„Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje” – K. Kwiatkowska-Moskalewicz – recenzja


Wielka mądrość ludzi Azji mówi, że każda władza jest jak smok, którego nie sposób pokonać. Ktokolwiek zdecyduje się na zabicie potwora, sam wkrótce zajmie jego miejsce. Pierwsza książka Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz pokazuje w jak brutalny sposób prawdę tę można odnieść do współczesnej, szarpanej wojną Ukrainy.

Od ponad dziesięciu lat autorka podróżuje po Ukrainie, Białorusi i Rosji. Przygotowuje reportaże, wywiady i analizy prasowe, okazjonalnie tłumaczy teksty z języka białoruskiego i rosyjskiego. W 2011 r. otrzymała nagrodę Amnesty International „Pióro nadziei” za najlepszy tekst poświęcony prawom człowieka1. W 2015 r. została nominowana do nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego za tekst Iryna spod słupa, poświęcony linczowi w Donieckiej Republice Ludowej2. Przedruk tego tekstu, pt. Kobieta spod słupa, wszedł w skład recenzowanej książki.

Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje to zbiór trzynastu reportaży, których akcja w większości została osadzona pomiędzy tzw. Pomarańczową Rewolucją a Euromajdanem i początkiem wojny na wschodniej Ukrainie. Bohaterami opowieści są Ukraińcy wywodzący się z najróżniejszych warstw społecznych. To, co łączy ich wszystkich, to poczucie bezsilności i niezmienności losu.

Bohdan Chmielnicki, centralna postać pierwszej historii, w 2005 r. oskarżony został o kradzież sportowego samochodu w mieście, w którym nigdy nie był. Dowody sfałszowano, na milicji próbowano wymusić na nim przyznanie się do winy. Chmielnicki nie załamał się, uparcie powtarzał swoje prawdy – daremnie. W kolejnych aresztach przebywał w sumie cztery lata. W tym czasie studiował przepisy karne i na własną rękę walczył z systemem, szukając w nim luk mogących mu zapewnić ułaskawienie. Od chwili zwolnienia w 2009 r. prowadzi wraz ze swoim przyjacielem, poznanym w czasie pobytu w więzieniu, centrum porad prawnych dla osób poszkodowanych przez ukraińskie prawo.

Ałła mieszka w kamienicy w centrum Kijowa. Gdy pewnego dnia zgłosiła się do niej młoda para studentów, chcących wynająć poddasze, nie wahała się ani przez moment. Po kilku tygodniach okazało się, że jeden z domniemanych studentów to radny miejski – pomimo zaledwie dwudziestu kilku lat na karku zdążył już przewinąć się przez kilka firm, a jego krokiem od dawna podążały ukraińskie służby do spraw walki z przestępstwami gospodarczymi. Ałła szybko straciła nie tylko wynajmowane mieszkanie, ale również gwarancję bezpiecznego życia we własnym domu. Przyjaciele poradzili jej sprzedać nieruchomości w Kijowie i uciekać jak najdalej od stolicy. „Ale dokąd uciekać„ – pyta retorycznie Ałła – ”jeśli wszędzie jest Ukraina?” (s. 40).

Andrij, bohater reportażu Robin Hood, to młody, wykształcony mężczyzna, absolwent politechniki. Z zawodu politechnolog, czyli człowiek od wszystkiego, co ma związek z wyborami i kreowaniem wizerunku w postsowieckich demokracjach. Jak sam tłumaczy, ten specyficzny, zbitek słów oznacza: „speca od politycznego wizerunku, reżysera kampanii wyborczych, specjalistę od białego i czarnego PR-u, wielkiego manipulatora elektoratem” (s. 41). Nie chce zdradzać swojego prawdziwego imienia i nazwiska – to dla niego zbyt duże ryzyko. O kulisach funkcjonowania ukraińskiego systemu wyborczego woli opowiadać pod zmyślonym imieniem.

Żenia mieszka na Donbasie. Zawsze posłuszny rodzicom, nie sprzeciwił się, gdy ci w 2005 r. postanowili posłać go do milicji, „słusznie rozumując, że w Ługańsku z pracą problem, za to na bicie obywateli po nerkach zawsze będzie zapotrzebowanie, państwo swoich nie zostawi” (s. 50). W akademii wytrzymał tylko dwa lata, poszedł na uniwersytet studiować filozofię. Żeby nie wyjść na intelektualistę, po godzinach dorabiał, chwytając się najtrudniejszych i najcięższych prac. Tak trafił do ługańskiej kostnicy, gdzie przepracował aż do wojny, dorabiając na boku razem z dyrektorem na sprzedaży fragmentów kości i chrząstek zmarłych do klinik na Zachodzie.

W rozmowie z Andriejem, krymskim prorosyjskim separatystą z Symferopola, a także z innymi mieszkańcami półwyspu, autorka rozmawia o tym, jak napięcia na linii Ukraińcy–Rosjanie widzą właśnie ci ostatni (Bajki krymskie).Ciekawe i pouczające rozmowy, w większości przeprowadzone na kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt miesięcy przed wybuchem wojny na wschodzie Ukrainy, pokazują, że nie dla wszystkich wybuch konfliktu i interwencja armii rosyjskiej były takim zaskoczeniem jak na Zachodzie. Już w 2010 r. krążyły wieści o nadchodzącym kryzysie. Anna, w sezonie turystycznym utrzymująca się z wynajmowania zagranicznym i lokalnym gościom domku w Jałcie, była wtedy jeszcze wobec nich sceptyczna: „Plotki o zbliżającej się wojnie na Krymie powtarza konkurencja z Soczi. Mają brudne plaże i zbrojny Kaukaz u boku, więc się na nas mszczą. A u nas cisza i spokój […]” (s. 66). Następne lata miały pokazać, jak bardzo myliła się ta młoda mieszkanka półwyspu.

Wielka wojna odeska, Spalona oraz Preludium to reportaże o ludziach starających się samodzielnie dojść sprawiedliwości i wygrać z oligarchiczno-mafijnym systemem, z którym przyszło im się zmierzyć. Wołodymyr Nemyrowski razem z kilkoma partnerami w 2001 r. kupił zakład stalowy, miejsce pracy ponad 1100 mieszkańców Odessy i okolicy. Dziesięć lat później w Odessie zaczęły się kłopoty: do kolejnych przedsiębiorstw zaczęli wpadać uzbrojeni milicjanci, konfiskowali całą dokumentację i wszystkie komputery. Wystraszeni właściciele, którzy już wcześniej płacili łapówki wszystkim znaczącym osobom w administracji, nie byli w stanie nic zrobić. W końcu dostawali numer do człowieka, który przejmował połowę firmy, a wszystkie kłopoty natychmiast znikały. Postawił się dopiero Wołodymyr, popierany przez całą fabrykę. W Odessie wybuchła wojna: sam właściciel, poszukiwany przez specnaz, na prawie trzy miesiące musiał uciec do Izraela, skąd zdalnie zarządzał fabryką. Wielkimi krokami zbliżało się Euro 2012, władze chciały uniknąć skandalu, więc skapitulowały. Wołodymyr wygrał.

Przegrali za to rodzice wielu młodych dziewczyn będących ofiarami brutalnych gwałtów i morderstw dokonywanych przez sfrustrowanych mieszkańców Ukrainy, nierzadko czujących bezkarność samych milicjantów. Spalona, reportaż dotyczący procesu oprawców 18-letniej Oksany Makar, i Preludium, tekst poświęcony poszukiwaniu sprawców gwałtu i bestialskiego okaleczenia Iryny Kraszkowej, stanowią pretekst do rozważań autorki nad nagłym wzrostem brutalności w społeczeństwie ukraińskim i funkcjonowaniem tamtejszych mediów. Jedna z rozmówczyń, Ołena Kabaszna, ukraińska obrończyni praw człowieka, tak konkluduje jej dociekania: „Zbiorowa agresja, złość i frustracja kumulują się na Ukrainie od lat i raz po raz wybuchają okrutną zbrodnią. Bo w swoim kraju nic nie znaczymy, bo władze robią z nami, co chcą, bo prawo pięści jest jedyną zasadą. Aż strach pomyśleć czym się to wszystko skończy” (s. 108). Te słowa wypowiedziała zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem wojny na wschodzie kraju.

Julia z krainy Os, bohaterka kolejnego reportażu (napisanego w przededniu turnieju Euro 2012), to młoda prostytutka z Kijowa. „Ma dwadzieścia dziewięć lat, AIDS, żółtaczkę, erozję szyjki macicy, gronkowca złocistego, opryszczkę [...]„ (s. 79). Jej matka była pierwszą prostytutką w rodzinie, Julia odziedziczyła po niej profesję. Mieszkają we dwie,we wspólnym w mieszkanku w bloku, w którym, jeśli akurat nie pracują przy drodze, naprzemiennie przyjmują „klientów„. Kiedyś chciałaby wydać własną książkę, antyporadnik, jak nie należy postępować w życiu. Boi się, że będzie musiała pracować ”na trasie” aż do śmierci.

Cztery ostatnie teksty dotyczą kwestii do dziś odbijających się echem w polskim społeczeństwie. Poświęcone są wydarzeniom na Majdanie (przedstawionym z perspektywy zarówno protestujących, jak i sił rządowych), „niechcianym bohaterom„ spod Słowiańska (trzem młodym ukraińskim ochotnikom, schwytanym i bestialsko zamordowanym przez prorosyjskich separatystów) oraz Irynie, ”kobiecie spod słupa”, ofierze linczu z Doniecka, której zdjęcie swego czasu obiegło całą Europę.

Czytając reportaże Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz, widać, że sytuacją na Wschodzie zajmuje się od lat. Doskonale rozumie ludzi, z którymi rozmawia, z taką samą uwagą przysłuchuje się Ukraińcom z zachodu, jak i ze wschodu kraju. Na równi traktuje zarówno osoby popierające ukraińskie, „po-majdanowskie” władze w Kijowie, jak i te walczące po stronie prorosyjskich separatystów.

Autorce nie sposób zarzucić czegokolwiek także od strony technicznej: wszystkie historie opisane są barwnym językiem (jak na dobrą reportażystkę przystało), a całość czyta się bardzo szybko. Po lekturze pozostają dwa uczucia. Z jednej strony niedosyt, bo chciałoby się, aby książka była nieco dłuższa. Z drugiej – przygnębienie wywołane świadomością, że opisywane przez autorkę wydarzenia to nie political-fiction, a opisy tego, co rzeczywiście od lat dzieje się w kraju za naszą wschodnią granicą.

Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje to pozycja, którą mogę polecić każdemu, kto chociaż w minimalnym stopniu interesuje się współczesnymi losami kraju zza naszej wschodniej granicy. Jest to także książka o ogromnej mocy oddziaływania, silnie wpływająca na wyobraźnię czytelnika. Z jej kart wyłania się obraz Ukrainy jako kraju, w którym nie sposób mieszkać, bo na każdym kroku spotkać się można z brutalnością, a jego mieszkańcy (ci, którzy jeszcze tam pozostali) żyją w stanie wiecznej frustracji. W trakcie lektury pamiętać jednak należy, że reportaż jako taki często dotyka spraw skrajnych, a negatywny obraz naszego wschodniego sąsiada, jaki wynieść można z lektury Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz, w dużej mierze wynika właśnie z natężenia tych skrajności.

 

Plus minus:

Na plus:

+ barwny język

+ wielostronność zbieranych informacji

+ oryginalny i ciekawy temat

Na minus:

- brak

 

Tytuł: Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje

Autor: Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz

Wydawca: Czarne

Rok wydania: 2016

ISBN: 978-83-8049-271-4

Liczba stron: 205

Okładka: twarda

Cena: 39,90 zł

Ocena recenzenta: 10/10

 

Redakcja merytoryczna: Malwina Lange

Korekta językowa: Edyta Chrzanowska

  1. K. Kwiatkowska-Moskalewicz, Czarne.com.pl, https://czarne.com.pl/katalog/autorzy/katarzyna-kwiatkowska-moskalewicz (dostęp: 3 kwietnia 2017 r.). []
  2. Ogłoszono nominacje do nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego, „pap.pl„ z 24 listopada 2015 r., http://www.pap.pl/aktualnosci/news,435990,ogloszono-nominacje-do-nagrody-pap-im-ryszarda-kapuscinskiego.html (dostęp: 3 kwietnia 2017 r.). Tekst opublikowano w ”Gazecie Wyborczej”: K. Kwiatkowska-Moskalewicz, Iryna spod słupa, „Wyborcza.pl” z dnia 15 listopada 2014 r.,  http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,16963826,Iryna_spod_slupa.html (dostęp: 6 kwietnia 2017 r.). []

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz