Poznański Czerwiec 1956. Pierwszy strajk w PRL, który przerodził się w powstanie poznańskie


Poznański Czerwiec 1956 był pierwszym w PRL strajkiem generalnym i uliczną demonstracją. Protest robotników został krwawo stłumiony przez wojsko i milicję, co miało pokazać siłę władzy ludowej. W okresie PRL powstanie poznańskie było przemilczane lub lekceważone poprzez nazywanie go „wypadkami czerwcowymi”. 

Przyczyny Poznańskiego Czerwca

Manifestacja na ul. Czerwonej Armii (obecnie Święty Marcin)

W 1956 r. ujawnił się znaczący kryzys społeczny i gospodarczy spowodowany brakiem materialnej poprawy społeczeństwa. Propaganda PZPR i deklarowane w niej państwo dobrobytu rozjeżdżało się z rzeczywistą stopą życiową przeciętnego obywatela.

Pierwszy otwarty bunt wybuchł w Poznaniu. Powodem tego było zaniedbania województwa poznańskiego przez władze PRL. Te uznawały Wielkopolskę za bogaty region, który nie potrzebuje znacznej pomocy. Mimo, iż mieszkało w nim 9% ludności kraju to tylko 3% inwestycji planu sześcioletniego zostało wydatkowanych w województwie poznańskim. Dodatkowo władza podwyższyła ceny głosząc, że artykuły gorszej jakości zostały zastąpione lepszymi, co nie było prawdą.

Jednakże głównym powodem niezadowolenia robotniczego w Poznaniu była kwestia niezadowalających warunków pracy i płacy, a także spór o zawyżany latami podatek, którego władza nie chciała zwrócić robotnikom. W Poznaniu niezadowoleni byli przede wszystkim pracownicy Zakładów Przemysłu Metalowego H. Cegielski (w latach 1949-1956 Zakłady Metalowe im. Józefa Stalina w Poznaniu), którzy nie zgadzali się na zawyżone normy pracy, niskie płace i wysokie opodatkowanie. Było to jednocześnie największe przedsiębiorstwo w mieście, w którym pracowało kilka tysięcy robotników.

Pracownicy swoje postulaty przedstawiali władzom zakładu, które jednak pozostały bez echa. Wobec tego robotnicy poprzez wybranych kilkunastu delegatów przekazali swoje żądania do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego. Jednak i tym razem postulaty nie zostały spełnione. Dlatego pracownicy Cegielskiego przeprowadzili strajk, do którego przyłączyli się także robotnicy poznańskich Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego i Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego.

Władze tak naprawdę nie chciały dogadać się z robotnikami tylko przeciągnąć negocjacje do czasu, gdy w Poznaniu zakończą się XXV Międzynarodowe Targi Poznańskie. Wiedząc o tym pracownicy  poznańskich zakładów, 27 czerwca zdecydowali na przeprowadzenie następnego dnia strajku i manifestacji.

Poznański Czerwiec ’56

Pochód ludności podczas Poznańskiego Czerwca

Rankiem, ok. godz. 6.30, 28 czerwca 1956 r. z Cegielskiego wyszedł kilkunastotysięczny pochód robotników i skierował się do centrum Poznania. Do manifestacji spontanicznie zaczęły się dołączać pracownicy innych fabryk. Robotnicy nieśli transparenty z takimi hasłami jak: „Chleba i wolności”, „Żądamy chleba”, „Chcemy jeść”, oraz biało-czerwone sztandary. Hasła akcentowały płacowe motywacje strajkujących, rozczarowanych kolejnymi niedotrzymanymi obietnicami rządu.

Demonstranci, których liczbę szacuje się nawet na ok. 100 tys. ruszyli pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Po drodze opanowali także więzienie przy ul. Młyńskiej, gdzie uwolnili więźniów. Obok haseł społecznych zaczęły się także pojawiać hasła antyradzieckie, takie jak „Śmierć zdrajcom” i „Precz z ruską demokracją„, „Precz z komunistami„, ”Żądamy wolnych wyborów pod kontrolą ONZ”. Tłum zaczął się radykalizować, wielu z demonstrantów stanowiły nastoletnie i dwudziestoparoletnie osoby.

Ulica Kochanowskiego w Poznaniu; wynoszenie rannego spod ognia z gmachu Wojewódzkiego UBP

Następnie tłum ruszył w kierunku budynku Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Tam na tłum czekała blokada w postaci armatek wodnych. W odpowiedzi strajkujący zaczęli rzucać kamieniami i kostką brukową w gmach UBP. Demonstranci wtargnęli do rządowych gmachów i zaczęli wyrzucać akta. Z gmachu ZUS-u usunęli urządzenie zagłuszające audycje zachodnich radiostacji.

Wówczas do z budynku UBP w kierunku pochodu padły strzały, co zaostrzyło sytuację i wywołało gniew tłumu. Padli ranni i zabici. Część demonstrantów zdobyła broń w więzieniu przy ul. Młyńskiej i w odwecie zaczęła strzelać do funkcjonariuszy UBP. Jedną z ofiar strajku był zaledwie trzynastoletni Roman Strzałkowski. Stał się symbolem okrucieństwa władzy.

Do akcji wkroczyły oddziały wojska, ale nie miały zgody na strzelanie do ludzi. Toteż zostały rozbrojone, a nawet część żołnierzy zaczęła bratać się z robotnikami. Tym samym demonstranci byli coraz lepiej uzbrojeni, a manifestacja przerodziła się w bitwę uliczną. Stąd Poznański Czerwiec nazywany jest także często powstaniem poznańskim. Rozpoczęła się także grabieże sklepów i kiosków. Na Dworcu Głównym PKP tłum zlinczował kaprala UB Zygmunta Izdebnego.

Reakcja władzy

Czołgi na Placu Stalina (obecnie Adama Mickiewicza)

Początkowo władze centralne nie wiedziały jak zareagować. Zwołano obrady Biura Politycznego KC, na którym władza z rezerwą podchodziła do sytuacji w Poznaniu. Dopiero, gdy nadeszły wiadomości o strzałach podjęta została decyzja o wysłaniu wojska. W tym celu gen. Konstanty Rokossowski powołał sztab wojskowy mający zająć się sytuacją w Poznaniu. Do miasta skierowano oddziały ogromną ilość wojska. Siły rządowe stanowiło ok. 10 tys. żołnierzy i 300 czołgów i innych pojazdów pancernych. Armia miała przeciwko sobie demonstrantów, którym udało się zdobyć ok. 250 sztuk broni.

O godz. 14.00 na lotnisku wylądował samolot z premierem Józefem Cyrankiewiczem, Edwardem Gierkiem i gen. Stanisławem Popławskim, który dowodził całą wojskową akcją. By zmobilizować żołnierzy do działania powiedziano im, że za strajkiem stoją proniemieckie ruchy. Oczywiście było to nieprawdą, gdyż robotnikom chodziło wyłącznie o poprawienie swojego bytu.

Wojsko szybko opanowało kluczowe pozycje w Poznaniu i po trwającej całą noc strzelaninie spacyfikowało robotników. Zginęło w zależności od ustaleń od 67 do 75 strajkujących, a ok. 450-800 odniosło rany. Pierwszy dzień walk ze względu na liczbę ofiar przeszedł do historii jako „czarny czwartek”.

Dzień po powstaniu

Premier Józef Cyrankiewicz

O 21.00 wprowadzono w Poznaniu godzinę milicyjną, która obowiązywała do 4.00 rano następnego dnia. Jednak przez całą noc trwały walki, a wyłapanych poznaniaków przewożono do Ławicy, gdzie mieścił się punkt filtracyjny, do którego przez kilka dni zwieziono ponad 700 osób.

W dniu 29 czerwca wyemitowano radiowe przemówienie premiera Cyrankiewicza, który za zdarzenia z Poznania winą obarczył „agentów imperializm” i demonstracyjnie powiedział, że:

„każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”.

Przez cały dzień trwały aresztowania. Dopiero 30 czerwca została w pełni przywrócona komunikacja zbiorowa. Nadal strajkowało kilka zakładów, ale nie było już żadnych zamieszek. Wieczorem władza zaczęła wycofywać jednostki wojskowe z miasta.

Skutki Poznańskiego Czerwca

Proces uczestników Poznańskiego Czerwca

Władza po zademonstrowaniu swojej militarnej siły zaczęła śledztwo wymierzone w inspiratorów strajku. Przed Sądem Wojewódzkim w Poznaniu trwały procesy, w których zarzucano robotnikom chuligańskie wybryki i zamach na ustrój państwa. Wielu z nich zostało skazanych na kary wieloletniego więzienia. Zatrzymani byli brutalnie traktowani przez milicję. Na dzień 5 lipca szacuje się, że aresztowanych w związku ze zdarzeniami z 28 czerwca było ponad 300 osób. Wielu oskarżonych reprezentował adwokat Stanisław Hejmowski, który za swoją niezłomną postawę był represjonowany przez władzę.

Mimo, że władza cenzurowała Poznański Czerwiec lub nazywała go lekceważąco „wypadkami poznańskimi”, to społeczeństwo było oburzone brutalnością władzy. Dla wielu robotników był to szok bowiem według państwowej propagandy to oni byli „klasą rządzącą”. Z kolei dla władzy był to poważny sygnał, że w społeczeństwie rośnie niezadowolenie, które może w przyszłości skończyć się ogólnopolskim powstaniem przeciw PZPR. Toteż Czerwiec ’56 był katalizatorem dla zmian na szczytach władzy oraz zmian ustrojowych w PRL. Przyczynił się do aktywizacji społeczeństwa, które dotąd biernie przyglądało się zawłaszczeniu państwa przez komunistyczna aparat.

Dodatkowo wydarzenia spotkały się z reakcją opinii międzynarodowej, gdyż świadkami bitwy było wielu zagranicznych gości Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Odwilż październikowa

Władysław Gomułka

Poznański Czerwiec przyczynił się także do reformy polityki społecznej i gospodarczej PRL. Zbiegł się bowiem z przewartościowaniami w samej partii, której wpływowi członkowie dążyli do poluzowania i zliberalizowania polityki. Ten etap w PRL nazywany jest „polskim październikiem”, „odwilżą październikową” lub „odwilżą gomułkowską”.

Czytaj takżePolski październik 1956, czyli odwilż gomułkowska oraz jej przyczyny i skutki

Aresztowany Gomułka, któremu kilka lat wcześniej odebrano legitymację partyjną i groził mu pokazowy proces podczas trwającego w dniach 19-21 października 1956 r. VII Plenum KC PZPR został wybrany na pierwszego sekretarza. Wygłosił także referat, w którym łagodził stanowisko partii wobec Poznańskiego Czerwca:

„Robotnicy Poznania, chwytając za oręż strajku i wychodząc manifestacyjnie na ulicę w czarny czwartek czerwcowy, zawołali wielkim głosem: Dosyć! Tak dalej nie można! Zawrócić z fałszywej drogi! (...) Robotnicy Poznania nie protestowali przeciwko Polsce Ludowej, przeciwko socjalizmowi, kiedy wyszli na ulice miasta. Protestowali oni przeciwko złu, jakie szeroko rozkrzewiło się w naszym ustroju społecznym i które ich również boleśnie dotknęło, przeciwko wypaczeniom podstawowych zasad socjalizmu, który jest ich ideą”.

Gdy rok po wydarzeniach odwiedził Poznań powiedział:

„Zdarzają się nawet w rodzinach tragiczne wypadki. I chociaż rodzina dotknięta takim nieszczęściem nigdy o nim zapomnieć nie może, to zawsze stara się jak najgłębiej zapuścić nad swoją tragedią żałobna kurtynę milczenia”.

Bibliografia:

  1. A. Kaczmarek, Historia Polski 1914-1989, Warszawa 2014.
  2. W. Roszkowski, Historia Polski 1914-2015, Warszawa 2017.
  3. A. L. Sowa, Historia polityczna Polski 1944-1991, Kraków 2011.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. Ninka pisze:

    Strajki były odpowiedzią na działania rządu, odpowiedzią narodu, pewnym wezwaniem i reakcją na podejmowane decyzje na szczeblach władzy. I słusznie. https://cyfrowa.tvp.pl/video/historia-wspolczesna,umowa,58343617

  2. Kazimierz pisze:

    Szanowny Redaktorze na tym zdjęciu z tym transparentem „Żądamy chleba” to jestem ja Kazimierz Kasprowski z moją prawą ręką pod literami „BA” i również na tym zdjęciu z polskim transparentem gdy potem maszerowałem ulicą Kościuszki a ten w/w transparent dali mi koledzy z ZiSPO na terenie Targów Poznańskich a potem krzyknął do mnie kolega: „Kaziku zostaw tą flagę i chodź ...”, więc oddałem ją obok idącym na końcu tej w/w ulicy i pobiegliśmy ulicą Dąbrowskiego w stronę gmachu UBP i nagle tuż przed gmachem Ubezpieczalni usłyszeliśmy huk strzałów i to z ręki kogoś trzymającego spluwę w oknie strychu kamienicy stojącej na przeciwko tej Ubezpieczalni który strzelał do chłopaków zrzucających z dachu tej ubezpieczalni anteny zagłuszające np. Radio Londyn itp., więc wbiegliśmy do wejścia tej kamienicy z drewnianymi schodami i złapaliśmy tego bandziora ubranego w w taki popielaty długi płaszcz typy REGLAN już uciekającego na schodach bo nie miał już naboi, wyprowadziliśmy go na ulicę i oddaliśmy go w ręce tłumu tam stojącego a my pobiegliśmy do UBP i po przeskoku przez krzaki biegliśmy przez ten tam za UBP barak w którym spali ci UB-ecy z których dwóch przed nami uciekało tylko w majtkach do tego ich gmachu UBP i wbiegliśmy do tego tam obok budynku przedszkola i potem z okna pierwszego piętra tego budynku strzelałem z KBK który dostałem od mojego kolegi Mikołaja Pac-Pomarnackiego, który dwa lata wcześniej zdał przede mną maturę w Prywatnym Liceum Tow. Salezjańskiego w Ostrzeszowie a potem nagle usłyszeliśmy kogoś okrzyk: „uciekajmy, bo wojsko z czołgami do nas jedzie ..itp.” więc ja i niektórzy moi koledzy żeśmy potem uciekali ul. Dąbrowskiego i padaliśmy często na chodnik, lub wbiegaliśmy ze strachu do kolejnych klatek kamienic bo nisko nad nami latały samoloty zrzucające gaz łzawiący i nawet do nas nie wiem skąd strzelano i to dlatego nie zostałem aresztowany i maltretowany przez UBP jak np. Ten mój w/w kolega lub ten EDI POLO Kulas sprzedawca na lewo biletów do kina Apollo a znałem go bo w tej kawiarence na rogu wejścia do Pasażu Apollo w tym tam WC pokazywał nam goły tyłek z na nim wytatuowana myszą goniona do jego odbytu przez kogoś łopatą i inne tatuaże i nawet ma w Poznaniu swoją ulicę zamiast Mikołaj, bo to Mikołaj z innymi zdobywał broń w gmachach MO itp. - Dodam że potem w październiku jako student Ak. Medycznej W Poznaniu byłem jednym z organizatorów tej „Manifestacji wszystkich studentów poznańskich uczelni- dla poparcia rewolucji węgierskiej” zgromadzonych w naszym gmachu AM przy ul. Fredry 1O i podczas mojego przemówienia do studentów gdy staliśmy na dole zauważyłem tego drania I Sekretarza ZMP Ak. Med. Poznań, który nas trzech absolwentów tego w/w Liceum wezwał, opluwał od absolwentów „klerykałów” itp. w r. 1954 przed zdawaniem egzaminu i potem sprawił że pomimo zdania egzaminu z powodu tzw. „braku punktów i pochodzenia” nie zostaliśmy w r. 1954 do tej AM przyjęci, ale potem w r. 1956 udało mi się przenieść z Fakultetu Wojskowego wówczas (z nazwą) przy Akad. Medycznej w Łodzi do Poznania i podczas tego mojego przemówienia wskazałem ręką tego w/w komucha stojącego na II pietrze tych wewnętrznych w tym gmachu balkonów a obok niego stojący studenci chwycili tego drania za nogi i z łbem już przerzuconym przez poręcze chcieli go na dół zrzucić, ale ich okrzykiem i gestem ręki od tego powstrzymałem. Dodam, że pod koniec roku studiowania, czyli w r. 1957 gdy wróciłem po zdaniu anatomii z Gmachu tego Collegium Anatomicum do akademika na ul. Mielżyńskigo, to przed wejściem do niego stało MO którzy mnie aresztowali i w piwnicy ich gmach MO skatowali pod pretekstem, że ukradłem jakimś z Szwecji Studentom odwiedzającym tą AM taki ręczny plastikowy uchwyt z w nim żyletką do golenia i krem po goleniu a po wypuszczeniu mnie zostałem na drugi dzień z tej AM wykopany, więc ze strachu zmobilizowania mnie to Karnej Kompanii Wojska Ludowego uciekłem wraz z moim kolegą poznaniakiem też z poznańskiej Politechniki wykopanym na Górny Śląsk i pracowaliśmy w Kopalni „POLSKA” a po roku pracy z wykopanymi studentami z Krakowa uczyliśmy się w Chorzowie Batory górnictwa. -- Przepraszam, bo dalej o moim przeżyciu już nie będę tu pisał, ale to co tu napisałem to tylko dlatego bo szlag mnie trafia ile mamy w różnych mediach na temat tego „poznańskiego powstania” kłamstw, jak np. robienie w tej np. gazecie GW anioła z tego kaprala Zygmunta Izdebnego wraz z jego byłą żoną że tacy mordercy UB-ecy jak on po służbie i przed służbą nie mieli przy sobie żadnej broni itp. a wg.mnie jestem na 1OO% pewny że ten drań który strzelał do tych chłopaków na tym dachu w/w Ubezpieczalni i którego żeśmy chwycili to on a to ze go potem obok Dworca PKP zabili to się potem z gazety dowiedziałem i ta głupia pisanina pod zdjęciem tych w/w transparentów że to: „PRAWDOPODOBNIE Kazimierz Kasprowski a nie Jan Kulas ...” i to pomimo tego że po dostarczeniu im moich z tego okresu zdjęć i innych dokumentów ta GW i inne media jak Gazeta Polska z dn. 16. czerwca 2O16 r + IPN Poznań przyznali mi rację że to ja jestem na tych zdjęciach a nie Jan Kulas a o tej MANIFESTACJI STUDENTÓW WSZYSTKICH POZNAŃSKICH UCZELNI również jest kompletna cisza.-----Serdecznie Sz. Pana Redaktora i wszystkich Was Pozdrawiam z Cieszyna w którym mieszkam, bo byłem przez JSW przeznaczony do budowy przepięknej kopalni ok. 1O km. od Cieszyna wybudowanej w r. 1986 z najlepszym na świecie węglem koksującym klasy R-35 i drugimi w świecie okazami węgla kulistego jak np. kapusta, ale z rozkazu drania Buzka zrównano tą przepiękną wybudowaną tuż przy rzece Olzie za miliardy złotych kopalnię materiałem wybuchowym z ziemią w r. 1999/2OOO i ok. 35OO pracowników pozbawiono pracy, więc to dlatego potem wielu moich górników i kolegów poszło pracować do tej czeskiej kopalni tuż za rzeką Olzą a potem wielu z nich tam w wypadku zginęło a ja teraz jako jeden z założycieli Solidarności w naszej w/w KWK, za inną moją działalność oraz te moje w czasach okupacji szkopsko-sowieckiej przeżycia jako 88 letni już człowiek mogę spokojnie umierać bo w dniu 15.O9.2O23 zostałem zaproszony do Westybulu Urzędu Wojewódzkiego Katowice i z nadania naszego Prezydenta RP odznaczono mnie „Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski” - Kazimierz Kasprowski

Zostaw własny komentarz