ten sam. Zarówno Holendrzy, jak i Japończycy poddali się. Zrzucenie bomb na średniowieczne centrum Rotterdamu nie miało żadnego militarnego znaczenia, było bezsensownym pokazem siły Luftwaffe. Było także aktem barbarzyństwa.

Warto także wspomnieć o jednej jeszcze miejscowości, która została dosłownie zrównana z ziemią przez Luftwaffe. Zaledwie rok wcześniej, w Polsce, dla celów badawczych celem nalotu dywanowego został Frampol, małe miasteczko niedaleko Biłgoraja. Dzięki największemu rynkowi w Europie i regularnemu układowi ulic i kwartałów dało się tam przebadać skuteczność operacji bombowych. Potwierdzono skuteczność przyjętych założeń i zastosowano je w dalszych etapach wojny.

Centrum Rotterdamu po niemieckim bombardowaniu.

Niemieckie lotnictwo tak nad Frampolem jak i nad Rotterdamem nie spotkało się z prawie żadnym oporem. Holenderskie Siły Powietrzne nie istniały, rozniesione na strzępy przez lepszą technicznie i liczniejszą Luftwaffe, a obrona przeciwlotnicza była bardzo słaba. Gdy Niemcy zagrozili bombardowaniami kolejnych miast, rząd holenderski skapitulował.

Płonący Rotterdam, maj 1940 r.

Wielka Brytania postanowiła, że także odpowie nalotem odwetowym na niemieckie terytorium. RAF dokonał go 15 maja 1940 r. Wilf Burnett, jeden z pilotów biorących w nich udział nalocie na Dortmund, cel tamtej nocy, wspominał, iż w drodze powrotnej leciał nad Rotterdamem. Dzień po bombardowaniu miasto nadal płonęło, a na wysokości 6 000 stóp1 lotnik wyczuwał zapach dymu.

Niemieccy żołnierze w Van der Takstraat na Noordereiland w Rotterdamie przygotowują się do przekroczenia mostu Willemsbrug. Maj 1940 r.

Jak na zniszczenie niemal całego historycznego centrum miasta, gęsto zabudowanego i zaludnionego, śmierć 1 000 osób nie wydaje się być znaczną liczbą. Wszystko to dzięki częściowej ewakuacji mieszkańców poza ścisłe centrum miasta. Zdjęcia, pokazujące dosłownie morze gruzów, skłaniają wszak do myśli, że liczba ta mogłaby być co najmniej dziesięciokrotnie wyższa. Szczęściem – nie była.

Bombardowanie Rotterdamu miało także jeszcze jeden doniosły skutek, poza kapitulacją Holandii i otwarciem drogi na Paryż. To wydarzenie zmieniło optykę dowódców brytyjskiego Bomber Command, dowództwa sił bombowych RAF. Od tej pory nocne bombardowania miast, siłą rzeczy niedokładne i rażące głównie ludność cywilną, a z założenia terrorystyczne, stały się jednym z zajęć angielskich bombowców. Niczym nieusprawiedliwiona śmierć holenderskich cywilów pod niemieckimi bombami poprzedziła śmierć niemieckich cywilów w Hamburgu, Kolonii, Zagłębiu Ruhry, Berlinie czy Dreźnie. Tym samym Niemcy gniew wojny ściągnęli także na swoich obywateli.

  1. Ok. 1,8 km. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

6 komentarzy

  1. Anonim napisał(a):

    Szkoda, że Holandia nie poszła w obronę przeciwlotniczą, wtedy Niemcy by się zagotowali

  2. BV napisał(a):

    Nie mogę się doczekać tej mapy w Battlefield V, dzięki za background historyczny

  3. Herman777 napisał(a):

    Obrona przeciwlotnicza nic by nie zmienila tylko pogorszyla by sytuacje. A niemcy i tak dopieli by swego tylko wiecej ofiar by bylo.

    • Kilom napisał(a):

      Zgadzam się, że Niemcy i tak zdobyliby Holandię, ale skuteczna obrona przeciwlotnicza być może zapobiegłaby takim stratom w mieście. Niemcy podobnie jak w Polsce hasali sobie lotnictwem, gdyby zainwestować w dobrą obronę przeciwlotniczą, to Niemcy musiałyby pędzić czołgami i piechotą wikłając się w krwawe uliczne walki. A tak lotnictwo dawało im otwartą drogę

  4. johnny rico napisał(a):

    Zabawne komentarze. Warszawa dysponowała łącznie 96 działami przeciwlotniczymi i Niemców to nie powstrzymało. A ich straty nie były bynajmniej wysokie.

Zostaw własny komentarz