Stosunki polsko-litewskie w okresie międzywojennym


Wielowiekowe bliskie związki Polski z Litwą przerwały zabory. I wojna światowa i korzystny splot okoliczności międzynarodowych umożliwił odzyskanie niepodległości przez oba narody, ale odnowienie unii okazało się nierealne. Co więcej stosunki między Polską a Litwą zdominował antagonizm.

Narody2RP

Tereny II Rzeczypospolitej z zaznaczonym rozmieszczeniem poszczególnych narodowości

W 1918 r. Polska i Litwa odzyskały niepodległość jednak obie strony zupełnie inaczej wyobrażały sobie wzajemne relacje w przyszłości. W Polsce dominowało przekonanie o potrzebie odnowienia bliskich związków i ścisłej współpracy, nawiązując tym do wspólnej historii. Myślenie takie wpisywało się w koncepcję federacyjną Piłsudskiego, która zakładała rozbicie rosyjskiego „więzienia narodów”, odepchnięcie Rosji na wschód i stworzenie w tej strefie niezależnych państw, połączonych ze sobą więzami federacji. Koncepcja ta miała głęboki sens geopolityczny. Nie spotkała się jednak z aprobatą  Litwinów, którzy obawiali się,  że  zbliżenie z Polską stanowić będzie zagrożenie dla ich tożsamości narodowej i prowadzić do nieuchronnej asymilacji żywiołu litewskiego. Obawom tym,  których początku należałoby szukać pod koniec XIX wieku, towarzyszyło nie tylko gorączkowe próby odzyskania,  częściowo już zatartej świadomości narodowej ale i rosnąca niechęć wobec Polaków, która z czasem przekształciła się w otwartą wrogość. Zwalczanie polskich wpływów miało stać się podstawą nowej litewskiej tożsamości. W tej sytuacji propozycje federacyjne Piłsudskiego zostały odrzucone. Nie był to jednak koniec rozbieżności, a zaledwie początek długotrwałego konfliktu.

Kością niezgody w stosunkach polsko-litewskich było Wilno. Litwini nie chcieli się wyrzec swej historycznej stolicy. Również po stronie polskiej nie dopuszczano myśli o rezygnacji z Wilna, biorąc pod uwagę, że większość mieszkańców miasta stanowili Polacy. Drugą pod względem liczebności grupą narodową byli Żydzi. Natomiast Litwinów  było zaledwie 2 % mieszkańców. W kwietniu 1919 r. wojsko polskie pod dowództwem gen. Rydza Śmigłego wyzwoliło Wilno z rąk bolszewików. Wkroczenie polskich żołnierzy spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem ludności. Rydz-Śmigły tak opisał euforię towarzyszącą przybyciu do miasta Piłsudskiego: „Naczelny Wódz przybył. Jedziemy konno od dworca, pod Ostrą Bramę do miasta. Tłumy śmiejące się, płaczące, rzucające kwiaty, dzieci wbiegające między konie, które denerwują się i ślizgają na nierównym bruku. Spojrzenia nabrzmiałe łzą i pieszczotą, gdyby mogli, rzucaliby serca pod kopyta końskie„. Piłsudski wydał odezwę do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego zapowiadając, że społeczeństwo tych ziem samo zadecyduje o swojej przyszłości. Jednocześnie powierzył tymczasowo sprawowanie władzy zarządowi cywilnemu. Odezwa spotkała się jednak z protestem Litwinów, którzy zdawali sobie sprawę, że nie uzyskają Wilna w oparciu o zasadę samostanowienia ludności.  Przedstawiciele władz litewskich zapowiedzieli jednocześnie, że dążenie do przyłączenia Wilna do Litwy stanowi dla nich „najważniejszy problem polityki międzynarodowej”.

640px-Marshal_Rydz-Smigly_LOC_hec_27123

Edward Śmigły-Rydz

Tak nieprzejednana i bezkompromisowa postawa spowodowała, że Polacy zdecydowali się na bezpośrednią ingerencję w wewnętrzne sprawy Litwy. W sierpniu 1919 r. POW na kowieńszczyźnie planowała obalić rząd litewski w drodze zamachu stanu i zastąpić go propolsko nastawionym gabinetem. Spisek został jednak wykryty i udaremniony. Dało to pretekst rządowi w Kownie do zastosowania represji wobec społeczności polskiej. Nastąpiła fala aresztowań, w tym również osób, które ze spiskiem nie miały nic wspólnego. Po stronie polskiej pojawiły się głosy nawołujące do ataku na Litwę. Piłsudski jednak odrzucił te sugestie. Co prawda z militarnego punktu widzenia nie stanowiłoby to problemu, jednak Piłsudski nie chciał upadku państwa litewskiego ani wykopywania psychologicznej przepaści między  oboma narodami. Nadal liczył na możliwość porozumienia…

Podczas wojny polsko-bolszewickiej Litwa nie zachowała neutralności, wyrażając zgodę na przemarsz Armii Czerwonej przez swoje terytorium. Formalnych podstaw dostarczyła tajna klauzula do traktatu litewsko-sowieckiego z 12 lipca 1920 r. Ponadto odziały litewskie w niektórych miejscach wystąpiły zbrojnie przeciwko wojsku polskiemu. Litwini widzieli już oczyma wyobraźni rozległe obszary, które przypadną im w udziale po zwycięstwie bolszewików. Nie byli jednak świadomi zaborczych planów swojego sojusznika. Już w lipcu 1920 r., w zaledwie w kilka dni po podpisaniu traktatu, w sowieckim Politbiurze toczył się spór jedynie o to czy okupować Litwę już teraz czy jeszcze poczekać do ostatecznego zwycięstwa nad Polską. Tak więc upadek Polski pociągnąłby za sobą również utratę niepodległości przez Litwę. Jednak klęska w bitwach pod Warszawą i Niemnem pokrzyżowała plany bolszewickiej ekspansji.

Nadal pozostawała nierozstrzygnięta kwestia Wilna, które wycofujący się bolszewicy przekazali władzom litewskim. Dbający o pozory Piłsudski nie zdecydował się na zajęcie spornego miasta, co mogło stworzyć niekorzystne wrażenie. Z inspiracji Piłsudskiego upozorowano bunt części oddziałów, wywodzących się głównie z Wileńszczyzny, których celem było zajęcie Wilna. „Zbuntowane” formacje pod dowództwem gen. Lucjana Żeligowskiego zajęły Wilno 9 października 1920 r., napotykając jedynie rachityczny opór strony litewskiej. Zmontowana w krótkim czasie kontrofensywa litewska celem odbicia miasta skończyła się niepowodzeniem. Gen. Żeligowski na zajętym obszarze powołał do życia Litwę Środkową. Piłsudski nie zdecydował się od razu na przyłączenie tego terytorium, dając Litwinom do zrozumienia, że mogą uzyskać ten obszar za cenę federacji z Polską. Nie była to jednak cena, którą władze litewskie gotowe były zaoferować. Odrzucenie przez Litwę idei federacji przesądziło ostatecznie o losie Wilna. W krótkim czasie przeprowadzono wybory do Sejmu Wileńskiego, który jednoznacznie opowiedział się za przynależnością do Polski. Uroczystego aktu inkorporacji dokonano 22 kwietnia 1922 r.

Litwini jednak nie uznali włączenia spornego obszaru do Polski i utrzymywali że Wilno jest ich stolicą, znajdującą się pod polską okupacją. Władze litewskie i prasa prowadziły antypolską kampanię. Systematycznie ograniczano prawa mniejszości polskiej, zamykano  szkoły i stowarzyszenia. W miastach usuwano polskie szyldy i napisy. Niewątpliwie w pewnym stopniu postawa taka była rezultatem urazu po inkorporacji Wileńszczyzny do Polski. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że rząd w Kownie instrumentalnie wykorzystywał konflikt z Polską na użytek polityki krajowej. Pokazując wroga zewnętrznego starano się tym samym odwrócić uwagę ludzi od problemów wewnętrznych. Kreowano poczucia nieustannego zagrożenia ze strony Polski, co sprzyjało konsolidacji społeczeństwa wokół władzy. Jednocześnie utrzymywano permanentny stan wojenny na obszarze całego państwa, co dawało większy zakres kontroli nad społeczeństwem i ograniczało prawa obywatelskie.

Zeligowski_LOC_31862u

Lucjan Żeligowski

Wszystkie te niekorzystne tendencje pogłębiły się jeszcze po zamachu wojskowym z grudnia 1926 r. i ustanowieniu na Litwie dyktatury. Zamach ten został przeprowadzony m.in. pod hasłami antypolskimi. Dyktatura w Kownie zaostrzyła kurs wobec mniejszości polskiej. Zadano dotkliwy cios szkolnictwu, już wcześniej znacznie ograniczonemu. Nauczyciele nie otrzymali patentów umożliwiających nauczanie, co dało pretekst do zamykania szkół polskich. Aresztowano niektórych działaczy. Wywołało to kroki odwetowe ze strony państwa polskiego, uderzające w mniejszość litewską. Premier Voldemaras nieustannie podsycał nastroje antypolskie, ostentacyjnie podkreślając, że Litwa znajduje się w stanie wojny z Polską. Jednocześnie ogłoszono mobilizację wojsk litewskich.

Piłsudski postanowił przeciąć ten wysoce niepożądany stan wykorzystując w tym celu konferencję w Genewie w grudniu 1927 r., na której spotkał się z Voldemarasem. W obecności delegatów z innych państw Piłsudski obcesowo przerwał dywagację litewskiego premiera,  pytając wprost czy Litwa chce wojny czy pokoju. Przyparty do muru Voldemaras oświadczył, że Litwa nie znajduje się w stanie wojny z Polską. Po konferencji w Genewie napięcie w pewnym stopniu opadło, jednak konflikt trwał nadal…

Odgradzaniu się murem od Polski towarzyszyło zbliżenie z Rosją Sowiecką, z którą jeszcze w 1926 r. Litwa zawarła pakt o nieagresji. Co prawda również Polska w kilka lat później podpisała podobne porozumienie z Sowietami, jednak motywy, które kryły się za taką decyzją, były zupełnie odmienne. W przypadku Polski było to przejawem realizacji sformułowanej przez Piłsudskiego polityki równowagi w stosunkach z Rosją i Niemcami. Zawarty pakt nie był też w żadnym razie skierowany przeciwko Litwie. Jednak Litwini  inaczej uzasadniali ten krok,  widząc w zawartym porozumieniu sojusz strategiczny wymierzony w Polskę. Dobrze obrazuje myślenie orientacji prosowieckiej wypowiedź Antanasa Smetony, późniejszego  prezydenta i dyktatora państwa litewskiego, który w pełni aprobując zawarty układ stwierdził: „Litwa nie dlatego podpisała pakt gwarancyjny z Moskwą, by się obawiała agresji sowieckiej, ale w celu lepszej obrony przed agresją Polską”. Nie dostrzeżono zagrożenia ze strony Sowietów wierząc, że pakt z nimi będzie stanowił realną gwarancję bezpieczeństwa. Władze w Kownie nie uświadamiały sobie, że Sowieci wykorzystują ich jedynie przeciwko Polsce,  a  upadek tej ostatniej pociągnie za sobą również kres państwa litewskiego. Potwierdziło to się w pełni w 1940 r. gdy Stalin anektował Litwę.

W latach następnych stosunki polsko litewskie niewiele się zmieniły przechodząc w stadium przewlekłego konfliktu obu państw. Nie ustała antypolska propaganda wśród przedstawicieli władz i prasy litewskiej. Pomiędzy Polską a Litwą nie istniały kontakty dyplomatyczne ani legalna komunikacja. Tory kolejowe urywały się nagle w pobliżu granicy, a nieuczęszczane drogi zarosły.

Nie znaczy to, że nie podejmowano prób przełamania impasu. Zabiegał o to wielokrotnie minister spraw zagranicznych Józef Beck, usiłując skłonić stronę litewską do nawiązania stosunków dyplomatycznych, które uważał za pierwszy krok w kierunku budowania i ocieplania wzajemnych relacji. Również na Litwie, w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Niemiec, wysuwających roszczenia do Kłajpedy,  zaczęła dojrzewać myśl o potrzebie zbliżenia z Polską. Minister spraw zagranicznych Litwy,  Stasys Lozoraitis  rekomendował prezydentowi Smetonie porozumienie się z Polską. Niestety, po raz kolejny nastawienie antypolskie wzięło górę. Przełom miał nastąpić dopiero w 1938 r.

W marcu 1938 r. w wyniku kolejnego incydentu na pograniczu polsko-litewskim zginął żołnierz KOP Stanisław Serafin. Strona polska postanowiła wykorzystać to zdarzenie  w celu wymuszenia na władzach litewskich nawiązania stosunków dyplomatycznych. Beck polecił postawić rządowi w Kownie ultimatum zawierające żądanie podjęcia kontaktów dyplomatycznych. Wystosowano kategoryczne w swej wymowie ultimatum, w którym stwierdzano że: „za jedyne załatwienie odpowiadające powadze sytuacji uważa się nawiązanie normalnych stosunków dyplomatycznych bez żadnych warunków wstępnych„. W przypadku odmowy: „rząd polski własnymi środkami zabezpieczy słuszne interesy swojego państwa”. Litwa dostała 48 godzin na udzielenie odpowiedzi. Niewątpliwie takie postawienie sprawy było odbiciem klimatu końca lat 30-tych w Europie i obrazowało agresywne tendencje, które wkradły się również w poczynania władz polskich. Z drugiej jednak strony warto zwrócić uwagę,  że tak sformułowane ultimatum,  miało bezprecedensowy charakter w dziejach dyplomacji. Polska nie domagała się od Litwy jakichkolwiek korzyści terytorialnych, politycznych czy gospodarczych. Jedynym warunkiem było nawiązanie stosunków dyplomatycznych.

J_Beck

Józef Beck

Atmosfera w dniach ultimatum była bardzo napięta. Tym razem role jakby się odwróciły. Z reguły powściągliwe społeczeństwo polskie dało wyraz nastrojom radykalnym. Organizowano liczne demonstracje i wiece pod antylitewskimi hasłami m.in. przed siedzibą Naczelnego Wodza marszałka Rydza-Śmigłego w Warszawie. W pewnym momencie na balkonie pojawił się sam Rydz-Śmigły w otoczeniu oficerów. Tłum zaczął skandować: „Chcemy Litwy„ i „Wodzu prowadź nas na Kowno”. Postawa władz litewskich również diametralnie się zmieniła. Znikły buńczuczne wypowiedzi i agresywna wojenna retoryka. Do rządu w Kownie dotarło teraz, że zagrożenie polskie którym przez tyle lat straszono, stało się po raz pierwszy naprawdę realne. W tym czasie pułki polskie stacjonujące w pobliżu granicy z Litwą postawiono w stan gotowości, a z głębi kraju ściągano dodatkowe odziały.

Zdrowy rozsądek wziął jednak górę i Litwa wyraziła  zgodę na polskie żądanie. Nawiązanie stosunków dyplomatycznych, chociaż osiągnięte pod presją Polski, dało jednoznacznie pozytywne owoce, otwierając nowy etap we wzajemnych relacjach. Wkrótce potem podpisano porozumienie dotyczące komunikacji drogowej i kolejowej, a także łączności pocztowej i telefonicznej. W niedługim czasie zawarto umowę normującą stosunki handlowe. Litwini przekonali się teraz, że obawy o eskalację roszczeń ze strony polskiej okazały się bezpodstawne, a otwarcie się na współpracę daje wymierne korzyści dla obu stron. Zwieńczeniem nowych relacji była wizyta w Polsce Naczelnego Wodza wojsk litewskich gen.  Raštikisa, bardzo pozytywnie odebrana w obu krajach.

Czynnikiem, który w tym momencie dodatkowo pchał Litwę do zacieśniania stosunków z Polską były roszczenia wysuwane ze strony hitlerowskich Niemiec, domagających się Kłajpedy. Litwini oczekiwali, że w tym konflikcie  Polacy opowiedzą się za nimi. Sondowali możliwość zawarcia sojuszu wojskowego. Okazało się jednak, że zbliżenie obu państw nie jest wystarczające żeby zbudować jednolity front w obliczu niemieckiego zagrożenia. Polska nie chciała prowokować Niemców z którymi miała zawarty pakt o nieagresji licząc, że wojny z nimi uda się jeszcze uniknąć. W obliczu późniejszych żądań terytorialnych Hitlera, Polska nie mogła już liczyć na efektywną pomoc Litwy, która wcześniej pozostała osamotniona w sprawie Kłajpedy. Władze litewskie zobowiązały się jednak do zachowania neutralności. Stosunki między państwami nadal rozwijały się pomyślnie, a zakres współpracy rozszerzał  się na nowe dziedziny.

Po agresji Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r., Litwa tym razem ściśle przestrzegała neutralności. Nie uległa naciskom ze strony Niemiec, domagających się ataku na Polskę od północy i zajęcia Wileńszczyzny.

Stosunki bilateralne między państwami są zawsze wypadkową decyzji i działań podejmowanych przez oba te państwa. Tym jednak, co w największym stopniu generowało konflikt polsko-litewski okresu międzywojennego, była postawa samych Litwinów, którzy w konfrontacji z Polską upatrywali sposobu na odbudowanie własnej tożsamości narodowej. I chociaż niektóre działania ze strony polskiej również były niewłaściwe, to jednak nie stanowiły głównej przyczyny antagonizmu, a jedynie powodowały jego nasilenie. Tym, co ostatecznie przekreśliło możliwość porozumienia, był spór o Wilno. Był to jednak spór, którego nie dało się rozstrzygnąć w sposób satysfakcjonujący dla obu stron, ponieważ wysuwanym przez Litwinów prawom historycznym do miasta, Polacy przeciwstawiali prawo ludności do samostanowienia.

Konflikt polsko litewski był obiektywnie niekorzystny dla obu stron. Mniejszość polska skazana była na szykany i funkcjonowanie w warunkach  ograniczonych praw obywatelskich. Wywoływało to z kolei retorsje ze strony polskiej, które pogarszały sytuację mniejszości litewskiej. Zamrożenie stosunków między oboma państwami obiektywnie osłabiało je,  zarówno na płaszczyźnie politycznej, jak i gospodarczej.

Krytycznie należy ocenić politykę zagraniczną państwa litewskiego, u podstaw której legły błędne założenia geopolityczne. Władze litewskie koncentrując się na rzekomym polskim zagrożeniu ignorowały jednocześnie zagrożenia z innych stron. Negatywne nastawienie nie pozwalało dostrzec roli Polski jako czynnika stabilizującego w regionie i znaczenia istnienia niepodległego państwa polskiego również dla samej Litwy. Dopiero wrogie działania Niemiec hitlerowskich wymierzone bezpośrednio w integralność państwa litewskiego torowały drogę nowej świadomości. Polskie ultimatum z 1938 r. zapoczątkowało  odbudowę polsko litewskich relacji i konstruktywną współpracę obu państw. Ten napawający optymizmem okres został jednak brutalnie przerwany wybuchem II wojny światowej.  

Bibliografia:

  1. Łossowski P., Polska – Litwa. Ostatnie sto lat, Warszawa 1991.
  2. Łossowski P., Litwa, Warszawa 2001.
  3. Pobóg Malinowski W., Najnowsza historia polityczna Polski 1914-1939, Gdańsk 1991.
  4. Leżeński C., Kwatera 139. Opowieść o marszałku Rydzu Śmigłym, Lublin 1989.
  5. http://akant.org/dodatki/531-janusz-cisek-federalizm-w-polityce-jozefa-pilsudskiego 

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

8 komentarzy

  1. Piotrek pisze:

    Lubię podejście, a winni wszyscy a szczególnie nie my. Tak na dobrą sprawę WlkKsL miało swoich wojskowych, swoją kancelarię, swoje prawa i tak dalej. Ba, nawet szlachta nosiła tytuły książęce. Jakiekolwiek próby ściślejszego „normalnopaństwowego” związania RON to rok 1791. Ale to tylko próby. Dalej - znane są kraje posługujące się różnym językiem, nie narodowym. Co ciekawe, to odpowiednio język ruski - do chyba XVIII w był uważany w kancelariach wileńskich za język sfer wyższych, potem zastąpił go polski. Co nie oznacza, że byli to Polacy.
    Kwestia kolejna - wiek XIX to tak naprawdę okres budzenia się świadomości narodowej, ale tej identyfikującej naród jako kulturę, język, dziedzictwo etc. Wszystko to Litwini mieli, nawet jeśli pewne wzniosłe myśli wyrażali w języku polskim. Co ciekawe na terenach przygranicznych tzw. prosty lud mówił przynajmniej trzema lub czterema językami: prostym, polskim, litewskim i rosyjskim... a w jidysz też się dogadał.
    Jeśli dodać do tego, że i jedni i drudzy byli katolikami, to o tym kto był kim w spisach wystarczyło odpowiednio zadać pytanie. Lud miejscy bardzo często określał się jako „tutejszy”, tzw. wyższe sfery bez problemu mówiły po polsku i rosyjsku. Francuski też się znajdywał w ich zdolnościach. Po litewski albo po prostu - do służących. Spisom polskim i litewskim wierzyć nie należy. Wystarczyło uznać, że znajomość polskiego oznacza że się jest Polakiem i hurra te tereny są polskie.
    One były litewskie, a to, że Litwa czy szerzej kancelarie książęce poznawały kulturę zachodnią via język polski nie zmienia niczego. Fakt, że w średniowieczu kulturę zachodnia Polska poznawała dzięki łacinie, nie oznacza że byliśmy Rzymianami...

    • Paweł pisze:

      Jaki pech, że Adam Mickiewicz pisał o swej ojczyźnie Litwie po polsku, tyle tylko, że już z inwokacji doskonale widać, co oznacza pojęcie Litwy dla Mickiewicza - część Polski. I dla ludności polskojęzycznej to rozumienie Litwy jako części Polski w ciagu XIX i XX w. było naturalne.

  2. Czytelnik pisze:

    Litwa od Jagiełły nas nie lubi, bo zawsze była tym młodszym bratem. Potem bunt Żeligowskiego to było skurwysyńst... Teraz też się różnimy, bo ograniczają naszą mniejszość, bo się nas boją po prostu.

    • kopromil pisze:

      Dlatego mnie dziwi, czemu mniejszość litewska na Suwalszczyźnie (do której Litwa miała swego czasu pretensje) ma swoje dwujęzyczne nazwy, a nazwisk im nikt nie karze zmieniać.

  3. Patryk pisze:

    Na miejscu Piłsudskiego zająłbym tą litwę. Mieszkało tam wielu polaków których liczba się zmniejszyła przez represje litewskie. O ile litwinów za czasów RON szanowałem to dzisiejszych nie cierpie. Gdyby już zajął tą litwę to bym wykorzenil antypolszczyzne ale zachował świadomość.

  4. Teresa pisze:

    Podziwiam panstwa wiedze historyczna.

Zostaw własny komentarz