„Stalowe fortece” t. I-IV – R. K. Massie – recenzja


Massie wrócił! Kto czytał Dreadnought, ten z pewnością sięgnie i po kontynuację tamtej świetnej i nieco legendarnej książki. Fabuła Dreadnought kończyła się wraz z pierwszym dniem wojny światowej, w Stalowych fortecach zaś autor koncentruje się już na samej wojnie. W zasadzie mamy powtórkę najlepszych praktyk, świetne lekkie pióro autora, plastyczne opisy, gdzie nieomal czujemy swąd prochu. Jest to także opowieść przede wszystkim o ludziach. Tym razem jednak chyba czegoś zabrakło.

stalowe_fortece_4Na wstępie jedno sprostowanie. Książka nie tyle jest morską historią pierwszej wojny światowej, co opisem brytyjsko-niemieckiej rywalizacji na morzu. Oddaje to dobrze podtytuł wydania oryginalnego. Dodatkowo od razu zaznaczę, iż jest to jedna z tych klasycznych książek, które zdecydowanie warto i należy przeczytać.

Massie wie, jak stworzyć dobrą książkę wojenno-morską. Pokazał to w Dreadnought, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać (książka także wydana przez wyd. Finna, recenzja). Świetny styl i doskonale prowadzona narracja, wielowymiarowi bohaterzy ze swoimi obawami i nadziejami, wreszcie ze słabościami czy brakiem kompetencji. Massie potrafi snuć opowieść, w której nieomal czujemy wiatr sztormu czy słyszymy huk dział. To jest niewątpliwe olbrzymia zaleta książek tego autora. Prosty w zasadzie opis nabiera niesłychanych kolorów. Autor ma także umiejętność prostego przekazywania złożonych kwestii technicznych czy strategicznych. Znakomicie potrafi ukazać tą legendarną „mgłę wojny”, czyli ograniczenia informacyjne dowódcy na linii, do którego trafia tylko część informacji. Niektóre nie docierają z powodu kłopotów z łącznością, inne z powodu błędnego zaklasyfikowania. To znakomicie ułatwia zrozumienie, czemu pod Dogger Bank krążowniki liniowe Beatty’ego rzuciły się na biednego Bluchera, a nie dopadły reszty niemieckiej formacji. Widzimy, jak bardzo ograniczone informacje miał Jellicoe i Scheer pod Jutlandią – w erze przed radarami. Dziś, siedząc przed komputerem, wiele decyzji wydaje nam się oczywistych zwłaszcza, że wiemy już wszystko. Tamci ludzie mieli zupełnie inny obraz sytuacji, siedząc w chybotliwym okręcie, nierzadko pod ostrzałem, w środku formacji 100-140 okrętów płynących w różnych kierunkach, przy ograniczonej widoczności – w olbrzymim stresie. Na podjęcie decyzji mieli minuty. Doprawdy, nikt nie potrafił zobrazować tego dylematu tak plastycznie jak Massie.

Autor ma także umiejętność skoncentrowania się na ciekawym szczególe, na przykład wyjaśnienie, jak rzecz się miała z niemieckimi księgami kodowymi przechwyconymi przez Rosjan. Od razu widać, który z autorów bazuje na nieprecyzyjnym opisie z książki Churchilla. Zaciekawionych odsyłam do Stalowych fortec.

Od początku książki miałem jednak poczucie, że czegoś brakuje. To trudne do wyrażenia, ale książka mimo wszystko nie ma tej samej lekkości co Dreadnought. Co ważne, poprzednia była dobrze zbalansowana, tzn. oddawała niemiecki i brytyjski punkt widzenia. Tym razem mam wrażenie, że „wahadło„ wyraźniej przechyliło się w stronę brytyjską i częściej siedzimy w Admiralicji niż u Tirpitza za biurkiem. Nie oznacza to oczywiście, że w ogóle nie widać ”niemieckich” dylematów; one oczywiście też są, nierzadko bardzo ciekawie zarysowane, niemniej są bardziej płaskie i jednowymiarowe. Nie mają już tej głębi, która ciągle jest obecna w opowiadaniu o stronie brytyjskiej.

Piszę o tym z największym bólem, tym razem jednak mamy parę potknięć.

W kwestii niedociągnięć samego autora: zabrakło mi poruszenia losów krążownika Königsberg w Afryce Wschodniej, które są również nader ciekawe. W ogóle nie występuje też bitwa pod Helgolandem z 1917 r., a jest to istotne starcie Stalowych fortec. Bardzo brakowało mi jakiegoś odniesienia do przyczyn buntów na niemieckich okrętach pod koniec wojny. Cała ta rewolucyjna sytuacja pojawia się „znikąd”. Szkoda, bo to jedna z tych kwestii związanych właśnie z czynnikiem ludzkim, w którego opisywaniu Massie celuje. Autor czasem bazuje także na starszym stanie wiedzy, jak np. w wypadku przyczyn zatonięcia trzech brytyjskich krążowników liniowych pod Jutlandią. W mojej ocenie jednak rzeczy te są mniej istotne dla odbioru całości książki, która pomimo to jest po prostu świetna.

Najważniejsza wada w mojej ocenie to zbyt mocno rzucające się w oczy braki redakcyjne. W książce jest mnóstwo literówek, błędów w zapisie nazw okrętów czy nawet dat (wrzesień nagle staje się październikiem, mimo iż ciągle chodzi o wrzesień). Ja naprawdę jestem nader liberalny w ocenie strony redakcyjnej, wychodząc z założenia, że drobne błędy po prostu się zdarzają. W tym wypadku jednak tych błędów jest po prostu zbyt dużo.

Druga, mniej ważna rzecz to nie zawsze szczęśliwe tłumaczenia. Wiem, że trudno znaleźć dobre polskie określenie sformułowania predrednot – aczkolwiek określenie „okręt liniowy sprzed epoki drednotów” brzmi niezwykle sztucznie.

Książka została podzielona na cztery tomy, każdy ma od 212 do ponad 300 str. Dobre wydanie, w twardej oprawie, wygląda solidnie. Ilość tomów wpływa bardzo na cenę skompletowania całości. Dodatkowo powiększa miejsce na półce, osobiście preferowałbym wydanie co najwyżej dwutomowe. Bardzo brakuje indeksu nazwisk oraz, być może, okrętów, a także mapek głównych starć. Jedynie na początku zamieszczono mapy z odyseją eskadry dalekowschodniej Admirała von Spee czy trasą Goebena oraz mapę Morza Północnego. Skoncentrowane są one w I tomie. Szkoda, że nie ma map Helgolandu, jakiegoś zarysu choćby Jutlandii czy areny starć u-bootów. To ostatnie w pewnym momencie było przecież głównym polem walki.

Niezależnie od tego, jest to jedna z ważniejszych książek w tym obszarze tematycznym i po prostu warto ją przeczytać.

 

Plus/minus:
Na plus:
+ świetny styl autora
+ wielowymiarowe, plastyczne opisy
+ wyjaśnianie przyczyn opisywanych zdarzeń

Na minus:
- niedociągnięcia redakcyjne

- brak odniesienia się do przyczyn buntów na niemieckich okrętach w 1918 r.

 

Tytuł: Stalowe fortece t. I-IV
Autor: Robert K. Massie
Wydawca: Finna
Rok wydania: 2014-2015
ISBN: w zależności od tomu

Liczba stron: 328 (t. I) 248 (t. II). 212 (t. III), 284 (t. IV)
Okładka: twarda
Cena: od 29 do 39 zł za tom
Ocena recenzenta: 9/10

Korekta: Adrianna Szczepaniak

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Grzegorz pisze:

    mnie w szczególności brakuje mapek starć jak to iało miejsce u Flisowskiego czy Pertka

Zostaw własny komentarz