Bitwa pod Batohem – podręcznik beznadziejnego wodza


Błędne rozpoznanie i rozmieszczenie własnych sił, zmarnowanie szansy na przejęcie inicjatywy, wreszcie zamieszki we własnym obozie i kompletna klęska. A wszystko to przez jednego człowieka – hetmana Marcina Kalinowskiego.

Krwawy bunt

Serię sukcesów, jaka stała się udziałem Kozaków, Tatarów i wspierających ich chłopów po wybuchu w 1648 r. buntu dowodzonego przez Bohdana Chmielnickiego, powstrzymano jesienią tego samego roku, kiedy to rebelianci zostali odparci przez polskie załogi Zamościa i Lwowa. Od tego momentu szczęście opuściło powstańców. Wiosną 1649 r. duża armia kozacko-tatarska obległa oddziały koronne w warownym obozie pod Zbarażem. Obrońcom dowodzonym przez Jeremiego Wiśniowieckiego udało się przetrwać kilka tygodni oblężenia, aż nadeszła odsiecz prowadzona przez króla Jana Kazimierza. Co prawda do Chmielnickiego uśmiechnął się wojenny los, gdyż armia Rzeczpospolitej została osaczona niedaleko Zborowa – jednak talent dyplomatyczny kanclerza Jerzego Ossolińskiego wsparty pokaźną sumą pieniężną uratował armię Jana Kazimierza od klęski. Zamiast tego zawarto porozumienie znane jako ugoda zborowska. Układ zawierał szereg koncesji wobec Kozaków. Przewidywał zwiększenie rejestru kozackiego oraz ograniczał wpływy Rzeczpospolitej i szlachty na terenie Ukrainy. Nie zadowalał jednak żadnej ze stron.

Wobec tego prawie od razu zarówno ze strony Chmielnickiego, jak i Rzeczpospolitej rozpoczęto przygotowania do wojny. Działania militarne wznowiono w 1651 r., a ich punktem kulminacyjnym była stoczona we wrześniu tego samego roku bitwa pod Beresteczkiem zakończona całkowitym zwycięstwem armii Rzeczpospolitej i masakrą wycofujących się Kozaków i Tatarów. Choć unijne państwo nie potrafiło wykorzystać zwycięstwa i zmarnowało szansę na ostateczne stłumienie powstania, zawierając zamiast tego ugodę w Białej Cerkwi, rebelia zaczęła obumierać. Chmielnicki musiał szukać nowego impulsu, a że był to człowiek ambitny, który co najmniej od początku 1649 r. marzył o wykrojeniu na Ukrainie własnego państwa, obrócił swe oczy w kierunku zależnej wobec Turcji Mołdawii. W ten sposób powstała koncepcja związku małżeńskiego syna hetmana Tymofieja z córką hospodara tego kraju. Plan miał pewne szanse powodzenia i stanowił zagrożenie dla południowych granic Rzeczpospolitej, więc hetman wielki koronny Marcin Kalinowski, naczelny wódz wojsk polskich, postanowił zagrodzić drogę przemarszowi Kozaków i Tatarów.

 

Niefortunny wódz

Ten kresowy magnat posiadał olbrzymi majątek, pozwalający nawet na wystawienie prywatnej armii. Hetmanem polnym, a potem wielkim, został mianowany ze względu na swoje wpływy i bogactwo. Kolejni królowie – Władysław IV, a potem Jan II Kazimierz – liczyli, że nadając mu buławę hetmańską, zyskają w nim cennego stronnika dla własnych planów. Trzeba przy tym pamiętać, że hetman wielki był urzędnikiem obdarzonym władzą większą od tureckiego wezyra. Sprawował wyłączną kontrolę nad armią i posiadał ważne uprawnienia w polityce zagranicznej, dzięki którym mógł samodzielnie negocjować z Turkami i Tatarami. Problem w tym, że wszystkie centralne urzędy w Rzeczpospolitej sprawowane były dożywotnio. Przywiązanie do tej zasady było wśród szlachty tak rygorystycznie przestrzegane, że gdy w latach 1648–1650 hetmani polny i wielki znaleźli się w niewoli, armią koronną praktycznie nie miał kto dowodzić. Formalnie można było przekazać dowództwo hetmanom litewskim, ale gdyby oni również zostali uwięzieni, armii groziłby chaos. Gdy funkcję z takimi kompetencjami obejmowali wybitni wodzowie, przynosiło to pożytek państwu. Ale Marcin Kalinowski był człowiekiem rażąco niekompetentnym. Pod Beresteczkiem, w początkowej fazie bitwy, błędnie ustawił oddziały, narażając armię na spore straty. Każda właściwie potyczka Kalinowskiego z wrogiem oznaczała duże kłopoty. Do tego hetman posiadał poważną wadę wzroku, która uniemożliwiała mu właściwą lokalizację poszczególnych oddziałów, co w realiach ówczesnego pola bitwy było podstawowym zadaniem dowódcy. Co więcej, wiosną 1652 r. niekompetencja jego była już widoczna dla wszystkich – od króla aż po zwykłych żołnierzy – poza samym hetmanem. Niestety, prawa Rzeczpospolitej zabraniały dymisjonowania osoby zajmującej to stanowisko. Formalnie nie można mu było nawet ograniczyć władzy lub choćby czasowo odsunąć od obowiązków.

 

Portret Bohdana Chmielnickiego ze zbiorów Państwowego Muzeum Historycznego w Moskwie

Desperacka bitwa

W pierwszej połowie 1652 r. Marcin Kalinowski rozpoczął koncentrację wojsk i ruszył przeciw potężnej armii kozacko-tatarskiej. Dowodził przy tym w swoim stylu. Najpierw okazało się, że jego niezdolność do skutecznego prowadzenia wojny jest tak oczywista, iż część pododdziałów odmówiła przybycia na miejsce zbiórki. Następnie hetman fatalnie wybrał miejsce przyszłej bitwy, umieszczając wojska w zakolu rzeki Boh, na uroczysku Batoh, gdzie armia pozbawiona była możliwości aprowizacji i bezpiecznego odwrotu. Poza tym nie wydał podstawowego dla ówczesnej sztuki wojennej rozkazu fortyfikowania obozu, który do tego zajmował nadmiernie dużą powierzchnię. Kiedy wreszcie nadeszła wroga armia, Kalinowski zamiast zaatakować przeciwnika podczas przekraczania przez niego rzeki, pozwolił mu sforsować tę przeszkodę i wyjść całej armii Chmielnickiego naprzeciw siłom Rzeczpospolitej. Miały one teraz wroga przed sobą, a za plecami Boh. Trudno dzisiaj oszacować liczebność obu stron. Wojska koronne, według obliczeń badaczy, liczyły między 10 a 15 tysięcy ludzi – doborowych żołnierzy na czele z osławioną husarią. Kozacy i Tatarzy na pewno posiadali przewagę liczebną. Szacunki wahają się między 20 a 60 tysiącami (skrajne liczby uznać należy za najmniej prawdopodobne), przy czym dużą część tych sił stanowili niewyszkoleni i pozbawieni dyscypliny chłopi. Kalinowski nie przeprowadził jednak rozpoznania, przez co był przekonany o własnej przewadze. Dopiero po pierwszym dniu walk, w nocy z 1 na 2 czerwca 1652 r., hetman zebrał dowódców na naradę. Zygmunt Przyjemski, wybitny żołnierz wojny trzydziestoletniej, bohater spod Zbaraża i Beresteczka, gdzie zasłynął znakomitym prowadzeniem działań artylerii i piechoty, a przy tym jedyny człowiek posiadający autorytet wśród zdemoralizowanego i nieopłacanego wojska, zaproponował umocnienie obozu, zmniejszenie jego powierzchni i wysłanie korpusu kawalerii celem zebrania świeżych armii. Ten wybitny oficer zakładał, że należy przyjąć oblężenie przeciwnika, związując go na kilka tygodni i stwarzając szansę na odsiecz odwracającą bieg kampanii. Jego przemyślane i rozsądne propozycje nie zostały jednak przyjęte przez Kalinowskiego, który nie podjął żadnego z tych działań. Drugiego dnia Chmielnicki przystąpił do ataku. Dzięki bohaterstwu żołnierzy i talentom Przyjemskiego nie przyniósł on rezultatu, choć sytuacja stawała się dramatyczna. Indolencja wodza doprowadziła do buntu w wojsku, szczególnie w jeździe (także wśród elitarnej husarii). Kalinowski zareagował rozkazem ostrzelania buntowników przez piechotę. Kozacy i Tatarzy wykorzystali ten moment i ruszyli do szturmu, który bitwę zamienił w rzeź. Zginął nieudolny hetman, podobno z szablą w ręku, jego syn i wielu żołnierzy. Bezradna husaria została zmasakrowana pomimo desperackiej próby przegrupowania jazdy przez Marka Sobieskiego (brata przyszłego króla Jana). Zaciekłą walkę podjęły za to piechota i artyleria prowadzone przez Przyjemskiego, który w tragicznym położeniu zorganizował spójny opór i być może uratowałby choć część wojsk Rzeczpospolitej. Niestety, w tym momencie za plecami jego żołnierzy wybuchł pożar stogów siana. Być może wywołany był on przez przeciwnika, ale nie ma na to dowodów. Zamknięci między pożarem a wrogiem żołnierze koronni musieli skapitulować.

 

Tragiczny finał

Nie był to jednak koniec ich dramatu. Dwa dni po bitwie Chmielnicki wykupił jeńców z rąk Tatarów w jednym celu – by przeprowadzić rzeź. Kwiat armii koronnej z Zygmuntem Przyjemskim i Markiem Sobieskim na czele został wymordowany przez poderżnięcie gardła. Egzekucje przeprowadzano w taki sposób, że kolejne ofiary patrzyły na los swych pobratymców. Według źródeł najwyższych rangą oficerów zamordowano na końcu. Była to okrutna, nawet jak na tamte czasy, zemsta Chmielnickiego za klęskę pod Beresteczkiem. Ostatecznie uniemożliwiła ona pokojowe zakończenie konfliktu i u progu okresu krwawych wojen poważnie osłabiła potencjał obronny Rzeczpospolitej. Jednocześnie bitwa pod Batohem pozostaje przykładem skutków, do których prowadzi nieudolne dowodzenie armią.

 

Bibliografia:

  1. Gierowski J., Historia Polski 1505–1764, Warszawa 1984.
  2. Gierowski J., Rzeczpospolita w dobie złotej wolności (1648–1763), Warszawa 2001.
  3. Konopczyński W., Dzieje Polski nowożytnej. T. 1, Warszawa 1986.
  4. Konopczyński W., Dzieje Polski nowożytnej. T. 2, Warszawa 1986.
  5. Nagielski M. (red.), Hetmani Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Warszawa 1995.
  6. Wójcik Z., Historia powszechna XVI i XVII wieku, Warszawa 1996.

 

Redakcja merytoryczna: Artur Markowski

Korekta językowa: Aleksandra Czyż

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

4 komentarze

  1. Marek napisał(a):

    Autor popełnił kilka solidnych błędów. Brak w bibliografii publikacji wprost odnoszących się do opisywanego konfliktu dowodzi, że autor jest do tego laikiem.

    1. Lwów nie odparł ataku. Lwów przekupił Chmielnickiego, a ten ruszył dalej.
    2. Nie tyle Zamość się obronił co obroniły go pora roku oraz choroby w obozie kozackim.
    3. Zwycięstwo pod Beresteczkiem też nie było tak pełne jak się wydaje fanom Sienkiewicza. Nad Plotyczą okrążono owszem sporą część armii kozackiej, ale płk. Iwan Bohun wycofał z tej pułapki znaczne i wartościowe siły. Masakra dotknęła w dużej mierze czeladź. Stąd Kozacy nadal dysponowali bardzo dużymi siłami w dalszych fazach konfliktu + w okresie tzw. Ruiny.
    4. Nie wiem skąd bzdura o tym, że większość armii kozackiej pod Batohem stanowili chłopi?

    • Michał Górawski napisał(a):

      Jako autor, pozwolę sobie odnieść się do tej niezasadnej - w mojej ocenie - krytyki. Mam nadzieję, że będzie to początek merytorycznej dyskusji pod tym tekstem.
      1. Oczywiście w sprawie Zamościa i Lwowa masz rację. Tylko tylko, że artykuł poświęcony jest innej bitwie. Oblężenia tych miast są więc ledwie wspomniane celem zarysowania ogólnego tła. Nie było w tym tekście miejsca na szczegółowe omawianie okoliczności tych walk, do których oczywiście w obu przypadkach doszło.
      2. Zwycięstwo pod Beresteczkiem jak najbardziej uznać należy za miażdżące. Świadczy o tym choćby dysproporcja strat ostrożnie szacowana na 1:40. To prawda, że części sił Chmielnickiego udało się wymknąć przez co Kozacy mogli kontynuować walkę. Nie umniejsza to jednak skali sukcesu armii Rzeczpospolitej. Powtórzę jednak raz jeszcze - artykuł poświęcony jest innej bitwie, więc nie było potrzeby wdawania się w szczegóły wszystkich poprzedzających ją wydarzeń.
      3. Nigdzie nie napisałem, że większość armii kozackiej stanowili chłopi. Proszę mi nie imputować głoszenia takich tez. Sformułowanie „duża część” ma zasadniczo inne znaczenie niż „większość”. Wszyscy poważni historycy zajmujący się powstaniem Chmielnickiego potwierdzają masowe przyłączanie się chłopów do rebelii. Jest to fakt historyczny. Stąd grupa ta była widoczna w armii powstańczej i cechowała się niską dyscypliną. Oczywiście nigdy nie stanowili oni decydującej siły armii.
      4.Źródła dotyczące tej bitwy są zaskakująco skąpe. Historycy dysponują strzępkami informacji.
      Argumentum ad personam z początku komentarza, pozwolę sobie pominąć milczeniem.

  2. Marek napisał(a):

    1. To, że tekst dotyczy jednej bitwy nie oznacza, że należy pisać kocopoły o innych. To nie jest uzasadnienie.
    2. Stosunek strat opiera się głównie na bezkrytycznych przekazach. A poważnego historyka obowiązuje coś takiego jak krytyka źródła. Gdyby rzeczywiście miało tam zginąć ponad 40 tys. Kozaków to wojna najzwyczajniej w świecie zakończyłaby się. Takie gigantyzowanie strat w źródłach wspomnieniowych z epoki jest niestety typowe.
    3. To, że w 1648 r. włościanie masowo stanęli po stronie powstańców jest faktem. Tak samo mieszczanie czy drobna szlachta. Efekt pokozaczenia ludności po 1638. Czy jednak armii kozackiej nadal towarzyszyły ogromne watahy by pisać o „dużej części”? Bardzo wątpliwe. Ciesielski podaje, że Chmielnicki miał ze sobą ok. 16 tys. Kozaków + ok. 8-12 tys. Tatarów. Chłopi jeżeli już to rzadko w dużej liczbie towarzyszyli armii kozackiej w dalekich wyprawach. Byli przywiązani głównie do walki w swojej okolicy, co się zresztą nie zmieniło zbytnio do XX wieku.
    4. Akurat literatura dotyczącą Batoha jest znana i dostępna. W każdym razie to znacznie lepsze źródła niż te, na których, z marnym zresztą skutkiem, Pan raczył się opierać. Przykłady? W. Długołęcki, Batoh 1652, (z serii tzw. HaBeków) czy T. Ciesielski, Od Batoha do Żwańca.

    Radzę najpierw solidnie poszukać źródeł.

  3. Marek napisał(a):

    Przypomniała się jeszcze jedna ważna rzecz dotycząca Kalinowskiego, a skoro już tytuł na niego wskazuje no to o pewnym „drobiazgu” wspomnieć wypada. Otóż hetman był... krótkowidzem. Dzisiaj dla oficera to rzeczywiście drobiazg, najczęściej już nic nie znaczący bo dowodzenie z punktu widzenia (ach te żarciki ze wzroku 😉 ) generałów wygląda już inaczej, ale w XVII wada wzroku znacząco ograniczała możliwości skutecznego dowodzenia. Zdrowe oczy były niezbędne dla osób na stanowiskach pokroju pułkownika czy hetmana, dowódca musiał sam ocenić sytuację i podjąć decyzję.

Zostaw własny komentarz