„Przełom Października ’56” – pod red. P. Dybicza – recenzja


Redaktorzy związani z postkomunistycznym pismem „Przegląd” chcieli napisać Historię bez IPN. Czy osiągnęli zamierzony cel? Oczywiście. Jednak efekty ich pracy nie są porażające. Wręcz przeciwnie.

Spojrzenie społeczeństwa na historię odbywa się przez pośrednictwo historyków. To oni, na podstawie źródeł, opisują dzieje ludzkości. Bardzo często zdarza się jednak, że pewne wydarzenia są interpretowane w różny sposób. Coś, co dla jednych badaczy będzie przykładem heroizmu i czynów szlachetnych, dla innych już nie będzie takie oczywiste. Wręcz przeciwnie. Będą oni uważać, że działalność określana przez ich antagonistów za bohaterską była co najmniej szkodliwa, niekiedy głupia lub nawet zdradziecka. Tak jest np. w przypadku działań frontowych Ludowego Wojska Polskiego, walk tzw. „Dąbrowszczaków”, w wojnie domowej w Hiszpanii czy też powojennej konspiracji niepodległościowej.

W ramach wolności słowa i badań naukowych pomysłodawcy cyklu Historia bez IPN zamierzali podjąć polemikę z niektórymi tezami historyków pracujących w IPN. Czym im się to udało?

Sam pomysł nazwania tego cyklu w taki sposób jest co najmniej nietrafiony. Instytut Pamięci Narodowej jest jedną z najważniejszych zdobyczy wolnej Polski, dzięki której nasze społeczeństwo mogło poznać prawdę o najnowszej historii Rzeczpospolitej. IPN nigdy jednak nie był, nie jest i myślę, że nigdy nie będzie instytucją, w której pracują historycy o identycznym spojrzeniu na dzieje Polski i świata. Wydaje mi się, że jedyną cechą, którą nas łączy (bowiem ja również jestem pracownikiem Instytutu), jest ocena systemu komunistycznego. Określamy go jednoznacznie negatywnie. Trudno przecież bronić idei, która na każdym etapie istnienia pokazywała swoje zbrodnicze oblicze. Jednak w wielu innych kwestiach, niekiedy istotnych, mniej lub bardziej kategorycznie się nie zgadzamy.

Po wtóre sam pomysł innego spojrzenia na najnowszą historię Polski jest normalny i zgodny z kanonami nauki. Tym bardziej, że jednym z ekspertów reprezentujących Historię bez IPN jest prof. Andrzej Werblan, działacz komunistyczny, który jednak dosyć obiektywnie potrafił ocenić życie Władysława Gomułki czy okres stalinowski. Niemniej wydaje się mało poważne robienie czegoś „na złość” poważnej naukowej instytucji, w której pracowali i pracują, a także z którą są związani najwybitniejsi historycy dziejów najnowszych. Naukowcy ci, mimo wielu różnic, dalecy są od złych nawyków komunistycznego sposobu badania i interpretacji dziejów. Są natomiast rzetelni i uczciwi w wykonywanej pracy.

Do całego cyklu Historia bez IPN mam jeszcze kilka istotnych uwag. Jednak tekst internetowy rządzi się swoimi prawami, w związku z czym kolejne będę prezentował w omówieniach poszczególnych tomów tego cyklu.

Opracowanie Przełom Października ’56 jest zbiorem referatów, które zostały wygłoszone na konferencji pod tym samym tytułem. Wśród osób biorących w niej udział znajduje się wspomniany wcześniej prof. Werblan, ale również prof. Andrzej Friszke, prof. Longin Pastusiak czy też prof. Jerzy Wiatr. Wśród referentów zabrakło wielu wybitnych znawców przedmiotu takich jak prof. Jerzy Eisler, prof. Paweł Machcewicz czy prof. Andrzej Paczkowski. Oczywiście dobór referentów jest świętym prawem organizatora. Dziwne jest jednak, gdy większość badaczy wygłaszających referaty ma podobne spojrzenie na dzieje najnowsze. Gdzie w tym debata, dyskusja, polemika? Czyli to, co jest solą nauki.

Przechodząc jednak do treści Października, co najmniej kontrowersyjne tezy i zwroty czytelnik znajdzie już we Wstępie przygotowanym przez redaktora tomu – Pawła Dybicza. Np. na stronie 7 autor napisał, powołując się na ustalenia dra Łukasza Jastrzębia: „Poznański Czerwiec 1956 r. nie przyspieszył wydarzeń październikowych, nie był ich bezpośrednią przyczyną (...). Był jednym z elementów przemian, ale nie przesądzającym wprost o wydarzeniach jesieni 1956 r. (...)„. Generalnie można się zgodzić z tą opinią. Jednak byłaby ona całkowicie prawdziwa, gdyby autor tekstu stwierdził, że wydarzenia „Poznańskiego Czerwca„ były bardzo istotnym, być może najważniejszym, sygnałem ostrzegawczym przed narastającym społecznym niezadowoleniem. Nigdy wcześniej taka ilość zwykłych obywateli nie wyszła bowiem na ulice. Sam Gomułka rzekł Chruszczowowi w październiku 1956 r.: ”Były wydarzenia w Poznaniu. To nie był drobiazg ani dla nas, ani dla całego naszego obozu” – podkreślając rolę tego wydarzenia.

Na stronie kolejnej Dybicz napisał o zbliżaniu się do Warszaw „Armii Radzieckiej”. Oczywiście jest to fakt historyczny. Podczas rozmów w Belwederze, toczonych między komunistami polskimi i Sowietami w październiku 1956 r., oddziały armii sowieckiej maszerowały na Warszawę. Niemniej używanie w piśmie nazwy własnej, jaką jest Armia Radziecka, jest wyraźnym błędem. Wojsko Polskie nie pisze się w cudzysłowie.

Ciekawą, ale zupełnie nieprawdziwą jest teza przedstawiona przez przed prof. Andrzeja Skrzypka, na stronie 73: „Polska partia otrzymała znaczną autonomię w kierowaniu polityką wewnętrzną państwa”. Z tym poglądem należy polemizować, bowiem wszelkie najważniejsze decyzje, dotyczące tak polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej, polscy mocodawcy musieli konsultować z Moskwą.

Jednak prawdziwą perłą wśród poszczególnych artykułów Przełomu Października ’56 jest tekst dra Pawła Zabornego pt. Powrót Gomułki i jego skutki. Stanowi on doskonały przykład opracowania przesiąkniętego manipulacjami. Nie ma niczego złego w budowaniu opinii. Problem zaczyna się, gdy narracja historyczna skonstruowana jest przy pomocy sofistyki. A tą metodą posłużył się dr Zaborny. Jak bowiem ocenić tezę autora, który stwierdził, że Gomułka „rządził Polską lepiej niż Piłsudski„, a jego dyktatura była „miękka„? Taką ocenę mógł postawić ktoś, kto zupełnie nie zna i nie rozumie polskiej historii najnowszej lub komu towarzysz „Wiesław” imponował. Inną interesującą tezą jest porównanie wykształcenia Bolesława Bieruta, Gomułki, Stanisława Mikołajczyka, Piłsudskiego, Lecha Wałęsy i Wincentego Witosa. ”Gomułka był najlepszym uczniem szkoły podstawowej w Krośnie, ukończył także wieczorową szkołę rzemieślniczą i dwa lata studiował w Moskwie marksizm-leninizm”napisał Zaborny. Autor dość łatwo manipuluje faktami, gdyż zapomniał dodać, że Piłsudski studiował medycynę na Uniwersytecie w Charkowie. Mikołajczyk natomiast ukończył dwa kursy w Szkole Rolniczej i tzw. Uniwersytet Ludowy, który nie był jednak szkołą wyższą. Ponadto autor zapomniał, że część pierwszych sekretarzy PZPR była zdecydowanie lepiej wykształcona niż Gomułka. Prawdziwym komizmem jest jednak wychwalanie studiów tow. „Wiesława„ w Moskwie. Taki ”kwiatków” w omawianym tekście jest więcej...

Nie chciałbym mimo tego skupiać się w niniejszej recenzji tylko na jednym artykule. Trzeba napisać, że w niektórych przypisach biograficznych brakuje istotnych informacji. W przypisie dotyczącym Franciszka Jóźwiaka ze strony 267 pomija się fakt, że był on Komendantem Głównym Milicji Obywatelskiej, zaś w przypadku Stefana Staszewskiego, że zasiadał w KC PZPR. Ponadto autor przygotowujący tekst do druku nie był w stanie rozwinąć imienia i otczestwa sowieckiego doradcy przy MBP Siemiona Prochorowycza Dawydowa. Natomiast w przypisach dotyczących Jerzego Bordziłowskiego i Stanisława Popławskiego nie ma wzmianki, że byli oni oficerami sowieckimi służącymi w LWP. Z tego też powodu trudno zrozumieć, dlaczego autor opracowujący te informacje podał ich sowieckie stopnie wojskowe, czyli generał pułkownik (zresztą nie jest to prawda, ponieważ Popławski dosłużył się w Sowietach generała armii). W Wojsku Polskim takich stopni nigdy nie było. Te drobne nieścisłości pokazują, jak niedbale jeden z autorów sporządził przypisy.

Takich dziwnych opinii, stwierdzeń i niedociągnięć jest w tekście Przełomu Października ‘56 wiele. Trudno je wszystkie przytoczyć w niewielkim, internetowym omówieniu. Być może kiedyś postaram się zebrać wszystkie uwagi i omówić je w artykule recenzyjnym dla jednego z pism naukowych.

Jednak oprócz błędów merytorycznych, w książce znajdziemy również błędy metodologiczne. Np. w zgromadzonych w tomie referatach prawie wszyscy autorzy nie wykorzystują dokumentów zgromadzonych w Archiwum IPN. Jest to co najmniej zaskakujące. Trudno jest bowiem pisać o „Poznańskim Czerwcu” czy o Władysławie Gomułce bez akt ipeenowskich. Niewykorzystanie bazy źródłowej IPN jest tylko jedną stroną medalu. Autorzy nie korzystają również z zasobów innych archiwów (wyjątkiem jest prof. Longin Pastusiak, który skorzystał z dokumentów Archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych), takich jak choćby Archiwum Akt Nowych.Trudno przygotować poważny tekst dotyczący PRL bez analizy tego bogatego materiału źródłowego.

Ponadto w omawianym tomie znajdują się referaty, w których próżno szukać podstawowej literatury do opisywanego zagadnienia. Np. prof. Jerzy Wiatr w opracowaniu pt. Nauka Polska po Październiku 1956 pomija zupełnie najważniejsze publikacje dotyczące tego problemu, napisane przez prof. Tadeusza Rutkowskiego. Jedynym, który sięgnął po pozycje fundamentalne dla najnowszych dziejów Polski, był prof. Friszke w artykule Kościół a władze PRL po Październiku 1956. Czy nowy model relacji?

W innym referacie pt. „Sztandar Młodych„ i ”Po Prostu” wobec Października ’56 autor nie wykorzystuje prawie w ogóle artykułów pisanych w okresie „Października w Sztandarze Młodych”. Swoją narrację buduje na wspomnieniach dziennikarzy tej gazety, co nie do końca może odzwierciedlać poglądy pisma na tamte wydarzenia.

Październik ’56 ma jednak jedną zaletę. W książce opublikowane zostały, choć ze sporą liczbą literówek i kiepsko przygotowanymi przypisami, tzw. Rozmowy w Belwederze. Jest to obszerna notatka przybliżająca treść dyskusji delegacji – polskiej i sowieckiej – podczas spotkań 19 października 1956 r. Dokument ten jest znany historykom od kilku lat, ale chyba zupełnie nieznany społeczeństwu polskiemu. Nie wiem tylko, dlaczego opracowujący ten tekst autor nie napisał, że notatkę sporządził tłumacz strony sowieckiej, Jan Dzierżyński, syn Feliksa. Być może tego nie wiedział.

Podsumowując, muszę krótko stwierdzić, że Przełom Października ’56 jest jedną ze słabszych książek dotyczących najnowszej historii Polski, jakie zdarzyło mi się czytać.

Plus minus:

Na plus:

+ opublikowanie Rozmów w Belwederze

Na minus:

- merytorycznie słaba jakość artykułów

- niektóre artykuły są przesiąknięte polityczną ideologią

- manipulanctwo

- duża liczba błędów merytorycznych i metodologicznych

- dziwny dobór autorów referatów

 

Tytuł: Przełom Października ‘56

Autor: red. Paweł Dybicz

Wydawca: Oratio Recta

Rok wydania: 2016

ISBN: 978-83-64407-14-7

Liczba stron: 327

Okładka: miękka

Cena: 29,99 zł

Ocena recenzenta: 3/10

 

Redakcja merytoryczna: Adrianna Szczepaniak

Korekta językowa: Wiktoria Wojtczak

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

5 komentarzy

  1. Kolec napisał(a):

    Jeżeli autor powyższej recenzji nie zauważył całego wstępu prof. Andrzeja Werblana, w którym mowa jest o Janie Dzierżyńskim i jego zapiskach, to jak odnieść się do całości jego tekstu? Być przekonanym, że uważnie przeczytał „Przełom października ’56”?

  2. Komar napisał(a):

    Trochę się obśmiałem, gdy przeczytałem w recenzji o tym, że „Naukowcy ci, mimo wielu różnic, dalecy są od złych nawyków komunistycznego sposobu badania i interpretacji dziejów. Są natomiast rzetelni i uczciwi w wykonywanej pracy.” To o naukowcach z IPN.
    Oczywiście, u pracowników naukowych IPN nie ma podporządkowania ideologii komunistycznej, ale jest bardzo wyraźne podporządkowanie ideologii antykomunistycznej. Takie samo przegięcie, tylko w stronę przeciwną.
    Ale wróćmy do meritum. Każde opracowanie na temat historii najnowszej zawiera mocno dyskusyjne interpretacje, wywołujące polemiki. Dlatego najlepiej oprzeć się na dokumentach.
    Miałem możność przeczytania takiego dokumentu, bardzo ważnego dla omawianego okresu czyli roku 1956.
    Otóż wtedy - w czasach Polski Ludowej - wydawany był miesięcznik „Nowe Drogi”. Był to organ Komitetu Centralnego PZPR. Pod koniec roku 1956 ukazał się numer specjalny „Nowych Dróg” zawierający opis przebiegu słynnego VIII plenum KC PZPR (19 - 21 października 1956). To są stenogramy wystąpień poszczególnych członków KC, spisywane „na żywo”, razem z przerywnikami, wtrąceniami i okrzykami. Jeden przykład: wkrótce po otwarciu obrad prowadzący Edward Ochab informuje, że właśnie przybyła do Warszawy delegacja kierownictwa ZSRR z Chruszczowem na czele. Wtedy z sali padły okrzyki: „Po co tu oni!”, „Niech wracają!”. Sala uspokoiła się, gdy Ochab zaapelował do poczucia odpowiedzialności zgromadzonych. Ale te „Nowe Drogi” zawierają nie tylko takie „rodzynki”. Dużo ważniejsza jest treść wystąpień członków KC, mówiących o zbrodniach systemu bez owijania w bawełnę.
    Ten numer specjalny „Nowych Dróg” ukazał się w dużym nakładzie i był łatwo dostępny. Ja dostałem go do przeczytania od kolegi pod koniec lat sześćdziesiątych. Nie wiem, czy obecnie jest dostępny w bibliotekach. Pewnie został przeznaczony na makulaturę w początkach lat dziewięćdziesiątych, w ramach akcji czyszczenia bibliotek z dzieł niesłusznych.

  3. Bilbo napisał(a):

    Jestem pod wielkim wrażeniem omnipotencji kolegi Komara, który - jak rozumiem - przejrzał twórczość wszystkich historyków pracujących w IPN (a jest ich dosyć spora liczba) i wykoncypował, że wszyscy tworzą pod auspicjami ideologii antykomunistycznej. Brawo !!!
    Po drugie, fakt, że nawet polscy komuniści nie przepadali za Sowietami nie jest jakiś wyjątkowo odkrywczy, tym bardziej, że ekipa Gomułki reprezentowała ten bardziej „narodowy” odłam komunizmu. Jak się czyta materiały archiwalne zgromadzone w IPN to widać, że istniały napięcia między „krajowymi” komunistami a sowieciarzami (ja akurat widzę to na przykładzie cywilnych służb wywiadowczych, czyli późniejszego pionu I MSW). Krytyka zbrodni stalinowskich też nie dziwi, skoro taką drogę wskazał Chruszczow w słynnym referacie.
    Natomiast przypomnę koledze Komarowi, że lata 60. to m.in. represje wobec Kościoła i rok 1968, czyli podła nagonka antysemicka wywołana walkami frakcyjnymi w łonie PZPR.

  4. Komar napisał(a):

    Kolego Bilbo - nie pisałem, że wszyscy - ale ci, z których pracami się zetknąłem. Zresztą autor powyższej recenzji też deklaruje swój antykomunizm.
    Kolego Bilbo - lat sześćdziesiątych nie trzeba mi przypominać. Brałem udział w uroczystościach obchodów tysiąclecia chrztu Polski (jako zwykły wierny). Na bieżąco śledziłem konflikt między władzami państwowymi i Kościołem katolickim w latach 1963 - 1968. W dniu 8 marca 1968 roku (kolega Bilbo oczywiście wie, co oznacza ta data?) byłem obecny na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego - oczywiście jako student, a nie jako „wycieczkowicz”. Byłem obecny podczas strajku studentów na Politechnice Warszawskiej, także podczas likwidacji tego strajku. Wypowiadałem się publicznie w sprawach tych konfliktów - i brałem za to po łbie. Ale nie chcę teraz się tym chwalić.
    Na podstawie mojej znajomości wydarzeń nie uważam, aby tzw. „wydarzenia marcowe” można było sprowadzić - wyłącznie czy głównie - do - cytuję: „podłej nagonki antysemickiej”.
    Kolega Bilbo w jednym zdaniu wymienia represje wobec Kościoła i antysemicką nagonkę roku 1968. A ponieważ kolega Bilbo ma dostęp do dokumentów MSW, to prosiłbym o wyjaśnienie pewnego problemu. Po marcu 1968 roku przeprowadzono czystkę we władzach partyjnych, która zakończyła się latem 1968 roku. W lipcu 1968 roku sejm zatwierdził zmiany w rządzie. I właśnie od lipca 1968 roku nastąpiło wyraźne złagodzenie polityki państwa wobec Kościoła. Ja mam pytanie: czy te dwa fakty - usunięcie z kierownictwa partyjno - państwowego ludzi (głównie) pochodzenia żydowskiego oraz późniejsze złagodzenie kursu wobec Kościoła - to tylko przypadkowa zbieżność w czasie, czy też te dwa fakty łączy związek przyczynowo - skutkowy?

  5. Bilbo napisał(a):

    Rozumiem, kolego Komar, że rozgraniczanie działaczy „komunistycznych” na złych pochodzenia żydowskiego i dobrych pochodzenia polskiego jest dla kolegi sposobem na zaakceptowanie rzeczywistości PRL-owskiej (rozumiem, że na podstawie tego, co kolega napisał, kolega dzieli okres Polski Ludowej na zły do 1968 r. i dobry po 1968 r.), ale dla mnie komuna to komuna - czyli generalnie wyjątkowo podła ideologia polityczna.
    Oczywiście, dostrzegam okres represji stalinowskich i bardziej liberalnej wersji PRL-u, ale sensu tego ustroju to nie zmienia.
    A za „branie po łbie” w 1968 r. - ma Pan mój szacunek.

Zostaw własny komentarz